Nowe życie, nowa rodzina

Nowe życie, nowa rodzina

Barbara wyszła z gabinetu lekarza rozpromieniona będzie matką. Szybkim krokiem zmierzała do domu, chcąc jak najprędzej zrobić mężowi niespodziankę. Damian powinien już być w domu po nocnej zmianie, zwykle spał do południa. Ale dziś wiedziała, że wstał wcześniej sama wzięła wolne w pracy, by pójść na wizytę.

Niespodziankę jednak urządził jej mąż, nie ona jemu. Gdy otworzyła drzwi kluczem, w przedpokoju na komodzie zobaczyła damską torebkę.

Co to jest? zdziwiła się nieprzyjemnie. Czyja?

Nie chciała otwierać drzwi do sypialni, bała się, ale i tak wiedziała, co tam zastanie. Obca kobieta leżała na jej miejscu, a obok Damian. Może z wyrazu jej twarzy, a może z zaskoczenia, tamta przemknęła obok niej jak wiatr i wypadła z mieszkania. A mąż wstał powoli, ubierając się w milczeniu.

Pakujesz walizkę, zabierasz swoje rzeczy i marsz za swoją nową miłością powiedziała twardo Barbara i wyszła.

Czuła się okropnie, tak źle, jak nigdy wcześniej. Potem była karetka, szpital, a w końcu wyrok lekarza:

Straciła pani dziecko.

Wróciła do domu, gdzie czekały na nią cisza i bałagan po kłótni. Ochłonęła i postanowiła zacząć od nowa najpierwie rozwód. Damian po tamtej sytuacji się nie pojawiał, spotkali się dopiero w sądzie. Patrzył na nią z poczuciem winy, ale milczał.

Dni mijały, minęło półtora roku od rozwodu. Nie patrzyła na mężczyzn, odrzucała ich zaloty, choć miała dopiero dwadzieścia siedem lat. Nawet w pracy koledzy mówili:

Basiu, dlaczego jesteś jak cień? Życie toczy się dalej. Mimo nieszczęścia, masz przed sobą całą przyszłość.

Nie wiem Coś we mnie pękło. Nie czuję radości tłumaczyła.

Przyjrzyj się Krzysztofowi radziły koleżanki. Myślisz, że przypadkiem czeka pod pracą i podwozi cię do domu? To dobry człowiek, daj mu szansę.

Barbara rzeczywiście się przyjrzała. W końcu poszli razem do kawiarni, na spacery. Minęło trochę czasu, a ona już czuła, że Krzysztof myśli o małżeństwie. Pewnego dnia zapytał:

Wyjdź za mnie, Basiu. Wtedy nie będę musiał cię odprowadzać będziemy wracać razem do domu.

Po ślubie tak właśnie było. Razem do pracy, razem do domu. Wieczorami jedli kolację, czasem wychodzili na spacer, oglądali telewizję. Barbara marzyła tylko o jednym zostać matką, mieć dziecko. Ale jakoś nie wychodziło.

Pewnego dnia pojechała z koleżankami z pracy do domu dziecka ich firma była sponsorem, przywieźli pomoc. Tego dnia zauważyła dziewczynkę, może czteroletnią, z tak smutnym spojrzeniem. Myśl o niej nie dawała jej spokoju.

Krzysztofie, może zabierzemy dziecko z domu dziecka? Skoro swojego nie możemy mieć Widziałeś ich oczy? Patrzą na każdego z nadzieją powiedziała pewnego wieczoru.

Basiu, wszystkich nie zabierzesz, jest ich tyle odpowiedział.

Ale chociaż jedno? To już będzie szczęście nie ustępowała.

Naprawdę tego chcesz?

Tak. Podoba mi się ta dziewczynka, ma na imię Zosia. Taka słodka i smutna.

Krzysztof zdziwił się tej prośbie, bo wcześniej nie rozmawiali o dzieciach, choć sam pragnął własnego. W końcu się zgodził.

Zosia od urodzenia wychowywała się w domu dziecka. Miała pięć lat. Barbara rozmawiała z dyrektorką, panią Hanną.

Chcę adoptować Zosię. Jakie dokumenty będą potrzebne?

Nie ma pani własnych dzieci?

Nie, pani Hanno Jeszcze nie opowiedziała swoją historię.

Ale może jeszcze urodzi pani własne. I jeśli myśli pani, że adopcja pomoże zapomnieć o stracie, to się myli. To nie wypełni tej pustki. Proszę dobrze to przemyśleć, porozmawiać z mężem. Jeśli zdecydujecie się razem, wtedy wróćcie.

Wychodząc, Barbara znów zobaczyła Zosię. Siedziała na ławce w ogrodzie, trzymając pluszowego misia. Właśnie jej obraz utkwił w pamięci.

Wkrótce Zosia została córką Barbary i Krzysztofa. Jakże była szczęśliwa, choć wdzięczna pani Hannie za radę. Teraz patrzyła na Zosię jak na córkę, a nie zastępstwo za utracone dziecko. Zosia też była szczęśliwa miała mamę i tatę. Tylko że mama wydawała się kochać ją bardziej. Kupowała jej ładne sukienki, zabierała do przedszkola, bawiły się wieczorami, czytały książki.

Tata Krzysztof jednak się dystansował, stawał się coraz chłodniejszy. Pewnego dnia wybuchnął:

Basiu, chyba popełniliśmy błąd, biorąc dziecko z domu dziecka. Nie potrafię jej zaakceptować. Chcę własne dziecko, a ona jest dla mnie obca. Może kiedyś urodzimy swoje Nigdy nie chciałem być ojcem cudzemu dziecku. Oddajmy ją z powrotem.

To był dla Barbary cios. Sama też marzyła o własnym dziecku, ale pokochała Zosię całym sercem. Miała nawet myśl, by adoptować kolejne.

Krzysztofie, dziecko to nie rzecz wzięłaś, oddałaś. To człowiek, tak jak ty. Nigdy się na to nie zgodzę. Zosia jest naszą córką.

Twoją, nie naszą. I jeśli jej nie oddasz, wybieraj albo ja, albo ona.

Nie mam wyboru. Zosia to moja córka. A ty rób, jak chcesz odpowiedziała twardo.

Wkrótce się rozwiedli to Krzysztof złożył pozew. Barbara i Zosia zamieszkały same, wróciły do starego mieszkania. Dziewczynka poszła już do pierwszej klasy. Pewnego dnia przed klatką spotkał je Damian.

Basiu, dzięki Bogu! Szukałem cię, pytałem sąsiadów, gdzie się wyprowadziłaś. Mówili, że jesteś z nowym mężem.

Już nie jestem. Czego chcesz? zapytała niechętnie.

Chcę wszystko naprawić. Wiem, że przez mnie straciłaś dziecko Wybacz mi.

Nie, Damianie. Nie. Musimy już iść weszła z córką do klatki.

Usłyszała jeszcze, jak zawołał:

Basiu, jeśli coś, mój numer się nie zmienił. Zawsze ci pomogę.

Nie dawała jej spokoju myśl o dziesięcioletniej dziewczynce z domu dziecka, która wydawała się podobna do Zosii.

Gdybym mogła ją też adoptować Miałaby siostrę marzyła. Ale wiedziała, że jako samotna matka nie dostanie zgodyBarbara spojrzała w oczy Zosi i uśmiechnęła się lekko, wiedząc, że choć los rzucał jej wyzwania, to właśnie ta mała dziewczynka i nowa nadzieja na rodzinę były prawdziwym darem, którego nigdy się nie spodziewała.

Rate article
Fajna Tajna
Nowe życie, nowa rodzina