Minęły dwa lata samotności Zofii. Została wdową w wieku dwudziestu siedmiu lat. Z mężem żyli razem krótko, zaledwie rok, już planowali dzieci, gdy nagle wszystko się zawaliło.
Marek wrócił z pracy wcześniej, skarżąc się na ból głowy.
Wziąłem wolne od szefa, głowa mnie rozsadza powiedział, gdy Zofia wróciła do domu i zastała go bladego, leżącego na łóżku w sypialni.
Mareczku, może wezwę pogotowie? To już kolejny raz z tymi bólami nalegała Zofia.
Nie trzeba, prześpię się, nie pierwszy raz odparł, odwracając się do ściany.
Zaparzę ci miętową herbatę wyszła do kuchni.
Gdy nalewała wrzątek, nie przestawała rozmyślać:
Znowu te migreny, a do lekarza iść nie chce. Muszę jakoś go przekonać. Co to za życie, żeby w trzydzieści trzy lata męczyć się takimi atakami? To nie może być bez powodu.
Przyniosła mężowi herbatę, postawiła filiżankę na nocnej szafce i delikatnie zawołała:
Mareczku, Marek Nie reagował. Dotknęła jego ramienia nic. Potem potrząsnęła mocniej dalej cisza. Przestraszyła się, szybko wybrała numer pogotowia, a potem, płacząc, zadzwoniła do teściowej.
Helena, Marek leży i się nie rusza, wezwałam karetkę.
Jadę natychmiast odparła.
Teściowa dotarła chwilę przed ratownikami mieszkała w sąsiednim bloku. Gdy przyjechało pogotowie, młody lekarz odwrócił Marka na plecy, zbadał go, poszukał pulsu.
Niestety, nie mogę już nic zrobić. Pan mąż nie żyje. Współczuję.
Co działo się później, Zofia pamiętała jak przez mgłę. Pomagali sąsiedzi. Bo te dwie kobiety, przywalone nagle ciężarem żałoby, nie miały bliskiej rodziny. Po pogrzebie obie długo dochodziły do siebie. Wspierały się, odwiedzały nawzajem. Dobrze przynajmniej, że obie pracowały w pracy trochę zapominały.
Zofia została sama w nowym mieszkaniu z Markiem wprowadzili się tam pół roku wcześniej. Ciągle patrzyła na ich zdjęcia ślubne wiszące na ścianach. Choć Helena mówiła, żeby schować fotografie do szuflady, Zofia nie mogła się na to zdecydować. Nie potrafiła pogodzić się ze śmiercią męża. Odszedł tak młodo lekarze odkryli u niego podstępną chorobę mózgu. Dlatego wszystko stało się tak szybko.
Poznali się z Markiem półtora roku przed ślubem, już razem mieszkali, ale z formalnościami zwlekali. Zbierali pieniądze na wkład własny do mieszkania, potem pomagali w leczeniu chorej nogi jego matki. W końcu udało się wzięli ślub i zamieszkali w nowym lokum z nowymi meblami.
Pewnego dnia znów przyszła Helena. Kim teraz była dla Zofii? Byłą teściową? A może wciąż po prostu teściową? Żyły w zgodzie. Na szczęście Helena zrzekła się spadku po synu na rzecz Zofii. Spotykały się raz w tygodniu, często dzwoniły.
Minął rok, a Zofia wciąż nie potrafiła zapomnieć o mężu. Tymczasem Helena zaczęła delikatnie sugerować:
Zosiu, jesteś młoda, nie możAle kiedy urodziły się bliźniaki mały Kacper i rozkoszna Ania Zofia zrozumiała, że życie, choć raz przecięte żałobą, znów płynie szeroką, jasną rzeką.



