Nie można udawać, że wszystko jest jak dawniej

Nie da się udawać, że wszystko jest jak dawniej

Agnieszka od dziecka uwielbiała zapraszać koleżanki do domu. Mama zawsze pozwalała, bo sama taka była. Jak tylko Agnieszka pamięta, u nich zawsze kręciły się maminie przyjaciółki, zwłaszcza w weekend.

Urodziny bez gości? Nigdy w życiu! Tata był inny, spokojny, i na te wizyty patrzył ze stoickim spokojem. Czasem nawet pił z nimi herbatę i żartował. Ale najczęściej zostawały same, a on grzebał w garażu przyjaciół prawie nie miał, ot, sąsiedzi.

Agnieszce podobało się, gdy mamy koleżanki wpadały tak po prostu, w locie. Rzadko piły wino, tylko od święta. Zwykle była herbata, kawa. Gdy goście wpadali, mama od razu miała lepszy humor śmiechom, opowieściom, a nawet śpiewom nie było końca.

Mamo, czy Krysia i Małgosia mogą do nas wpaść? pytała.
Oczywiście, córeczko, niech przychodzą. Na stole są ciasteczka i cukierki, poczęstuj je odpowiadała mama i wychodziła do pracy.

Jeśli przyjaciółki zbyt długo nie zaglądały, mama piekła drożdżówki i mówiła:
Zaproszę chociaż Beatę i ciocię Zosię z sąsiedztwa. Agatko, idź je zawołać.

I tak to szło. Gdy Agnieszka poszła na studia, przyjeżdżała na weekendy z koleżanką, a czasem nawet zabierała ją na wakacje oczywiście za zgodą mamy. Zwyczaj gościnności odziedziczyła po niej w genach.

Na ostatnim roku wyszła za mąż za kolegę z roku, Marcina. Mieszkali osobno, a ona dalej zapraszała przyjaciółki. Marcin początkowo protestował. Ale w końcu zrozumiał, że to dla niej ważne.

Marcin, u nas zawsze było pełno gości. Przyzwyczaiłam się. Nie masz nic przeciwko, jeśli czasem ktoś do nas zajrzy?
U nas w domu rzadko kto bywał, mama nie znosiła gości. Jak tata czasem przyszedł z kolegą po pracy, to awantura była na cały wieczór. Ale skoro to dla ciebie ważne I tak mąż się przyzwyczaił.

Razem decydowali, kogo zaprosić, aż w końcu ukształtował się stały krąg znajomych. Marcina drażniła jednak jedna z przyjaciółek Agnieszki Kinga. Była samotna, owdowiała i wiecznie trochę smutna.

Jak ty się z nią przyjaźnisz? dziwił się. Taka ponura, że nawet kleszczami słowa nie wyciągniesz. Jeśli nie ma żartów i śmiechu, po co w ogóle przychodzić?
Ale ze mną rozmawia, daje dobre rady. Kinga nigdy nie podpowie nic złego. Potrafi też słuchać i dochowa tajemnicy. Czasem człowiek chce pogadać na poważnie, a nie tylko się śmiać.
No ładnie sobie kogoś wybrałaś, żywy pogrzeb
Nie, Marcin, lubię ją. Kinga nie potrzebuje tłumu, czasem woli być sama. I ja przy niej czuję spokój. Nie jęczy nad swoim losem, a mnie wspiera. Takie przyjaciółki są potrzebne.

Minęły lata. Agnieszka i Marcin wybudowali dom, urodził się synek, a ona dalej spotykała się z koleżankami. Czasem wychodziły z dziećmi, ale częściej gościły u niej w końcu miejsce było.

Dwie przyjaciółki mieszkały z teściowymi, więc u nich nie było zbytnio przestrzeni na spotkania. Tylko Monika miała własne mieszkanie z mężem i synem, ale i tak wolała przychodzić do Agnieszki. Czasem zbierali się razem z mężami. Ci popijali piwo raz w garażu, raz w saunie. Spędzali czas po swojemu.

Pewnego dnia Kinga, siedząc przy herbacie, rzuciła mimochodem:
Agnieszka, na twoim miejscu nie ufałabym Monice. Bądź ostrożna, za bardzo zwraca uwagę na twojego męża.
Co ty mówisz?! Monika po prostu lubi żartować obruszyła się Agnieszka.

Ale później długo myślała nad jej słowami.
Pewnie zazdrości, bo sama nie ma męża. Mama zawsze mówiła, żeby trzymać się z dala od samotnych koleżanek. Może powinnam się od Kingi odsunąć?

Porozmawiała też z mężem.
A nie mówiłem? Zawsze wydawała mi się jakaś podejrzana

W końcu Agnieszka skreśliła Kingę z listy przyjaciół. Ale w jej życiu nic się nie zmieniło. Dalej spotykały się z koleżankami. Żyło się zgodnie. Gdy ktoś wyjeżdżał, pomagali sobie nawzajem, odbierali dzieci z przedszkola.

Agnieszka, wybawisz mnie? Odbierz mojego Krzysia, mój Jarek pojechał z kumienionad jezioro, a ja utknęłam w pracy często dzwoniła Monika.
Jasne, Monika, przecież nasze dzieci chodzą do tej samej grupy.

Pewnego dnia Agnieszka przyszła po swojego Staśka i spotkała Monikę. Wyszły razem, postanowiły pójść z chłopcami do parku. Gdy szły ulicą, Krzyś zapytał:
Mamo, a wujek Marcin dziś przyjdzie? Wczoraj przyniósł mi te pyszne chipsy.

Monika nic nie odpowiedziała, tylko zarumieniła się lekko. Agnieszce zrobiło się dziwnie wszak jej mąż też miał na imię Marcin.

Choć wczoraj wieczorem mówił, że jedzie do brata pomóc przy meblach. Wrócił dopiero koło północy, tłumacząc, że się zasiedzieli.

Eh, przecież Marcelów na świecie nie brakuje pomyślała. Ale czemu miałby odwiedzać Monikę? Przecież ma męża

Zauważyła też, że Monika sięgnęła po telefon, ale ten był rozładowany.
Monika, chcesz użyć mojego? Musisz do kogoś zadzwonić?
Nie, niepilne. Naładuję w domu odparła szybko.

Do parku nie doszły. Monika nagle złapała Krzyśka za rękę i rzuciła:
O rany, Agnieszka, zapomniałam, że mam zajść do mamy. Park musi poczekać! i prawie uciekła. Agnieszka została zdziwiona jej zachowaniem.
No cóż, to my ze Staśkiem też wracamy.

Całą drogę myślała o Monice. Przypomniała sobie, jak Marcin zawsze zachwycał się jej ciastami. Gdy przyjaciółki przychodziły, każda coś przyniosła. Monika zawsze miała miodownik własnej roboty.

Monika piecze najlepsze ciasta! chwalił Marcin, czasem nawet przy niej. A Monika tylko się uśmiechała.
Agnieszka, twój mąż jest taki uważny. Mój Jarek nigdy by nie pochwalił.

Przypomniała sobie też, że Marcin najwięcej żartował właśnie z Moniką.
Czyżby coś między nimi było? strzeliła jej myAgnieszka wyjęła telefon i zadzwoniła do żony brata Marcina: “Kasiu, wy wczoraj kupowaliście te meble, o których mówił Marcin?” “jaki Marcin? Wczoraj go nie było, a my nic nie kupowaliśmy” odpowiedziała Kasia, a Agnieszce nagle wszystko stało się jasne.

Rate article
Fajna Tajna
Nie można udawać, że wszystko jest jak dawniej