**Dziennik, 12 czerwca**
Piękna Małgorzata Kozłowska postanowiła wyjść za mąż. Na uczelni wszyscy zakładali, że to właśnie ta urodziwa koleżanka z roku pierwsza wskoczy w związek małżeński. Tylko że jej wybrankiem okazał się ich profesor doktor nauk filologicznych, od dawna boleśnie żonaty. Ale kogo i kiedy to powstrzymało? Na dodatek różnica wieku ledwo trzydzieści lat zupełnie akceptowalna!
– Naoglądałaś się głupot w internecie! wrzeszczała babcia Małgosi. Patrzcie ją, co wymyśliła! Starszy od twojego ojca!
– No i co z tego? upierała się wnuczka, której schlebiała uwaga starszego profesora. Teraz to modne!
– Właśnie, że modne! A może od razu wytatuujesz sobie “d**ka” na czole? Też modne, a tobie by pasowało!
– I zrobię! śmiała się Małgosia. Jutro pójdę, specjalnie na ślub!
“Jak to mówią młodzi mają swoje prawa. Oto pokolenie stracone” myśala z goryczą Halina, patrząc na kręcącą się przed lustrem dziewczynę.
– Byłaś u niego w domu! Herbatę piłaś! próbowała przemówić jej do rozsądku babcia. Poznałaś jego żonę! Nie wstyd?
– A czego mam się wstydzić? To moja wina, że się we mnie zakochał? A na herbatę chodziłam, bo tak się pomaga studentom z pracą dyplomową!
– Pomaga Pomógł i idź z Bogiem! A ty wskoczyłaś im do łóżka! Małżeńskiego, nawiasem mówiąc!
– Ależ ty nudna, babciu! westchnęła Małgosia. Żyjesz jak w naftalinie! Teraz są nowe czasy!
– Spanie z żonatym facetem to według ciebie nowość? To się nazywa zupełnie inaczej! podniosła głos Halina. I nie mów, że go kochasz, bo nie uwierzę!
Małgosia prychnęła i poszła do siebie jutro profesor zabierał ją na jubileusz kolegi. To miał być ich pierwszy wspólny występ w jego środowisku. Już mieszkali razem w wynajętym mieszkaniu niedawno zostawił żonę i złożył pozew. Teraz dziewczyna przyjechała po sukienkę na przyjęcie.
Następnego dnia w kawiarni, gdy profesorowie i docenci zobaczyli Małgosię u boku łysego Arkadiusza, lekko opadły im szczęki. Zwłaszcza ich żonom wszystkie znały i przyjaźniły się z jego byłą, Ludmiłą. Wytworne panie wymieniały znaczące spojrzenia: *No proszę, nasz Arek! Może to córka?* Ale Małgosia zachowywała się jednoznacznie uśmiechała się dwuznacznie i kładła mu dłoń na udzie. Dla córki zbyt śmiało!
Arkadiusz niczego nie zauważał. Był szczęśliwy! Zupełnie stracił głowę. To tak zwany “diabeł wcielony” wiesz, że to nie tak, że to nie fair, że zdradzasz. A jednak robisz, jakby przeciw własnej woli!
Gdy rozpoczęły się tańce, kręcił się po parkiecie z ukochaną. Było pięknie półmrok, muzyka z przeszłości i obok młoda, beztroska istota pełna wdzięku. Ale potem Małgosia poszła na “wolniaka” z synem jubilata. Gdy zobaczył, jak blisko tańczą, podszedł do niego kolega i spytał wprost:
– I co zamierzasz z nią zrobić? Czego się od ciebie uczy? Szacunku dla tradycji?
– O co ci chodzi? zdziwił się Arkadiusz, spodziewający się zachwytów nad jego nową miłością.
– Wprost! Ona jest No, nie błyszczy rozumem. I to ma zastąpić twoją Ludkę?
“Zazdrości, na pewno!” przemknęło mu przez głowę. “Jakżeby nie, skoro ich żony to już nie te cukierki. A tu masz soczysta brzoskwinia, i to jego!”
Zrozumiał, że znajomi przyjęli jego nowy związek chłodno. “No i dobrze! Mam w końcu życie osobiste!”
Gdy muzyka przyspieszyła, Małgosia z partnerem zaczęli podskakiwać. Krótka spódniczka uniosła się, pokazując więcej, niż powinna. Kobiety wokół zrobiły się niespokojne. Arkadiusz zrozumiał, że czas się zwijać, zanim ktoś nie rzuci się z pięściami.
Wyciągnął opierającą się Małgosię “Chcę tańczyć!” i wyprowadził. Wtedy po raz pierwszy pomyślał: może się pospieszył? Może nie trzeba było od razu rozwodzić się z Ludką? Ona nigdy by tak nie tańczyła, choć w młodości była równie piękna.
Ale już powiedział żonie: “Kocham inną, odchodzę. Zostawiam ci wszystko.” A ona, inteligentna i taktowna, której “przyjaciele” już donieśli o jego romansie, po prostu puściła go wolno.
Lecz śmiejąca się pod wpływem alkoholu Małgosia wyrwała go z zadumy: to było jego szczęście! A wcale nie jest głupia! Krowy też mają piękne oczy!
Dni mijały. Arkadiusz pracował, a Małgosia, już po studiach i szukająca swojego miejsca, czekała w domu: “Możemy sobie na to pozwolić, kotku?”
Na słowo “kotku” krzywił się, ale nie protestował a nuż odejdzie? Teraz miał zupełnie nowe życie. Młoda, znudzona dziewczyna żądała aktywności! A on, po pięćdziesiątce, marzył tylko o kanapie. Zamiast tego musiał chodzić do kawiarni jego wybranka nie gotowała na wieczorne spacery, a nawet na lodowisko: “Nauczę cię, kotku!”
Brzuch utrudniał sznurowanie łyżew. Pocił się, łapał zadyszkę. W głowie kołatała mu myśl: “Tylko nie umrzeć przedwcześnie A co tam Ludka?”
Coraz częściej myślał o żonie. Do rozwodu zostały dwa dni, gdy wrócił do pustego mieszkania. Wszystko jak w wierszyku: “Obudziłem się nie ma mojej kotki. Ani rzeczy, ani listu.”
Na telefon przyszło SMS: “Wyszłam do Igora wybacz!” Igor to był ten syn kolegi, z którym Małgosia wcześniej tańczyła trzydziestolatek, specjalista od sztucznej inteligencji.
Arkadiusza wyrzucono jak zużyty przedmiot. Wykorzystano, wyssano i wypluto jako trampolinę do lepszego życia.
Oszołomiony profesor usiadł w wgnieceniu na kanapie, które zostawiła ukochana. Nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji To był bumerang. Sprawiedliwość.
Przez chwilę siedział bezmyślnie. W głowie tylko: “Dobrze, że nie kupiłem garnituru na ślub.” I: “Trzeba w końcu zrzucić brzuch nie da się sznurować łyżew!”



