Nowi sąsiedzi

**Nowi sąsiedzi**

Podchodząc do swojego bloku, Weronika zauważyła, że wszedł do niego nieznajomy mężczyzna, popychając przed sobą chłopca z plecakiem. Przyspieszyła kroku i weszła prawie tuż za nimi.

– Ciekawe, do którego mieszkania idą, nigdy ich nie widziałam pomyślała, wchodząc powoli za nimi po schodach, pozostając o pół piętra z tyłu. Zatrzymali się na trzecim piętrze, naprzeciwko jej drzwi. Mężczyzna otwierał kluczami.

– Dzień dobry powiedziała Weronika, sięgając po klucze z torby.

– Dzień dobry usłyszała w odpowiedzi, zanim zniknęli w mieszkaniu. Ona też weszła do swojego.

– Więc nowi sąsiedzi myślała. Jakiś zamknięty i ponury, burknął tylko i tyle mruknęła pod nosem, niezadowolona.

Trzy miesiące temu pochowano panią Jadwigę, emerytowaną nauczycielkę, która mieszkała tam wcześniej. Zawsze uprzejma i życzliwa, choć starsza i schorowana. Weronika czasem ją odwiedzała, robiła zakupy, gdy tamta źle się czuła, i piły razem herbatę.

Nie przyjrzała się nowym sąsiadom dobrze, więc po kolacji posiedziała trochę w internecie i poszła spać.

Następnego dnia, w sobotę, Weronika odespała noc. Po obiedzie postanowiła iść do sklepu. Wyszła z mieszkania w tym samym czasie co nowi sąsiedzi. Mężczyzna miał tygodniowy zarost, surowe spojrzenie i ciemne włosy. Zamykał drzwi, a obok stał chudy, może siedmioletni chłopiec. Patrzył spode łba, smutny.

Gdy mężczyzna na nią spojrzał, przywitała się, ale odpowiedział tylko:

– No witam a chłopiec milczał.

Wziął go za rękę i ruszył w dół schodów. Weronika spytała:

– Państwo nowi sąsiedzi?

– Tak, nowi odpowiedział poważnie i szedł dalej.

– Nie zamierzam się narzucać pomyślała. Pożyjemy, zobaczymy. Tylko dlaczego chłopiec nic nie mówi?

Pracowała w sklepie niedaleko bloku i widywała dzieci po szkole. Zazwyczaj żywe i hałaśliwe jak wróble. Dziwiło ją, że chłopiec sąsiadów jest taki wycofany. Pewnie jeszcze się nie zaaklimatyzował po przeprowadzce.

– A gdzie jego matka? zastanawiała się. Nigdy jej nie widziałam, zawsze chodzą we dwóch.

Przyszły jej do głowy różne myśli, nawet takie straszne że ten mężczyzna mógł go porwać. Ale odganiała je, postanawiając, że z czasem wszystko się wyjaśni.

Minął miesiąc, a ona rzadko ich spotykała. Aż pewnego wieczoru ktoś zapukał do jej drzwi. Przez wizjer zobaczyła sąsiada. Wpuściła go.

– Dobry wieczór powiedział grzecznie. Przepraszam, że tak późno, ale nikogo tu nie znam. Mój Kacper ma gorączkę. Nie wiem, co robić. Ma pani termometr? A, i ja jestem Marek.

– Weronika odpowiedziała i zaprosiła go do kuchni.

Wyjęła termometr i leki przeciwgorączkowe, pakując je do torebki.

– Rano trzeba wezwać lekarza powiedziała, a Marek przytaknął.

Nie był już tak surowy. Widać było, że się martwi i czuje niezręcznie, że musiał prosić sąsiadkę.

– Dziękuję. Na pewno wszystko oddam. Nigdy wcześniej nie leczyłem syna. Jeśli będzie pani czegoś potrzebować, proszę mówić.

– Zaczekaj podała mu talerz z kawałkiem jabłecznika, który upiekła. Niech Kacper zje, musi mieć siłę.

Marek zawahał się, ale w końcu wziął ciasto i uśmiechnął się po raz pierwszy tak ciepło.

Następnego ranka Weronika obudziła się wcześniej, choć miała wolne. Zastanawiała się, czy Marek nie idzie do pracy, zostawiając Kacpra samego. Postukała do ich drzwi. Marek otworzył, gotowy do wyjścia.

– Dzień dobry! Gdzie idziesz? Jak Kacper?

– Do pracy. Gorączka spadła, wezwałem lekarza. Ciasto było pyszne, dziękuję.

– Idziesz, a co z Kacprem? A jeśli mu się pogorszy? Lekarz przyjdzie, trzeba wiedzieć, co zaleci.

Weszli razem do pokoju. Chłopiec leżał cicho.

– Cześć, Kacper, jak się czujesz? spytała, ale on tylko smutno na nią patrzył.

Marek wyszedł do kuchni, a ona za nim.

– Kacper nie mówi od czasu, gdy jego mama zginęła w pożarze. Byliśmy wtedy u mojej matki na wsi. Lekarz mówi, że z czasem wróci do głosu. Pracuję w straży pożarnej, nie mogę zostawać w domu. Kacper radzi sobie sam, chodzi do drugiej klasy. Myślę, że nic mu nie będzie.

– Ale tak nie można! Weronika była stanowcza. Zostanę z nim, mam wolne.

Marek się wahał.

– Jeśli to nie problem Dziękuję. Klucze zostawiam, jeśli coś i wybiegł.

Weronika nie miała dzieci, ale zawsze dogadywała się z nimi. Teraz jednak chłopiec milczał.

– Kacper, jadłeś coś? spytała, a on wskazał pustą filiżankę po herbacie i niedojedzoną kromkę chleba. Dobrze, zrobię ci omlet. Lubisz? Skinął głową i uśmiechnął się lekko.

Otworzyła ich lodówkę i zdziwiła się prawie pusta. Znalazła jednak jajka. Nakarmiwszy Kacpra, postanowiła ugotować coś na obiad.

Gdy Marek wrócił, poczuł zapach jedzenia. W pokoju zastał śpiącego Kacpra i Weronikę, która też się zdrzemnęła. Otworzyła oczy.

– Ojej, już wieczór! Lekarz przyszła późno, pewnie miała dużo pacjentów. Kacper ma tylko ból gardła, tu jest recepta. Zostawiłam wam zupę i gulasz. A w lodówce to pustki

– Właśnie w weekend chciałem zrobić zakupy odparł Marek, patrząc na nią z wdzięcznością. Dziękuję. Dziś w pracy po raz pierwszy od dawna nie czułem tego napięcia. Pewnie dlatego, że Kacper był z panią.

Obiecała, że sama sprawdzi, czy lodówka zostanie zapełniona. Uśmiechnęli się, a ona wróciła do siebie.

W piątek wieczorem odwiedziła Kacpra gorączki już nie było.

Minął tydzień, chłopiec wrócił do szkoły, a Weronika czasem go odwiedzała.

Pewnej soboty rano wyszła wyrzu

Rate article
Fajna Tajna
Nowi sąsiedzi