**Odcienie Szczęścia**
O, cześć, stary! powiedział Krzysztof, wpuszczając do domu Igora przyjaciela z dzieciństwa, który mieszkał w mieście.
No hej! uścisnął go Igor. Dawno się nie widzieliśmy. Minęły już cztery miesiące od pogrzebu mojej babci. Chciałem wcześniej przyjechać, ale nie było okazji. W końcu wziąłem urlop i postanowiłem odpocząć na wsi.
Dobrze wymyśliłeś. Pojeździmy na ryby do leśnego jeziora albo nad rzekę, pamiętasz, jak za dzieciaka? mówił zadowolony Krzysztof.
Byli przyjaciółmi od najmłodszych lat biegali razem po wiejskich uliczkach, kąpali się w rzece, wymyślali różne psoty, chodzili do tej samej szkoły. Igor zawsze był bardziej żywiołowy i pomysłowy, a Krzysztof nigdy go nie zawiódł.
Sam jesteś? Gdzie twoja żona? zapytał Igor.
Wyszła do sklepu, zaraz wróci. To prawdziwa gospodyni gotuje przepysznie, karmi mnie jak na rzeź chwalił swoją żonę, Kingę.
Pobrali się sześć lat temu, ale dzieci jeszcze nie mieli. Kinga chodziła z mężem do szpitala powiatowego, lecz lekarze twierdzili, że wszystko w porządku, trzeba tylko czekać bywa i tak.
Krzysztof okazywał jej miłość na każdym kroku: dbał o nią, pomagał we wszystkim, nie pozwalał dźwigać ciężarów. Wieśniaczki nawet jej zazdrościły jedne z podziwem, inne z czarną zawiścią.
Kinga ma szczęście. Krzysiek nosi ją na rękach, nie pije, kocha ją.
Ona sama żyła wygodnie zmieniała stroje, zajmowała się domem, choć czasem nachodziła ją melancholia, gdy patrzyła na dzieci sąsiadów. Pracowała jako księgowa w urzędzie gminy.
O dzieciach starali się nie rozmawiać, lecz Krzysztof często myślał:
Jak będzie dziecko, jeszcze bardziej się zbliżymy. Czasem wyczuwał jednak niewidzialny chłód w zachowaniu żony.
Kinga czuła, że mąż ją kocha, ale jego nadopiekuńczość czasem ją przytłaczała.
Dzień dobry! usłyszał Igor melodyjny głos Kingi i odwrócił się.
Przed nim stała z czarną reklamówką w ręce. Krzysztof podbiegł i zabrał jej torbę, zanosząc ją do kuchni.
Cześć! zawołał Igor, mimowolnie podziwiając smukłe nogi Kingi i jasne, falujące włosy. Jestem Igor, stary znajomy Krzysztofa.
Nigdy o tobie nie słyszałam zwróciła się do męża.
Bo on mieszka w mieście. Jego babcia zmarła kilka miesięcy temu, mieszkała na końcu wsi. Może pamiętasz babcię Mariannę? Ty nie jesteś stąd, więc go nie znasz.
A, tak, pamiętam. To jej wnuk. Igor zawsze był bardziej miejski, zaraz po szkole wyjechał.
Dokładnie tak potwierdził z uśmiechem Igor.
Dobrze, Kinga, my pójdziemy się przejść, a ty coś przygotuj powiedział mąż i wyszli z domu.
Dziś był weekend, a od poniedziałku Kinga miała urlop. Początek września, jesień rozkwitała barwami, unoszącymi się w powietrzu nitkami babiego lata, a liście wirowały na wietrze, odlatując w nieznane.
Stół nakryła w altance na podwórku. W taką pogodę nie chciało się siedzieć w domu. Gdy mąż z przyjacielem wrócili, zasiedli do posiłku.
Igor, ależ się cieszę, że przyjechałeś. W końcu poławimy trochę ryb. Powinieneś częściej tu zaglądać. Razem dorastaliśmy, razem pasaliśmy krowy u mojego dziadka, właziliśmy do cudzych sadów po jabłka, a teraz ty stałeś się taki miejski.
Oj, daj spokój, urodziłem się przecież tutaj, to moja mała ojczyzna klepnął Krzysztofa po ramieniu.
Kinga patrzyła na dwóch przyjaciół wspominających dzieciństwo, żartujących i śmiejących się, i była szczerze zdumiona męską przyjaźnią. Gdy przypomniała sobie o cieście w piekarniku, wstała i wróciła z gorącym jabłecznikiem, który szybko pokroiła.
Ależ pyszne! Nigdy nie jadłem takiego ciasta zachwycał się Igor. Kinga, jesteś mistrzynią!
No tak, moja żona gotuje wyśmienicie przechwalał się Krzysztof. Ot, utuczyła mnie Przyjaciele śmiali się, popijając wino.
Siedzieli długo, mężczyźni głośno wspominali dawne czasy, aż się ściemniło i Kinga zapaliła światło. Patrząc na nich, pomyślała:
Dobrze, że mój Krzysztof nie jest tak przystojny jak Igor. Zbyt ładny, zbyt błyskotliwy, dobrze się wysławia. Pewnie w mieście ma tłumy kobiet. Nie bez powodu nie jest żonaty dawno powinien założyć rodzinę. Pewnie skacze od jednej do drugiej.
Zabawiwszy się do późna, Igor w końcu wyszedł. Od tego dnia częściej odwiedzał Krzysztofa, choć ten pracował, więc spotykali się wieczorami. W weekend wybrali się na dwudniową rybację. Pogoda dopisała wrzesień był suchy, ciepły i słoneczny. Złowione ryby smażyli na ognisku w ogrodzie, dołączyli inni przyjaciele z dzieciństwa, tworząc wesołą kompanię.
Podczas jednego z takich spotkań Kinga złapała na sobie spojrzenie Igora patrzył na nią inaczej niż zwykle. Od razu zrozumiała, że jej się podoba. Wiedziała, że jest atrakcyjna i zgrabna, więc łatwo zwrócić na nią uwagę. Ale była mężatką.
Gdy zapadł zmrok, Kinga przypomniała sobie o zamykaniu kurnika i poszła za dom. Gdy przekręcała zasuwę, nagle natknęła się na Igora.
Ojej, co ty tu robisz?
A ty? Podziwiasz księżyc? zapytał.
Nie mam czasu na podziwianie księżyca, zapomniałam zamknąć kurnik. A ty wyszedłeś zapalić?
Nie, wyszedłem za tobą powiedział szczerze. Podobasz mi się Zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia, Kinga. Naprawdę tego nie widzisz?
Igor, chyba za dużo wypiłeś? zaczerwieniła się, na szczęście w ciemności tego nie widać.
Nie. Jestem trzeźwy i mówię poważnie. Od dwóch tygodni myślę tylko o tobie
Kinga! rozległ się głos męża, więc odsunęła się od Igora.
Zamknęłam kurnik, żeby kury nie uciekły odpowiedziała.
Co ty tu robisz? zdzi



