Gdy los składa obietnice

Kasia, no co ty tam grzebiesz się? Michał niecierpliwił się, gdy wreszcie wybiegła z domu. Uczyli się w tej samej klasie. Spóźnimy się do szkoły.

Mama nalała gorącą herbatę, mało się nie poparzyłam odparła Kasia, śmiejąc się beztrosko. Nie spóźnimy się, niedaleko mamy.

Michał i Kasia mieszkali obok siebie, za płotem. Ich rodzice żyli w zgodzie i czasem żartowali, że dobrze by było, gdyby dzieci kiedyś się pobrały przecież przyjaźnili się od małego.

Michał był jedynym synem Anny i Wojciecha. Matka nie mogła się nim nachwalić. Dla niej był najpiękniejszy, najmądrzejszy, najbardziej szanujący starszych i rzeczywiście taki wyrósł. Kasia była cicha i skromna, ale uzdolniona: już w liceum szyła i robiła na drutach, gotowała obiady, gdy mama pracowała. Wiele nauczyła się od matki.

Nasz Michał powinien ożenić się z Kasią mówiła Anna mężowi, jakby to była oczywista decyzja.

No tak, a płot rozwalimy, będziemy żyć jak jedna rodzina żartował Wojciech.

W całej wsi ludzie byli pewni, że tak się stanie. Michał i Kasia zawsze razem, kogo innego mieliby poślubić? Michał lubił Kasię, ale nie szalał za nią choć przyjaźń była mocna. Kasia też patrzyła na sąsiada z nadzieją.

W dziesiątej klasie do szkoły przyszła nowa uczennica Marianna. Michał zakochał się od pierwszego wejrzenia. Ciemnowłosa dziewczyna, z dołeczkiem w brodzie i smutnymi oczami.

Marianna z matką Ireną przyjechały do wsi z miasta. Smutek w oczach dziewczyny miał przyczynę śmierć ojca. Ratował tonącego chłopca w rzece, wypchnął go na brzeg, ale sam nie dał rady wyjść. Później powiedziano im, że w tym momencie zawiodło go serce.

Po pogrzebie ojca, którego kochała ponad wszystko, nie mogła patrzeć na ocalonego chłopca. Myśl o nim wracała jak bumerang.

Mamo, brakuje mi taty tak bardzo, że czasem nie mogę oddychać szeptała, nie wymawiając imienia tamtego dziecka.

Irena postanowiła wyjechać. W mieście wszystko przypominało o mężu. Wynajęła mieszkanie, kupiła mały dom na wsi i uciekła z córką, by nie widzieć miejsc, które rodziły ból.

Kasia zaprzyjaźniła się z Marianną, a gdy poznała jej historię, szczerze współczuła. Widziała, że Michał kocha Mariannę, ale nie miała do nich żalu.

Czas mijał. Michał spotykał się z Marianną, ale miłość syna do przyjezdnej rozwścieczyła Annę.

Michał, nieładnie oszukiwać uczucia Kasi. Przecież od dziecka razem, a teraz jakaś przybłęda cię omamiła. Kasia będzie dobrą żoną, a ta Marianna? Skąd w ogóle przyszła? Pewnie nawet garnka nie umyje, a Kasia już gospodyni z krwi i kości.

Mamo, nawet jej nie znasz! I Kasia wie, że nic jej nie obiecywałem. To ty postanowiłaś, że mamy się pobrać.

Wojciech milczał, ale gdy żona naciskała na syna, w końcu go bronił:

Anna, daj chłopakowi żyć. To jego wybór.

Jego wybór? Zrujnuje sobie życie z tą obcą, a ty mówisz, jakby to nie twój syn! To przez twoją matkę, zawsze ci mózgi suszyła!

Wojciech był zmęczony odwieczną wojną między matką a żoną. Od początku te dwie się nienawidziły, żadna nie chciała ustąpić. A gdy teściowa rzuciła kiedyś, że wnuk nie jest podobny do jej syna, Wojciech wycofał się nie chciał kolejnych oskarżeń.

Po maturze Michał i Marianna postanowili się pobrać. Ojciec radził mu, by się nie śpieszył, ale syn tylko się wściekał.

Tato, zostaw mnie w spokoju. Kochamy się, wszystko przemyślałem. Tylko z Marianną będę szczęśliwy.

Nie mówił tego przy matce. W urzędzie podali papiery, miesiąc później cicho się pobrali. Wrócili jako mąż i żona, stawiając wszystkich przed faktem.

Anna wpadła w szał:

Nie pozwolę tej przybłędzie przekroczyć progu mojego domu! krzyczała, rzucając obelgami.

Michał spakował rzeczy i wyniósł się do domu Ireny. Teściowa i zięć dogadywali się znakomicie. Z rodzicami Michał przestał rozmawiać nawet na pożegnanie przed wojskiem ich nie zaprosił.

Michał, przyjadę na przysięgę obiecała żona, a on uśmiechał się szczęśliwy.

Marianna dotrzymała słowa. Służył niedaleko, w sąsiednim województwie.

Michał, jestem w ciąży. Będziemy mieli dziecko szepnęła mu wtedy.

Był jeszcze szczęśliwszy. Napisał nawet do rodziców o radosnej nowinie, ale nie odpowiedzieli. Gdy urodził się syn, Marianna bolała teściowa jej nie uznała, nawet z Ireną nie zamieniła słowa. Omijała dom Anny szerokim łukiem.

Czas mijał. Michał wrócił z wojska. Najpierw zajrzał do rodziców Irena mieszkała na drugim końcu wsi. Tęsknił, myślał, że i oni też.

Synku, wróciłeś! Anna przywitała go czule. Siadaj, ojciec w pracy.

Nalała mu wódki, potem kolejną. Michał był wykończony podróżą, nie pił, ale nie odmówił matce. Gdy zorientowała się, że syn jest pijany, zaczęła:

Synu, to nie twoje dziecko. Marianna cię oszukała. Gdy wyjechałeś, jakiś chłopak u nich bywał. We wsi mówili, że to kuzyn, ale ja nie wierzę.

Mamo, co ty pleciesz? warknął.

Ludzie mówią, że syn w ogóle nie podobny do ciebie. A do tamtego gościa tak.

Na trzeźwo Michał by nie uwierzył, ale matka była sprytna.

Gość? Bez mnie? Wściekły sięgnął po strzelbę ojca i wybiegł z domu.

Anna biegła za nim, przerażona własnym kłamstwem. Gdy wpadli do domu Ireny, Michał już celował w żonę i syna. Teściowa zasłaniała córkę.

Anna pchnęła syna strzał padł, ale broń była niezaładowana. Wszyscy odetchnęli.

Michał, nie rób tego! Zawisła na jego ramieniu. Nie niszcz się przez tę oszustkę!

Irena wypchnęła ich za drzwi i zatrzasnęła zamek. Michał walił pięściami w drewno, aż matka zabrała go do domu.

Za co ona tak, mamo? Za co? powtarzał, pogrążony w rozpaczy.

Irena**Irena ucałowała wnuka w czoło, patrząc, jak Michał i Marianna trzymają się za ręce, i pomyślała, że czas leczy nawet najgłębsze rany.**

Rate article
Fajna Tajna
Gdy los składa obietnice