Chora babcia została zepchnięta na łaskę wnuka. A gdy rodzina dowiedziała się, co leży u notariusza rwali włosy z głowy.
Dzień dobry, kochanie Wioletka skrzywiła się, słysząc w słuchawce głos teściowej, Danuty Pawłówny. Jeśli ta dzwoni, to tylko po to, by zepsuć nawet najpiękniejszy poranek.
Wioletka ledwo znosiła Danutę Pawłównę. Zresztą, uczucie było obustronne. I nie chodziło o to, że synowa była złą osobą. Po prostu wyszła za mąż za jej nielubianego starszego syna, Krzysztofa, i automatycznie trafiła na czarną listę.
Mam dla pani świetną wiadomość dodała złośliwie Danuta Pawłówna. Moja teściowa, Helena Stanisławówna, będzie teraz mieszkać z wami. Trzeba odpracować tę niezasłużoną mieszkanie.
Wioletka odetchnęła z ulgą to wcale nie była zła wiadomość. Zwykle teściowa wymyślała dla niej znacznie gorsze psikusy. Początkowo młoda kobieta nie rozumiała, dlaczego tak nie podoba się matce męża, aż ten opowiedział jej całą historię.
Krzysztof był najstarszym z trojga dzieci Danuty Pawłówny. Urodziła go bez męża, jeszcze na panieńskim, i bardzo wstydziła się jego obecności w swoim życiu.
Mimo to udało się tej sprytnej babie z trzyletnim synem uwieść statecznego i zamożnego wdowca, Bogusława Kazimierzowicza. W prawowitym małżeństwie urodziło im się dwoje dzieci chłopiec i dziewczynka.
Ojczym Krzysztofa był bystry i przedsiębiorczy, dorobił się jeszcze w latach 80., zakładając spółdzielnię. Potem przetrwał burzliwe lata 90., a w latach 2000. jego biznes rozkwitł.
Nigdy nie różnicował dzieci jako sprawiedliwy człowiek zawsze kupował wszystkim tyle samo zabawek, ubrań, jedzenia.
Ale i pasem mógł równo przyłożyć, jeśli było za co.
Danuta Pawłówna jednak wyraźnie faworyzowała swoje dzieci. Między szturchańcami i uszczypnięciami często syczała do Krzysztofa:
Po co ja cię urodziłam, czarny jak noc, cały w tego nieudacznika ojca? Jak wrona wśród gołębi! prześmiewała się, wskazując na swoich jasnowłosych potomków.
Czym zawinił biedny chłopiec? Nie prosił się na świat, a to właśnie dzięki niemu matka zdobyła męża.
Bogusław Kazimierzowicz zauważył w parku zapłakanego po kolejnej awanturze z matką rozczochranego chłopca i podszedł go pocieszyć. W ten sposób poznał złośliwą kobietę.
Jako mąż i ojciec okazał się wspaniały rozpieszczał żonę, na dzieciach nie oszczędzał. Miał tyle pieniędzy i uwagi dla wszystkich, że Krzysztof nigdy nie czuł się obcy. Natomiast młodszy brat i siostra, podjudzani przez matkę, ciągle próbowali mu przypomnieć, kim jest.
Ty nam nie jesteś nikim, nie jesteśmy twoją rodziną. Nasz tata cię tylko żywi i utrzymuje! słyszał często podczas dziecięcych kłótni.
Siostra Kinga i brat Tadeusz na każdym kroku podkreślali swoją wyższość.
Wiesz, czasem mi się wydaje, że ojczym to jedyny naprawdę bliski mi człowiek w tej rodzinie tłumaczył Wioletce Krzysztof w pierwszych miesiącach małżeństwa.
Młoda żona zrozumiała, że lepiej trzymać się z dala od teściowej, by nie psuć sobie humoru.
Wioletka doskonale pamiętała, jak przyszła krewna skrzywiła się na jej widok przy pierwszym spotkaniu.
O, Boże, narzeczona Choć czego się spodziewać po durniu? warknęła. Żyjcie, jak chcecie, skoro się zeszliście. Ale u mnie nie macie wstępu.
I tak Krzysztof z Wioletką zaczęli żyć na swoim. Najpierw wynajmowali kąt, potem mieszkanie. Nie prosili o pomoc, nie nachodzili. Żyli skromnie, ale byli wolni. Jedynie Bogusław Kazimierzowicz ich odwiedzał, namawiał na wnuki, żartował, że tęskni za dziecięcym śmiechem.
Rok po ślubie odszedł. Pogrzeb, stypa Krzysztof pogrążył się w żalu, jakby stracił własnego ojca. Przy odczycie testamentu u notariusza zebrała się cała rodzina. Kinga i Tadeusz spoglądali z dezaprobatą na spóźnionego Krzysztofa.
A ten po co tu przyszedł? syczeli.
Ale Krzysztof nawet na nich nie patrzył skoro został wezwany oficjalnie, miał prawo tu być.
Wtedy adwokat zmarłego odczytał dokument.
Bogusław Kazimierzowicz przepisał swój dom ukochanej żonie Danusi, a każdemu z dzieci, włącznie z Krzysztofem, podarował po dużym mieszkaniu. Gdy Kinga i Tadeusz zrozumieli, że dostali dokładnie tyle samo, co pasierb, wybuchła awantura.
Kim on jest?! wrzeszczała Kinga, wytykając Krzysztofa palcem. To obcy! Po co nieruchomość przybłędzie?! Miotała się w gabinecie jak wiedźma na sabacie, rzucając przekleństwa. Tadeusz zaś podszedł do adwokata i zapytał zjadliwie:
Ciekawe, ile zapłacił ojcu? Da się to podważyć?
Ale prawnik szybko ostudził ich zapał:
Nieruchomość została przekazana w darowiźnie i nie ma odwrotu. Ale za pół roku zostanie odczytany testament dotyczący firmy ten można próbować zaskarżyć.
Dostawszy własne mieszkanie, Wioletka i Krzysztof byli w siódmym niebie. Teraz mogły spełnić się marzenia ojczyma pomyśleć o dzieciach.
Krzysztofa trochę bolały złośliwości rodzeństwa, ale przez 30 lat życia przywykł do takiego traktowania. Zastanawiał się tylko, dlaczego milczy matka. A teraz wisienka na torcie teściowa żąda, by zabrali do siebie matkę Bogusława Kazimierzowicza.
Bez wahania Krzysztof zadzwonił do matki.
Natychmiast zabierz tę staruchę z mojego domu! krzyczała do słuchawki. Całe życie jej nie cierpiałam, a teraz mam jej pieluchy zmieniać?
Zrobiło mu się strasznie żal babci. Ta kobieta tyle włożyła w urządzenie ich drogiego domu. Wspierała rodzinę syna, niańczyła wnuki, a teraz, gdy po wylewie stała się bezradna, chcieli ją wyrzucić jak niepotrzebny grat.
Krzysztof w milczeniu pojechał po Helenę Stanisławnę bo ona, tak jak ojczym, zawsze była dla niego dobra. Tymczasem Wioletka posprzątała mieszkanie, by zrobić



