Mała Zosia przyszła na świat mroźnego, styczniowego wieczoru, kiedy grube płatki śniegu wirowały w powietrzu jak koronki.
Takie same delikatne jak moja córeczka myślał Grzegorz, jadąc do szpitala, gdzie jego żona Kasia właśnie urodziła.
Kasi bardzo spodobało się imię Zosia córka była jasnowłosa, z ciemnoniebieskimi oczami, a śnieg za oknem wydawał się błogosławieństwem. Dziewczynka dorastała otoczona miłością. Rodzice nie mogli się nacieszyć swoją Śnieżynką, jak często nazywał ją ojciec. Choć sąsiadka, babcia Halina z naprzeciwka, uparcie wołała na nią maluszkiem.
Już nie jestem maluszkiem! protestowała Zosia, a staruszka tylko się uśmiechała.
Pewnej nocy Zosia nie mogła zasnąć. Leżała cicho, nasłuchując, o czym rozmawiają rodzice. Lubiła takie chwile podsłuchiwane fragmenty często skrywały fascynujące tajemnice. Tym razem mówili o ciąży mamy. Wiedziała, że wkrótce urodzi się braciszek. Już dla niego wybrała imię Mikołajek, bo w przedszkolu znała miłego chłopca o tym imieniu, a panie zawsze go chwaliły.
Rodzice rozmawiali o cesarskim cięciu.
Słyszałem, że dzieci urodzone w ten sposób czasem rozwijają się wolniej mówił Grzegorz. I ty będziesz musiała wcześniej pojechać do szpitala. Z kim zostawimy Zosię?
Grześ, nie wyprzedzajmy faktów odparła Kasia.
Zosia nie rozumiała tych słów, ale wkrótce sen ją zmorzył. Następnej nocy znów usłyszała rozmowę tym razem o jej urodzinach.
Kupmy Zosi złote kolczyki, przecież już ma przekłute uszy mówiła Kasia.
Nie wiem, czy to nie za wcześnie na taki prezent wahał się ojciec.
Właśnie teraz, niedługo zostanie starszą siostrą. Już znalazłam małe, skromne.
Zosia uśmiechnęła się pod kołdrą i zasnęła. Czekanie na urodziny dłużyło się niemiłosiernie. Wreszcie nadszedł ten dzień.
Wszystkiego najlepszego, córeczko powiedziała Kasia, podając niebieskie pudełeczko.
Grzegorz stał obok, promieniejąc. Zosia otworzyła pudełko i wybuchnęła śmiechem kolczyki były cudowne!
Ale wtedy Kasia nagle złapała się za brzuch.
Grzegorz, szybko, jedziemy do szpitala. Zostawimy Zosię u babci Haliny!
Zosi zrobiło się przykro. Jej święto, a teraz te zamieszania! Postanowiła, że nie pójdzie do babci niech babcia przychodzi do nich.
Rodzice odjechali. Babcia Halina ugotowała obiad i przez cały dzień zaglądała, ale wieczorem straciła cierpliwość:
Nie mam siły biegać tam i z powrotem. Idziesz do mnie, u mnie prześpisz. Jak tata wróci, zabierze cię do domu.
Grzegorz wrócił dopiero rano. Blady, zmizerowany.
Co z Kasią? jęknęła babcia Halina.
Skinął głową, nie mogąc wydusić słowa.
Tato, a gdzie Mikołajek?
Nie żyje. Z mamą szepnął.
Tego dnia Grzegorz, który nigdy nie pozwalał córce spać w ich łóżku, sam ją tam zaprosił. Owinął kołdrą, a Zosia leżała nieruchomo, na miejscu mamy. Gdy tata pracował w nocy, Kasia zawsze brała ją do siebie.
Pogrzebu Zosia prawie nie pamiętała. Najpierw pojechali do szpitala. Gdy Grzegorz poszedł na oddział, kazał córce bawić się w parku. Potem zobaczyła mamę białą, nieruchomą. Mikołajka przy niej nie było.
Po pogrzebie zauważyła, że zgubiła jeden kolczyk. To była druga tragedia. Płakała przecież to prezent od mamy.
Minęły trzy miesiące. Grzegorz nie mógł sobie znaleźć miejsca. Nikomu nie mówił, że w szpitalu zrezygnował z syna. Dziecko żyło, a ordynatorka próbowała go odwieść od decyzji:
Jesteś pewien? Masz szok po stracie żony, ale są przecież babcie, można znaleźć opiekunkę. Nie musisz go teraz zabierać, zostanie u nas.
Mam sześcioletnią córkę. Nie stać mnie na nianię, nie mam rodziny. Muszę pracować.
Pożałujesz. Później nikt ci nie udzieli informacji o tym dziecku. Jak chcieliście go nazwać?
Mikołaj. Zosia tak chciała.
Teraz Grzegorz żałował. Poszedł do ordynatorki, błagał ale ta nie ugięła się. Wyszedł ze szpitala złamany.
Mogłem sobie poradzić. Sąsiedzi pomogliby Wstydził się, że ktoś mógłby dowiedzieć się o jego decyzji.
Nagle dogoniła go pielęgniarka.
Wiem coś o panu synu.
Grzegorz spojrzał na nią z nadzieją.
Tej samej nocy inna kobieta miała trudny poród. Jej dziecko urodziło się martwe. Gdy ocknęła się po narkozie, dano jej pańskiego syna.
Zna pani jej nazwisko?
Nie, ale pamiętam jej imię Zofia.
Grzegorz wręczył jej pieniądze i ruszył przed siebie. Usiadł na ławce, potem zauważył jubilera.
Kupię Zosi łańcuszek. Nosi ten jeden kolczyk na sznurku nigdy go nie zdejmuje.
Wszedł do sklepu. Wśród złotych wyrobów zobaczył łańcuszki. Obok był lombard. Nagle do okienka podeszła młoda kobieta.
Chcę zastawić ten kolczyk. Znalazłam go, nie mogę sprzedać, ale później wykupię.
Zofia Nowak? usłyszał Grzegorz.
To imię zwróciło jego uwagę. Kobieta była sama. Na dłoni trzymała kolczyk identyczny jak ten Zosi.
Przepraszam, moja córka zgubiła taki sam. Może mi go pani sprzeda?
Zofia spojrzała na niego zdumiona.
Znalazłam go w trawie koło szpitala. Potrzebuję pieniędzy.
Wykupię go.
Wyszli. Grzegorz wręczył jej więcej, niż żądała.
Dziękuję. Muszę lecieć, syn zostawiłam z koleżanką. Mój Mikołajek jest spokojny.
Mikołajek? Ile ma?
Trzy miesiące. W szpitalu pielęgniarka powiedziała, że wygląda jak misio.
Gdzie pani mieszka?
W akademiku. Kończę szkołę pielęgniarską. Ojciec jest surowy Może mnie wyrzucić.
W głowie Grzegorza wszystkoGrzegorz poprosił ją, by razem odebrali Mikołajka, a potem wszyscy wrócili do jego domu, gdzie Zosia, z uroczym braciszkiem i nową przybraną mamą, odnalazła szczęście, którego tak bardzo potrzebowała.



