Sekret idealnych kotletów

Dziś znów mnie dopadło to uczucie samotności. Inne kobiety chyba mają więcej szczęścia, ale ja zawsze przyciągam jakieś dziwadła. Wczoraj późnym wieczorem leżałam na łóżku, wzdychając. Naczytałam się ponurych wiadomości, objadłam pierogów i teraz cierpię jak przystało na porządną polską kobietę.

Nagle zza szafy dobiega ciche skomlenie. Cienki, żałosny głosik.
Pluskwy? myślę. W Warszawie podobno plaga tych. Dotarły aż do Łodzi? Zmęczone pewnie.

Po dziesięciu minutach pluskwy przestały skomleć, zaczęły drapać coś po podłodze.
Zaraz wstanę i przywalę w łeb kłamię.
Po misce pierogów nie mam szans wstać. Jakby mi się w nocy zachciało siku, to już tylko toczyć się.

Nie wal w łeb grzecznie prosi pluskwa.
Gadające myślę przez pierogi. Więc nie pluskwy. Sąsiad chyba oszalał. Z drugiej strony, kto dziś nie oszalał? Ja może nie, bo nawet nie mam z czego, ale inni cierpią.

Pluskwy przestały drapać, a w półmroku zaczyna się do mnie skradać coś włochatego i wysokiego. Wzrok mam kiepski, więc mrużę oczy i próbuję ogarnąć trzy rzeczy: czy pierogi okazały się idealnym środkiem nasennym i śpię od dawna, czy to trzy uszy czy trzy rogi, i skąd u nas w klatce tak wysoki, nieznany sąsiad? Wszystkich wysokich od razu zapisuję w notesiku, mam kolekcję.

Kazimierz Wojciechowicz? próbuję zidentyfikować intruza.
Zimno odpowiada wieża i momentalnie wrzyna czołem w żyrandol. Aaałł!
To kto?
Dziadek Piżmo chichocze długi, wyciąga ku mnie czarne, kosmate łapy i wrzeszczy: Uuuuuuu!

Na Halloween też malowałam paznokcie na czarno. To u ciebie ge-lak czy naturalne?
Naturalne obraża się długi.
Pewnie niewygodne z takimi drapakami w nosie dłubać.
Nie rozumiem! Nie boisz się?!

Przysuwa swoją straszną mordę tuż przed mój nos i okazuje się, że to trzy uszy. Dwa po bokach i jedno dziwne, na skroni. Wygląda jak ogromny guz.

Muszę oddać książkę w tym tygodniu, a napisałam tylko trzy strony. Do tego kredyt i rozwód. Już jestem dorosła, przepraszam. Strasz mnie czym chcesz, faflem czy czymś.

Nasi mówią, że nawet jako dziecko nie wrzeszczałaś. Raz tylko walnęłaś jednego garnkiem. Do dziś ma głowę na drugą stronę.
To po co przyszedłeś?
U ciebie przytulnie.
To przez pierogi. Chcesz?
Chcę.
To sam się obsłuż, ja nie wstanę.

Straszymorda mknie jak czarny cień do kuchni, wraca z herbatą (nalał do mojego ulubionego kubka!), pierogami i kanapkami. W paszczy ściska jabłko. Zupełnie jak ja, tylko bardziej owłosiony.

Weźmiesz? podsuwa mi talerz.
Co?
Pytam, czy chcesz. Nabrałem dużo.
Chętnie, ale już nie wejdą.
A wyglądasz na pojemną kobietę, jak wąż w okularach.
Dziękuję za komplement. Kładź się obok.

Przesunęłam się i trochę tak poleżeliśmy razem. Było przyjemnie. Noc, mlaskanie, w powietrzu zapach pierogów. Czego więcej trzeba do uspokojenia duszy i ciała?

Może zejdziesz na trzecie piętro do sąsiadki? Starsza pani, nie wymaga wiele.
Wczoraj u niej byłem. Rzuciła we mnie stołkiem.
A, stąd ta szyszka.
No.

I tak poleżeliśmy jeszcze pół godziny, każdy w swoim smutku.

Chyba się do nich przeniosę. Fajnie musi być tak łazić po cudzych mieszkaniach i żreć darmowe pierogi. Tylko na głowę trzeba coś solidnego. Garnek na przykład.

**Dziś nauczyłem się:** czasem najlepsza terapia to cudze towarzystwo, nawet jeśli to wredny dziad z trzema uszami. I zawsze miej pod ręką garnek. Na wszelki wypadek.

Rate article
Fajna Tajna
Sekret idealnych kotletów