Ser przyjaciółki mamy

**Ser cioci Danuty**

Nikt dokładnie nie pamięta, skąd wzięła się ciocia Danuta przyjaciółka mamy. Wydawało mi się, że istniała od zawsze jak ciemność, karaluchy i Andrzej Duda. Tata uważał ją za agentkę tajnego rządu, wcieloną w szeregi zwykłych ludzi do eksperymentów społecznych. Dziadek był pewien, że ciocia Danuta to piąty jeździec Apokalipsy, wyrzucony z drużyny za zbytni zapał. Nawet mama nie potrafiła wyjaśnić, skąd się znały. Ciocia Danuta była jak ten zagadkowy klucz na wieszaku: nie wiadomo, do czego służy, ale strach wyrzucić.

Ciocia Danuta nie miała ani męża, ani dzieci, za to miała w nadmiarze wolny czas. Takie kobiety są groźniejsze niż epidemia. Zalewasz je betonem, wrzucasz na dno oceanu a one i tam rozkręcą biznes, aż cała podwodna fauna wyrośnie sobie nogi, by uciec na ląd.

Gdy chodzi o żyłkę handlową, ciocia Danuta miała raczej zakrzepicę. Co rok fundowała nam nowy projekt, od którego nie dało się uciec nawet za granicę. Miała paszport, wizję do strefy Schengen i płynnie mówiła trzema językami, ale w żadnym z nich nie rozumiała słowa nie.

Kiedyś sprzedawała kubańską kosmetykę, od której mamie wyrosły jedwabiste wąsy i rozwinęło się uzależnienie. Potem robiła męską bieliznę z syntetycznej merynosowej wełny tu cierpiał tata. Obiecywała mu męską siłę i żądała opinii po miesiącu noszenia. Tata dał ją po trzech dniach. Podobno tego wieczoru zadzwonił do niego Maryla Rodowicz i poprosiła o autograf.

Dziadkowi też się dostało. Ciocia Danuta wciskała mu suplementy na oczyszczenie jelit i regulację ciśnienia. Dziadka pokazywali później tydzień w wiadomościach, a przez miesiąc w Pogodzie, gdy tylko wyszedł na dwór.

Pomysłów ciocia Danuta miała bez liku: mydła z wyciągiem z barszczu Sosnowskiego, zdrowe słodycze z kolendry i osetu, wyroby z węgorza. Potrafiła godzinami wychwalać zalety swoich produktów, aż człowiek zaczynał cofać się w ewolucji i stawał na czworaka. Gdy wiara w Boga, naukę i rozum odpływała na dobre, handlowiec oferował zniżkę. I ofiara się poddawała. Nam, jako bliskim przyjaciołom, poszczęściło się najbardziej dostawaliśmy darmowe próbki.

Miesiąc temu ciocia Danuta zaczęła robić domowy ser i przynosić go nam w każdym możliwym stanie skupienia. Zapachu nie dało się opisać słowami. Nasze mieszkanie przez dekadę nie nadaje się ani na sprzedaż, ani na wynajem podobnie jak cała klatka. Tylko dziadek się ucieszył: już nie musiał prać skarpet, a nawet chwalono go za upór.

Ser był osobliwy. Łamał zęby tarce, eksplodował z mikrofalówką i znikał w piekarniku. Czasem mieliśmy wrażenie, że atakował inne produkty w lodówce i zamieniał je w swoje kopie.

Raz dodałem go do makaronu z keczupem. Wyszło wzbogacony uran, i teraz naszej rodzinie zakazano wyjazdów za granicę na siedem lat.

Mama prosiła, byśmy wytrzymali. Ciocia Danuta zapewniała, że pierwszy kot zawsze chodzi oberwany, a kolejna partia będzie bomba. Gdy to usłyszał, dziadek tydzień chodził z młotkiem i groził, że wykreśli nas z testamentu, jeśli choć okruch sera wyląduje na jego talerzu. Tacie było trudniej kochał mamę bardziej niż życie (sam sobie winien), więc wyboru nie miał.

A mnie ciocia Danuta oświadczyła, że dzisiejsze dzieci mają w sobie całą tablicę Mendelejewa i mogę jeść czekoladki razem z opakowaniem. A zamiast krwi mam olej palmowy. Ale jej ser to prawdziwy produkt przekonywała mamę, a o dziadkowym liczniku Geigera, który oszalał, mówiła: On u mnie nie ma głosu!.

Ale stało się coś dziwnego. Ser okazał się niezły. Owszem, wcześniej łyknęliśmy litr węgla aktywnego i zabezpieczyliśmy wszystkie wyjścia awaryjne. Ale smaku nie dało się oszukać a ten, ku naszemu zaskoczeniu, był całkiem przyjemny. Subtelny, maślany, z lekką nutą ziół i orzechowym posmakiem. Mama przygotowała kanapki, tata dodał ser do sałatki, a nawet dziadek, zwabiony aromatem, skosztował kilku kawałków.

Wyglądało na to, że ciocia Danuta wygrała. Po raz pierwszy w życiu jej słowa nie były pustym frazesem, a projekt zyskał uznanie. Prawda wyszła jednak na jaw: przyznała się mamie, że ser robił nie ona, lecz jej nowy mąż szef kuchni, którego omal nie zabiła na pierwszej randce, podając mu serową zupę. Mężczyzna trzy dni leżał pod kroplówką, a gdy oprzytomniał, oznajmił, że doznał oświecenia. Między życiem a śmiercią zrozumiał swoje przeznaczenie: chronić ludzkość przed pomysłami cioci Danuty. Jeśli coś jej strzeli do głowy, on zrobi to sam, a jej pozwoli zbierać laury. Nawet się z nią ożenił pewnie z poczucia obowiązku wobec planety.

Od tamtej pory uważnie śledzimy ich związek. I gorąco modlimy się, by tej parze było dobrze.

Rate article
Fajna Tajna
Ser przyjaciółki mamy