Podczas wesela mój mąż wepchnął mnie do fontanny z lodowatą wodą i wybuchnął śmiechem: Nie wytrzymałam, więc zrobiłam to
To był dzień, o którym marzyłam od dzieciństwa. Pomyślałam o wszystkim nawet o ostatniej serwetce na stole. Śnieżnobiała suknia, olśniewające włosy, nienaganny makijaż, delikatny bukiet w dłoniach czułam się jak bohaterka własnej bajki. Właśnie wymieniliśmy obrączki, a sala restauracyjna wypełniła się oklaskami. Wesele przebiegało idealnie.
W ogrodzie restauracji była mała fontanna ciekawy element dekoracyjny. Woda w niej była przejrzysta i zimna, delikatnie falowała, dodając uroku letniej atmosferze. Przez chwilę nawet pomyślałam, że będzie świetnym tłem do zdjęć.
Gdy nadeszła pora krojenia tortu, wszyscy goście otoczyli nas z telefonami. Słychać było okrzyki Gorzko!, śmiech i muzykę. Wzięłam nóż, mąż położył dłoń na mojej i zaczęliśmy kroić pierwszy kawałek. Wtedy niespodziewanie wziął mnie na ręce.
Najpierw uśmiechnęłam się, myśląc, że chce mnie romantycznie unieść. Ale już sekundę później zrozumiałam, że nie niesie mnie do toastów, nie na parkiet, tylko do fontanny.
Nie zdążyłam nawet krzyknąć. W mgnieniu oka suknia przykleiła się do ciała, woda zalewała z Nigdy ci tego nie wybaczę.


