Szczęście przychodzi do tych, którzy w nie wierzą i czekają.
W ósmej klasie, tuż po szkolnym balu sylwestrowym, Danusia uciekła z Darkiem. Pragnęli być sami, gdy nagle zaczął padać śnieg wielkie, miękkie płatki, jakby ktoś w niebie rozdarł pierzynę wypełnioną puchowym puchem… Padało i padało bez końca.
Darek wziął dłonie Danusi i przyciągnął je do swoich ust. Były zimne, a on ogrzewał je swoim oddechem. Przyjaźnili się od dziecka, ale teraz ich relacja wkroczyła na nowy poziom. Dorastali, oboje czuli, że dzieciństwo minęło, choć nie wiedzieli dokładnie, gdzie się podziało. Najważniejsze, że byli razem. Mieli nadzieję, że to na zawsze.
Boże, jak dawno to było… myślała Danusia. Gdzie teraz jest Darek?
W wieku trzydziestu dwóch lat wciąż nie wyszła za mąż. Tak potoczyły się jej losy, a winę za to ponosiła jej matka, Halina. Gdyby nie ona, życie córki potoczyłoby się inaczej.
Danusia była zwykłą dziewczyną biegała, skakała, grała z przyjaciółmi: Darkiem i Małgosią. Darek nosił jej tornister od pierwszej klasy, pomagał z matematyką, bronił przed psami i chłopakami. Sam pochodził z rodziny, w której ojciec pił, często wyrzucał żonę i syna z domu. Wtedy nocowali u Danusi.
Halina za każdym razem pytała matkę Darka:
Janka, dlaczego to tolerujesz? Rozwieś się z nim, to nie jest życie…
Żyję dla syna odpowiadała.
Czy można tak żyć, kiedy Darek widzi to na własne oczy? Czego nauczy się od ojca?! Janka tylko wzruszała ramionami.
Po takich rozmowach Halina często mówiła córce:
Danka, po co ty się z nim przyjaźnisz?
Mamo, on jest moim prawdziwym przyjacielem, odważnym i dobrym broniła go Danusia.
Poczekaj, aż dorośniesz. Będzie takim samym pijakiem jak ojciec. Czy innych chłopaków brakuje?
Ale Danusia nie słuchała i uciekała do Darka. Był jej najwierniejszym towarzyszem. Razem próbowali swoich sił: pływali na głęboką wodę choć Danka ledwo się trzymała na powierzchni, on zawsze ją asekurował wspinali się na strome urwiska, raz nawet o mało nie spadli.
Z czasem ich przyjaźń tylko się umacniała. Sąsiadka Małgosia też często z nimi przebywała, tworzyli nierozłączną trójkę. Choć gdy podrośli, Małgosi zaczął się podobać Jurek z równoległej klasy, więc odrobinę się od nich oddaliła. Oni to rozumieli.
W ósmej klasie, po Nowym Roku, Danusia niefortunnie upadła i złamała nogę. Złamanie było na tyle poważne, że trafiła do szpitala na długi czas.
Halina płakała:
Córko, jak to możliwe? Zostaniesz kulejąca do końca życia!
Danusia walczyła, obiecywała sobie, że wstanie jak najszybciej. Nawet lekarz powiedział matce, że ma upartą córkę i na pewno da radę. W końcu zrobiła pierwszy krok, potem kolejny. Najpierw skakała o kulach, później chodziła z laską.
W szpitalu odwiedzali ją koledzy z klasy, nawet wychowawczyni. O Darku i Małgosi nie było mowy… Ale Darek przychodził codziennie, przynosił pierogi z kapustą, malinowy dżem, książki, które uwielbiała czytać.
Wypisano ją, lecz wciąż utykała, noga czasem bolała. Lekarz zasugerował Halinie zmianę klimatu i wyjazd z córką. Tak też zrobiła.
Jedziemy na południe, do mojej siostry, Marii. Tamtejszy klimat pomoże ci wyzdrowieć.
Mamo, nie chcę! Tam nie mam przyjaciół, a tutaj jest wszystko… ale Halina nie słuchała.
Wyjechali do nadmorskiej wioski, gdzie mieszkała siostra matki.
Pożegnanie z przyjaciółmi było trudne. Darek był załamany, Danusia też.
Cokolwiek się stanie, pamiętaj o mnie. Ja na pewno nie zapomnę Darek objął ją i mocno pocałował w usta. To był ich pierwszy prawdziwy pocałunek.
Na nowym miejscu Danusia i jej matka zamieszkali u krewnych. Od razu napisała listy do Darka i Małgosi, ale te nigdy nie dotarły. Nie dostała też odpowiedzi przecież nie znali nowego adresu. Halina postarała się, by córka nigdy więcej nie spotkała Darka. Danusia pomyślała, że przyjaciele ją zdradzili.
W nowej szkole nie przyjęli jej dobrze. Kulawiacy, nawet ci w dziewiątej klasie, potrafią być okrutni. Przezywali ją Kulawą.
Nie miała przyjaciół. Czytała książki, wspominała Darka, czuła się zraniona. Kilkakrotnie próbowała jeszcze pisać, ale bezskutecznie.
Po maturze Danusia poszła na studia. Gdy miała sesję, Halina wyjechała do rodzinnych stron, twierdząc, że musi załatwić pilne sprawy. Danusia nie mogła jechać. A może matka specjalnie wybrała ten czas?
Gdy wróciła, od razu oznajmiła:
Zapomnij o tym zdrajcy. Ożenił się, ma dziecko. Zawsze wiedziałam, że tak skończy…
Danusia była zrozpaczona. Zatopiła się w nauce, skończyła anglistykę, zaczęła uczyć w szkole. Wciąż chodziła z laską, wstydziła się, odsuwała mężczyzn.
Kto by mnie pokochał z taką wadą? przekonywała siebie, choć była piękna.
Wieczorami siedziała w domu, czasem myślała o Darku.
Nie mogę wyrzucić go z serca cierpiała. Może i on o mnie pamięta? Śni mi się, że lecimy nad urwiskiem, trzymając się za ręce…
Minęły lata. Jej koleżanki wyszły za mąż, niektóre nawet zapraszały ją na swoje wesela. W Danusi gasły oczy, w sercu czuła pustkę. Mimo to mężczyźni okazywali jej zainteresowanie, ale ona nie chciała nikogo wpuszczać do życia. Może po prostu nie wierzyła.
Halina i Danusia mieszkały w starym domu, który wymagał remontu. Brakowało męskiej ręki, więc Danusia dała ogłoszenie. Odpowiedział im Stefan, trzydziestolatek.
Od razu było widać, że ma złote ręce. Z czym się nie zabrał, wszystko wychodziło perfekcyjnie. Halina szybko dostrzegła, że spogląda na córkę z zainteresowaniem mimo jej kulejącej nogi.
Córko, on cię lubi. Co ty jeszcze chcesz? Ciągle myślisz o Darku? Zapomnij, układaj sobie życie! gderała.
W końcu DanusiaPodczas spaceru nad morzem, gdy Danusia i Darek patrzyli, jak ich synowie śmieją się, biegnąc po plaży, zrozumieli, że szczęście naprawdę przychodzi do tych, którzy cierpliwie na nie czekają.



