Nieszczęście zamieniło się w szczęście

**Nie byłoby szczęścia**

Kierownik działu sprzedaży, Mariusz, był nieżonaty, więc gdy zobaczył młodą i piękną Kingę, od razu się zakochał. Pierwszego dnia pracy w jego zespole podszedł do niej z szerokim uśmiechem.

Dzień dobry, koleżanko powiedział tak ciepło, że Kinga mimowolnie zatrzymała na nim wzrok.

Dzień dobry odpowiedziała łagodnym głosem, odwzajemniając uśmiech.

No dobrze, zabieraj się do obowiązków. Wprowadzi cię Agnieszka, nasza starsza specjalistka wskazał ręką w jej stronę. Zapoznaj się z instrukcjami. Powodzenia, mam nadzieję, że się dogadamy.

Koleżanki, głównie kobiety, obserwowały go z zaciekawieniem. Gdy wyszedł, Agnieszka szepnęła do siedzącej obok Weroniki:

Od kiedy to nasz Mariusz tak interesuje się nowymi pracownikami? Obie wybuchnęły śmiechem.

Kinga początkowo się rozglądała w końcu nowy zespół. Nie zachowywała się skromnie, bo i taka nigdy nie była, ale zajęła pozycję obserwatora. Młoda, ale przebiegła. Miała zaledwie dwadzieścia dwa lata, a już od siedemnastego roku życia rozbiła kilka małżeństw. Nawet w szkole średniej uwikłała się w romans z dużo starszym nauczycielem, ale to on pierwszy się otrząsnął, gdy plotki dotarły do jego żony.

Minęło trochę czasu, aż Mariusz zaproponował jej spotkanie po pracy w kawiarni.

Czemu nie? Jesteś moim szefem, a z szefem warto mieć dobre relacje uśmiechnęła się.

Jej uśmiech był tak słodki i niewinny, że początkowo myślał, że żartuje. Ale ucieszył się, że się zgodziła. Mariusz miał trzydzieści lat, nigdy nie był żonaty. Były związki, ale nigdy nie doszło do ślubu. Ten romans rozwinął się szybko zakochał się, spotykali, aż w końcu wszyscy w biurze zdębieli, gdy ogłosił, że on i Kinga zapraszają ich na ślub.

**Życie rodzinne Mariusza**

Spełniał każde życzenie Kingi. Nawet zaakceptował jej warunek:

Żadnych dzieci na razie. Chcę żyć dla siebie. Jeśli kiedyś poczuję, że jestem gotowa na macierzyństwo, dam ci znać. Na razie żadnych pieluch i śpioszków.

Mariusz sądził, że z czasem żona zrozumie, że rodzina bez dzieci to nie rodzina. Ale Kinga nie zamierzała rodzić. Za każdym razem, gdy poruszał temat, przerywała mu ostro:

Mariusz, uprzedzałam cię, a ty się zgodziłeś. Nie dręcz mnie tym tematem. Nie jestem gotowa.

Pewnego dnia zobaczył ją wychodzącą z łazienki z testem ciążowymi w ręku.

Kinga, jesteś w ciąży? Skinęła głową.

Uniósł ją z radości w ramionach, lecz ona wybuchnęła płaczem.

Nie chcę rodzić! Nie chcę być grubą krową! Zrób coś! Ale on tylko całował jej mokre od łez policzki.

Nie złość się. To szczęście! Kocham cię, Kinga. Będziemy mieli dziecko!

Kinga jednak była zdeterminowana. Poszła do lekarza po skierowanie na zabieg. Mariusz zdążył przybiec do szpitala na czas jeszcze nie weszła do gabinetu. Z awanturą wyprowadził ją na ulicę.

Proszę cię, Kinga. Nie rób tego. Niech nasze dziecko się urodzi. Będę ci we wszystkim pomagał błagał.

Żona zgodziła się pod warunkiem, że nie będzie zmieniała pieluch ani wstawała w nocy do dziecka. Przez całą ciążę Mariusz nie odstępował jej na krok, spełniając każdą zachciankę. W końcu nadszedł dzień porodu. Gdy na świat przyszła zdrowa córeczka, odetchnął z ulgą.

Zadowolony wrócił do domu, by odpocząć. Następnego dnia przyjechał do szpitala odwiedzić żonę i córkę, lecz pielęgniarki oznajmiły:

Pani już tu nie ma. Uciekła. Dziecko zostawiła.

Niemożliwe! Nie wierzył. Może wyszła gdzieś?

Nie. Zostawiła tę kartkę. Pielęgniarka podała mu złożony na pół liścik.

Kinga nie pojawiła się ani w pracy, ani w domu. Nie odbierała telefonów, zmieniła numer. Dopiero po półtora miesiąca zadzwoniła:

Spakuj moje rzeczy. Przyjedzie po nie mój Artur. Rozwód możesz sam załatwić i tak nie przyjdę.

O córce nawet nie wspomniała. Nie była jej potrzebna, tak jak Mariusz. Został sam ojcem i matką dla małej Oliwki. Na szczęście niedaleko mieszkała jego mama, która pomagała w opiece.

**Zofia**

Telefon zadzwonił, gdy Zofia była w pracy. Dzwoniła Małgorzata Nowak, wychowawczyni jej syna, Kuby, ucznia drugiej klasy.

Proszę natychmiast przyjść do sz

Rate article
Fajna Tajna
Nieszczęście zamieniło się w szczęście