Marzanna jest teraz pewna, że kobiety, które rozwiodły się z mężami w młodym wieku i żyły samotnie, są o wiele szczęśliwsze. Tak myśli, patrząc z własnej perspektywy i swojego doświadczenia.
– Może któraś z kobiet się ze mną nie zgodzi mówi do przyjaciółki Nadziei ale teraz tak uważam.
– Być może, ale myślę, że każda kobieta ma swoją drogę, więc nie można mówić za wszystkie niepewnie odpowiada Nadzieja. Bo niektóre, choć nieszczęśliwe w pierwszym małżeństwie, znajdują szczęście w drugim, a nawet trzecim.
– Może, nie będę się sprzeczać, ale zostaję przy swoim zdaniu mówi Marzanna. W moim przypadku przeżyłam ogromny stres, a przecież przede mną starość, a on podeptał wszystkie moje uczucia. Teraz już nikomu nie ufam.
Marzanna, jej mąż Krzysztof, teściowa mieszkająca w tym samym bloku i czternastoletni syn Antek spędzali kolejny Nowy Rok w domu. Wszystko było dobrze Marzanna od wieczora przygotowała świąteczny stół, teściowa pomagała, więc świętowali w rodzinnym gronie. Pierwszego stycznia obudzili się późno, bo długo nie spali, a dochodziły jeszcze odgłosy fajerwerków za oknem. Teściowa wróciła do siebie wcześniej.
Ten rok zaczął się dla Marzanny ciężko i niespodziewanie. Po obiedzie pierwszego stycznia zniknął mąż. Wsiadł do swojego samochodu i odjechał, nie mówiąc nikomu ani słowa. Po prostu przepadł.
Gdy zapadła noc, nie mogła zasnąć. Zamartwiała się, do głowy przychodziły złowrogie myśli.
– A może Krzysztof miał wypadek? Głowa bolała ją od natłoku wyobrażeń.
Marzanna czekała, że może ktoś zadzwoni i powie coś o mężu. Ale panowała cisza. Telefon Krzysztofa był niedostępny. Nie spała całą noc, a rano, z bólem głowy i wysokim ciśnieniem, ledwo wstała. Zagotowała wodę na herbatę. Minął jakiś czas, syn jeszcze spał, gdy na jej telefon przyszła wiadomość od męża: *Nie szukaj mnie. Odszedłem od ciebie.*
Zadrżały jej ręce, serce zaczęło łomotać, nie wiedziała, co robić.
– Pójść do teściowej, pokazać jej wiadomość pomyślała, ale zaraz zdecydowała: Lepiej jej jeszcze nie martwić.
Ale potem przyszła jej do głowy inna myśl:
– A może ona stoi po stronie syna? Nie, pójdę i pokażę jej tę wiadomość. Stanowczym krokiem poszła do sąsiedniego mieszkania i zadzwoniła.
– Proszę bardzo, zobacz, co twój syn mi napisał powiedziała z goryczą.
– Marzanno, to niemożliwe, on nigdy nic nie mówił. A ty niczego nie zauważyłaś? szczerze zdziwiła się teściowa.
– Nie. W pierwszej chwili pomyślałam, że jesteś z nim w zmowie.
– Co ty, Marzanno! Gdybym wiedziała, dawno bym mu nagadała. Ale widzę, że już za późno Zamilkła, jej ręce też drżały. Nie myśl jednak, że cię zostawię. Zawsze będę po twojej stronie i nie uznaję tej jego użyła niecenzuralnego słowa.
Marzanna zrozumiała, że teściowa też nie wiedziała, ale była choć trochę spokojniejsza, że Krzysztof żyje. Wyobraziła sobie już najgorsze.
Nie miała apetytu. Była zdruzgotana, że jej Krzysztof okazał się zdrajcą. Odszedł w tajemnicy, nie potrafił powiedzieć wprost, co go nie satysfakcjonowało.
– Spróbuję jeszcze raz zadzwonić, może odbierze zdecydowała i wybrała jego numer po raz kolejny.
Odebrała kobieta. Marzanna spytała:
– Kto mówi?
– Żona Krzysztofa brzmiała odpowiedź. A kto pyta?
Marzanna wpadła na pomysł, by się nie przyznawać:
– Jestem żoną jego kolegi. Muszę z nim porozmawiać w sprawie mojego męża. Proszę podać adres.
Tamta podała. Marzanna postanowiła ją odwiedzić. Nakarmiła syna śniadaniem i wyruszyła.
– Mamo, a tata jeszcze nie wrócił? zapytał Antek. Gdzie on jest?
– Nie, synku, nie wrócił. Nie wiem gdzie odpowiedziała, unikając jego wzroku. Nie chciała mu jeszcze nic mówić, w końcu to nastolatek, mógłby zrobić coś głupiego w emocjach.
– Nadziu, cześć, wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Mam złą wiadomość. Mąż mnie zostawił zadzwoniła do przyjaciółki i zaszokowała ją. Ta oniemiała.
– Krzysztof cię zostawił? Żartujesz, czy to jakiś noworoczny kawał?
– Niestety, to nie żart. Poszedł do innej kobiety. Dziś jadę ją odwiedzić, a właściwie ich oboje.
– Marzanno, pojadę z tobą? zaproponowała przyjaciółka. Wspólnie będzie łatwiej.
– Nie, dam sobie radę sama.
– Jak wrócisz, zadzwoń, przyjdę do ciebie poprosiła Nadzieja.
– Dobrze, zadzwonię.
Marzanna pojechała autobusem. Znała tę dzielnicę prywatne domki. Znalazła adres, weszła na podwórko. Chwilę stała, potem zdecydowanym ruchem pociągnęła za klamkę. Drzwi były otwarte. Weszła do środka. Krzysztof i ta kobieta siedzieli przy stole, jedli obiad.
Pierwszy zobaczył ją Krzysztof. Zerwał się z krzesła, zaniemówił. Kobieta spytała:
– Kto to?
Krzysztof milczał, a Marzanna odpowiedziała:
– Jestem jego prawowitą żoną. Mamy syna. A pani kim jest?
Kobieta zrobiła się blada.
– Kto cię tu wołał? odzyskał mowę mąż i ryknął. Czego tu szukasz? Wynoś się, żebym cię tu więcej nie widział!
Kobieta wstała obok niego:
– Krzysztofie, mówiłeś, że twoja żona zmarła dwa lata temu. Dlaczego mnie okłamałeś?
Marzanna widziała, jak się płaszczył, patrząc jej w oczy:
– Bałem się cię stracić, Weroniko. Chciałem ci powiedzieć później, czekałem na odpowiedni moment.
Na ten widok Marzannie opadły ręce. Nie mogła pojąć:
– Jak można mówić coś takiego o żonie, z którą się żyje? Jeśli kochasz inną, przyznaj się uczciwie, rozwiedź i rób, co chcesz. Ale kłamać, że żona nie żyje? To już przegięcie.
– Od dawna wasz romans trwa? spytała kobietę, ignorując męża.
– Romans? My się z Krzysztofem kochamyMarzanna odwróciła się i wyszła, zostawiając ich z własnym kłamstwem, bo zrozumiała, że największą karą dla Krzysztofa będzie życie wśród tylu pogrzebanych przez niego prawd.



