Wakacje u rodziny.
Magda usiadła na brzegu łóżka i zmęczonym wzrokiem spojrzała na starannie ułożony stos banknotów leżący przed nią na stole. Przez dwa lata razem z Jasiem oszczędzali każdy grosz, każdą złotówkę, aby spełnić marzenie, które wydawało się nierealne wakacje nad morzem.
Mały domek przy plaży, świeże ryby na kolację, szum fal, szept wiatru i wolność od codziennych obowiązków to wszystko miało być nagrodą za lata ciężkiej pracy, wyrzeczeń i drobnych radości, na które pozwalali sobie tylko od święta.
Zasłużyliśmy na ten odpoczynek pomyślała Magda, wpatrując się w pieniądze. Chciała wierzyć, że wreszcie los się do nich uśmiechnie. To lato miało być upragnionym wytchnieniem, oddechem po latach niekończącego się pędu.
Do pokoju wszedł Jaś. Miał dziesięć lat. Z ciekawością i lekkim podekscytowaniem kręcił w dłoniach słuchawki prezent urodzinowy, który Magda postanowiła kupić mimo oszczędności, by choć trochę ucieszyć syna.
Mamo, na pewno wybrałaś dobre miejsce? zapytał, siadając na krześle i uważnie patrząc na nią.
Tak, synku odpowiedziała łagodnie. Tam jest cicho, plaża prawie dzika, a niedaleko jest targ z owocami. Wyobrażasz sobie, jak przyjemnie będzie leżeć na słońcu? Morze, świeże powietrze, zero zgiełku
Jaś uśmiechnął się i skinął głową, ale w jego oczach pojawił się cień zrozumienia wiedział, jak ciężko matce radzić sobie samotnie, jak często oszczędza na sobie, jak każda złotówka w tej kopercie wymagała poświęceń. Te wakacje były ich wspólnym marzeniem, które pielęgnowali jak największy skarb.
W tej chwili zadzwonił telefon. Na ekranie wyświetliło się imię Tomek.
Cześć, siostrzyczko! zawołał wesoło głos brata. Jak leci? Gdzie jedziecie tego lata?
Magda westchnęła. Z Tomkiem zawsze mieli trudne relacje lubił rozkazywać, uważał się za najmądrzejszego i nie krył tego nawet przed nimi.
Nad morze z Jasiem odpowiedziała ostrożnie. Chcemy wynająć pokoik przy plaży, po prostu odpocząć.
Po co wydawać pieniądze? zaśmiał się Tomek. Mamy domek nad samym morzem! Przyjeżdżajcie. Powietrze, jagody, spokój. I oszczędność.
Magda zamyśliła się. Tomek zawsze zachowywał się, jakby wiedział lepiej, co jest dla nich dobre. Ale Jaś ożywił się na myśl o wizycie u rodziny.
Mamo, to cały domek nad morzem! powiedział pełen nadziei. Jedźmy do wujka Tomka! A pieniądze odłożymy na później.
Magda westchnęła, lekko niezdecydowana, ale w końcu skinęła głową.
Dobrze odpowiedziała. Przyjedziemy.
Tomek powitał ich na dworcu szerokim uśmiechem i uściskami.
No nareszcie! Ile to lat, ile zim! zawołał, mocno ściskając Magdę. Jedziemy, stół już nakryty.
Kasia, żona Tomka, stała obok z ich trzyletnią córeczką, Zosią, która radośnie machała do nich rączkami.
Ależ spotkanie! zawołała głośno Kasia, rzucając się Magdzie w ramiona.
Domek okazał się przytulny: drewniany, z wiklinowymi fotelami na werandzie, huśtawką pod rozłożystą jabłonią i hamakiem kołyszącym się na wietrze. Do plaży było tylko piętnaście minut spacerem, ścieżką porośniętą polnymi kwiatami i trawą. Pierwsze dwa dni Magda i Jaś odpoczywali jak w bajce opalali się, kąpali w chłodnej morskiej wodzie, jedli świeże pierogi i truskawki prosto z krzaków, słuchali śpiewu ptaków i szumu fal.
Magda patrzyła, jak Jaś biega z Zosią, zrywa jabłka i karmi kaczki w pobliskim stawie, i po raz pierwszy od dawna poczuła w sercu ulgę.
Jednak trzeciego dnia poranek nie był już tak spokojny. Przy śniadaniu Tomek zwrócił się do Magdy:
Magda, umiesz gotować, prawda? Zrobisz zupę na obiad? Kasia jest już zmęczona z Zosią.
Magda lekko się zdziwiła, ale skinęła głową:
Jasne, nie ma sprawy.
Wieczorem, gdy wszyscy zebrali się po kolacji, brat poprosił o pomoc w zmywaniu naczyń.
Magda, jesteśmy tak zmęczeni po całym dniu. Pomożesz?
No dobrze odparła powściągliwie, starając się nie okazywać zdziwienia.
Czwartego dnia Jasiowi wręczono koszyk z poleceniem:
Bierz koszyk, Jasiu, idź zbierać maliny. Wszyscy lubią pierogi.
Ale ja chciałem iść na plażę mruknął niechętnie.
Najpierw obowiązki, potem przyjemności sucho odparł Tomek.
Z każdym dniem zadań przybywało. Magda myła podłogi, opiekowała się Zosią, gdy Kasia jeździła do miasta po zakupy. Jaś plewił grządki, nosił wiadra z wodą ze studni. Z początku traktowali to jako drobną pomoc, ale wkrótce stało się jasne: wakacje zamieniły się w pracę. To nie był ten beztroski wypoczynek, o którym marzyli.
Wieczorem, gdy Jaś wrócił z ogrodu z podrapanymi rękami, usiadł na werandzie i cicho spojrzał na matkę.
Mamo szepnął dlaczego nie możemy po prostu iść na plażę i nie robić tego wszystkiego?
Magda zacisnęła usta, powstrzymując łzy. Czucie niesprawiedliwości i dziwnego traktowania wypełniło jej serce.
Wszystko będzie dobrze, jeszcze odpoczniemy odpowiedziała ledwie słyszalnie.
Ale w środku rosło w niej poczucie niepokoju i bezsilności. Nie chciała wyjeżdżać, ale zostać też nie chciała.
Następnego dnia Magda postanowiła porozmawiać z Tomkiem otwarcie.
Tomek zaczęła ostrożnie chcielibyśmy iść nad morze. Przecież po to tu przyjechaliśmy.
Brat zmarszczył brwi i odpowiedział chłodno:
Magda, ty tego nie rozumiesz? Tu jest mnóstwo roboty. Jeśli pójdziecie kto zostanie z Zosią i ogrodem? A tak w ogóle, chciałem pożyczyć trochę tych pieniędzy, które zaoszczędziłaś na wyjazd do nas. Trzeba wymienić okna. Skoro i tak tu jesteście, to po co wydawać?
Nie! To nasze pieniądze! wybuchnęła Magda. Ja i Jaś os



