**Jego najskrytsze marzenie**
Zachary, znowu wróciłeś ze szkoły w podartych spodniach strofowała syna matka. Znowu się biłeś, pewnie z Miłoszem? Ile można się już wadzić, przecież jesteście w jednej klasie.
Tak, mamo, znowu z Miłoszem, ale tym razem wygrałem odpowiedział chłopak z dumą. A jeśli mam być szczery, to on pierwszy zaczął. Mówił, że Kinga przyjaźni się tylko z nim. No, zobaczymy jeszcze pogroził pięścią w stronę okna trzynastolatek.
Tym razem Miłosz dostał porządnie, choć kiedyś to on pobił Zacharego nieuczciwie, podstawiając mu nogę, gdy ten się nie spodziewał. Od dzieciństwa ci dwaj chłopcy walczyli o względy pięknej Kingi, ich koleżanki z klasy. Dziewczyna wróciła ze szkoły równie wzburzona i na pytania matki odparła:
Znowu Zachary pobił się z Miłoszem! Teraz Miłosz będzie chodził z siniakiem pod okiem, a Zachary podarł spodnie. Dostanie od mamy, i słusznie. Dlaczego on ciągle zaczepia Miłosza? I po co Miłosz musi się z nim bić, żeby Zachary dał mi spokój? Nie lubię Zacharego
Córeczko, tak już w życiu bywa. Dziewczyny zawsze muszą dokonywać wyboru. A chłopcy często załatwiają sprawy pięściami mówiła matka, trochę zaniepokojona, że córka wkrótce dorośnie i faktycznie stanie przed decyzją.
Mamo, nie lubię Zacharego! Już mu sto razy mówiłam nie podoba mi się ten okularnik. Miłosz jest lepszy, szybszy i przystojniejszy. Nigdy nie polubię Zacharego, nigdy!
Och, córeczko, nigdy nie mów nigdy. Życie potrafi zaskoczyć. Kto wie, co cię jeszcze czeka? Daj Boże, żeby wszystko ułożyło się dobrze westchnęła matka, kręcąc głową.
Mamo, co tu ma do tego los? Po prostu wolę Miłosza niż Zacharego, czy to takie trudne zrozumieć? zirytowała się Kinga, ale matka myślała już o czym innym.
Zbliżał się koniec szkoły. Kinga wciąż trzymała się Miłosza, a Zachary cierpiał w milczeniu. Wiedział, że wyglądem nie może równać się z rywalem, ale już nie walczyli na pięści i tak było jasne, że Kinga wybrała nie jego.
Pewnego wieczoru Kinga i Miłosz rozmawiali o przyszłości.
Wiesz, Miłosz, chcę dużą rodzinę. Jak się pobierzemy, będziemy mieli wielki okrągły stół, żeby wszyscy mogli przy nim usiąść. I będę uczyła w szkole, wiesz, że chcę iść na pedagogikę. A latem pojedziemy całą rodziną nad morze rozmarzyła się Kinga, opierając głowę na jego ramieniu.
Miłosz słuchał w milczeniu, ale nie do końca się zgadzał.
Kinga, duża rodzina to fajna sprawa, ale ja będę musiał harować dzień i noc, żeby was wszystkich utrzymać uśmiechnął się lekko. A wtedy jakie wakacje?
Przecież ja też będę pracować! Nasze pensje wystarczą przekonywała go poważnie.
Nie, ty zostaniesz w domu, będziesz zajmować się dziećmi i czekać na męża stwierdził Miłosz stanowczo.
Co? Dlaczego? zdziwiła się.
Bo kobieta powinna być w domu. Mężczyzna jest głową rodziny, zapamiętaj to.
Kinga nie spodobała się ta rozmowa. Bała się kłótni, więc machnęła ręką i odeszła. Miłosz drapał się po głowie, nie rozumiejąc, co poszło nie tak.
Pod jej domem czekał Zachary z czerwoną różą w ręku.
Cześć, to dla ciebie.
Kinga prychnęła.
Zachary, znowu ty! Czego chcesz? Dlaczego ciągle za mną chodzisz? Przecież wiesz, że wybrałam Miłosza.
Bo bardzo mi się podobasz. Weź różę prosił, ale dziewczyna odeszła, nie przyjmując kwiatu.
Następnego ranka znalazła różę na progu. Choć była zła, wzięła ją do ręki.
Jaka piękna i nawet nie zwiędła pomyślała.
Od tamtej pory Zachary nie podchodził już do niej, lecz czasem zostawiał różę wieczorem. Rano Kinga znajdowała ją i wiedziała, od kogo jest. Nie podobał jej się ten wysoki okularnik, ale głęboko w sercu cieszyła ją ta romantyczna uwaga.
Po szkole Kinga i Miłosz wzięli ślub. Ona poszła na studia pedagogiczne, a on czekał na powołanie do wojska. Na weselu gości było niewielu. Zachary też przyszedł siedział na końcu stołu, nie spuszczając wzroku z panny młodej. Wychylił toast, ale nie pił. Potem wyszedł niezauważony. Wyjechał do innego miasta, by studiować na politechnice.
Życie rozdzieliło tych trzech dawnych kolegów. Miłosza wkrótce powołano do wojska.
Miłoszu, jak ja bez ciebie wytrzymam? płakała Kinga.
Nie martw się, kochanie, czas szybko minie pocieszał ją, gładząc po ramieniu.
Rzeczywiście, czas biegł szybko. Zanim Kinga trzy razy pojechała na sesję, Miłosz wrócił. Ich miłość znów rozkwitła. Wydawało się, że nie ma szczęśliwszej rodziny niż ich.
Urodził się syn, Mateusz, a Kinga planowała jeszcze córkę. Miłosz był dobrym mężem i troskliwym ojcem. Wszyscy to widzieli, a niektórzy nawet zazdrościli Kindze.
Ale dobre rzeczy kiedyś się kończą. Pewnego dnia Kinga zaczęła niepewnie witać męża po pracy, sprawdzając, czy jest trzeźwy. Po trzech latach małżeństwa coś się w Miłoszu zmieniło. A może po prostu pokazał swoje prawdziwe oblicze. Tamten Miłosz, którego znała Kinga, gdzieś zniknął. Ich szczęśliwe życie szybko się skończyło.
Zamknij wreszcie tego syna! Jak on się drze! Jeśli go nie uciszysz, wyjdę! Jestem zmęczony po pracy, a tu jeszcze on! Po co mi takie życie?!
Zaczął uciekać do matki, choć zawsze wracał. Kinga zastanawiała się:
Co się z nim stało? Czy zawsze taki był?
A on tłumaczył:
Jak jestem pijany, to mnie nie obchodzi, czy Mateusz krzyczy. Więc nie licz, że przestanę pić. I pamiętaj mężczyzna tu rządzi.
Kinga traciła nerwy. Choć starała się panować nad sobą w szkole, gdzie uczyła dzieci, w domu wyładowywała się krzykiem i płaczem. Ale czy to coś zmieniało? Miłosz zaczął ją bić. Raz, drugi, trzeci Kinga wyrzucała go, potem wy



