Niespodziewana miłość, lecz coś poszło nie tak

**Dziennik osobisty**

Miłość przyszła niespodziewanie, ale coś poszło nie tak.

Pewnego wieczoru wracałam z pracy, jak zwykle przez mały skwer, gdy nagle spod krzaków wyłonił się malutki szczeniak. Był pulchny i okrąglutki jak pączek.

Ojej, skąd się tu wziąłeś, ty śliczności? zdziwiłam się, pochylając nad nim.

A on piszczał radośnie, merdał malutkim ogonkiem i wtulał pyszczek w moje trampki. Wzięłam go na ręce, a on patrzył na mnie tak wiernie i smutno, że nie mogłam go tam zostawić.

Wróciliśmy razem do domu. Otworzyłam mieszkanie i postawiłam go na podłodze. Szczeniak zaczął eksplorować nowe terytorium.

No i co mam z tobą zrobić? Nie mam żadnego doświadczenia z psami O rany, trzeba ci jeszcze wymyślić imię. Zastanawiałam się, jak go nazwać, nie wiedząc nawet, jakiej jest rasy i czy wyrośnie na dużego psa. Tymczasem on buszował po mieszkaniu. Rozejrzałam się, ale nie mogłam go znaleźć.

Hej, gdzieś się schowałeś? Hej, Tygrys! zawołałam, a on wytoczył się spod szafki, na której stał telewizor. O, to ty jesteś Tygrysem? Skoro odpowiedziałeś, to znaczy, że tak cię nazwiemy. A jak urośniesz, będziesz Tyberiusz.

Szczeniak był głodny i popiskiwał. Wyszłam do kuchni, a on za mną. Otworzyłam lodówkę, ale nie znalazłam nic odpowiedniego dla psa.

Trzeba kupić chociaż mleko pomyślałam. A najlepiej pójść do sklepu zoologicznego, jest naprzeciwko, poradzę się.

Dobrze, Tygrys, idę do sklepu. Jesteś głodny, wrócę szybko, czekaj pomachałam mu i wyszłam, uważnie zamykając drzwi. Szczeniak też chciał wyjść.

W sklepie zoologicznym zwróciłam się do sprzedawcy, opisując swoją sytuację.

Nie mam pojęcia, czym go karmić. To duża odpowiedzialność.

Nie martw się, dasz radę. Wszystko ci wyjaśnię, a internet też pomoże.

Wróciłam do domu z torbami pełnymi psiej karmy. Z każdym dniem szczeniak rósł, a ja uczyłam się, jak się nim opiekować. Wyprowadzałam go na smyczy, bo bałam się, że ucieknie.

Tygrys, nie wolno! Tygrys, fe! wydawałam komendy.

Najbardziej martwiłam się, gdy byłam w pracy:

Co tam Tygrys może narozrabiać? Co tym razem pogryzie?

Tygrys wyrósł na dużego Tyberiusza. Nie ogromnego, ale sporego psa o brązowej, gładkiej sierści. Sąsiadka Elżbieta, która miała rasową owczarkę i znała się na psach, powiedziała:

Kinga, to pewnie mieszaniec labradora z czymś, ale wygląda jak labrador.

No i dobrze, jaki jest, taki jest odpowiedziałam, uśmiechając się. To nie ja go wybrałam, on wybrał mnie.

Minął rok. Nazywałam go Tygrysem, a gdy był niegrzeczny Tyberiuszem. Był posłuszny, wykonywał wszystkie komendy. Rano i wieczorem wyprowadzał mnie na spacer. Zawsze mówiłam, że to on mnie wyprowadza, a nie ja jego.

Tyberiuszu, przez ciebie nawet w weekendy nie mogę się wyspać. Budzisz mnie jak zegarek. Ech, ty, mój żywy budzik głaskałam go po głowie i grzbiecie.

Za to Tyberiusz uwielbiał weekendy. W południe szliśmy nad jezioro, gdzie było wybieg dla psów. Tam szalał do woli. Wracał do domu powoli, z językiem na wierzchu. Był wiernym przyjacielem, pocieszał mnie w smutnych chwilach. Nie wyobrażałam już sobie życia bez niego.

Na krótko przed tym, jak Tygrys znalazł mnie w skwerze, rozstałam się z chłopakiem, Krzysztofem. Mieszkaliśmy razem w moim mieszkaniu prawie rok, ale ciągle się kłóciliśmy. Nie potrafiłam go

Rate article
Fajna Tajna
Niespodziewana miłość, lecz coś poszło nie tak