Pewnego dnia przedsiębiorca przybył na grób swej żony, by złożyć kwiaty i odejść w ciszy. Lecz zamiast spokoju ujrzał coś niezwykłego: na płycie nagrobnej leżało dziecko, zwinięte w kłębek.
Przepraszam, mamusiu szepnął chłopiec, przyciskając do piersi zniszczone zdjęcie.
Stanisław zmarszczył brwi. Obcy na grobie jego Małgorzaty?! Zamierzał go przegnać. Lecz gdy chłopiec podniósł wzrok i wypowiedział kilka słów, cały świat przedsiębiorcy zatrząsł się w posadach.
Wieczór był mroźny, a cmentarz spowijała gęsta mgła. Wszystko zdawało się mówić: Odejdź. Lecz Stanisław, jak co roku w lutym, od pięciu lat, nie mógł nie przyjść.
Miał już odejść, gdy dostrzegł ruch. Ktoś klęczał przy nagrobku.
Był to chłopiec, może sześcioletni, owinięty w wytarty koc. Spał, leżąc wprost na zimnym kamieniu.
Stanisław podszedł bliżej, żwir skrzypiąc pod jego butami. W sercu rosła wściekłość jak śmie ktoś tu leżeć?
Hej, obudź się! warknął, lecz głos mu zadrżał.
Chłopiec drgnął i otworzył oczy. Spojrzenie miał zagubione, pełne strachu.
Przepraszam, mamusiu Nie chciałem tu zasnąć
Stanisław zastygł. Mamusiu? Spojrzał na napis na płycie imię żony. Zbieg okoliczności? A może szyderstwo?
Skąd masz to zdjęcie?! prawie krzyknął, wskazując fotografię.
Chłopiec przestraszył się, lecz nie oddał obrazka. W końcu szepnął:
Mówiła, że mnie znajdziesz Obiecała.
Stanisławowi pociemniało w oczach. Te słowa uderzyły mocniej niż najcięższe oskarżenie.
Kim jesteś?! wyjąkał.
Chłopiec spuścił głowę. Nie odpowiedział. Lecz w jego oczach było coś, co sprawiło, że ziemia usunęła się przedsiębiorcy spod nóg.
Co to znaczy? Dlaczego nazywa ją mamusiu?
Odpowiedź znajdziesz w komentarzu pod tym zdjęciem.
Stanisław stał jak skamieniały. Wszystko w nim się przewracało. Słowa chłopca wciąż brzmiały mu w uszach: Mówiła, że mnie znajdziesz.
Nagle zauważył rysy twarzy dziecka były znajome. Czoło, kości policzkowe, nawet kształt ust. To nie mógł być przypadek.
Ile masz lat? spytał, starając się zachować spokój.
Sześć Wkrótce siedem odparł chłopiec, nie podnosząc wzroku.
Stanisław gwałtownie usiadł na pobliskiej ławce. Zaczął liczyć Sześć lat. Dokładnie wtedy odeszła Małgorzata.
Czy mogła to ukryć? Nie powiedzieć mu?
Spojrzał na fotografię. Jedno ze starych zdjęć, których sam dawno nie widział. Skąd on je miał?
Jak masz na imię?
Tadeusz. Ale mama czasem wołała na mnie Tadzik.
Stanisław nigdy nie wybierał tego imienia. Lecz brzmiało dziwnie znajomo. Nagle przypomniał sobie list od Małgorzaty, w którym żartowała: Jeśli urodzimy syna, chcę go nazwać Tadzikiem.
Serce ścisnęło mu się boleśnie. Już znał odpowiedź, lecz bał się ją wypowiedzieć.
Gdzie mieszkałeś? Kto się tobą opiekował?
Ciocia Wanda Była z domu dziecka. Ale umarła. Powiedziała, że jeśli coś mi się stanie, mam przyjść na cmentarz. Do mamy.
Stanisław nie wytrzymał. Wyciągnął ręce i delikatnie objął chłopca. Ten najpierw zesztywniał, lecz w końcu przytulił się mocno jakby czekał na tę chwilę całe życie.
Przez pięć lat żył w pustce, nieświadomy, że gdzieś w tym samym mieście dorastał jego syn


