Dziś zapisuję to w pamiętniku może kiedyś moi synowie to przeczytają i zrozumieją, jak ważne jest słuchać starszych.
Druga niedziela, a ty znów nie jesz z apetytem. Zakochałaś się, czy co, Jadziu? zapytała Anna, nasza gosposia.
Tak, podoba mi się jeden chłopak, ale chyba mnie nie zauważa westchnęła Jadwiga. Też studiuje, ale na innym roku. Nie wiem, jak zwrócić na siebie uwagę.
Nic nie rób, nie wypada dziewczynom pierwszym się narzucać. Za moich czasów
Oj, ciociu Aniu, znowu te ‘za moich czasów’! przerwała Jadzia, kończąc śniadanie. Dzisiaj świat jest inny. Dobrze, lecę, bo na pierwszy wykład się spóźnię, a ten nasz profesor potwór nawet na salę nie wpuści.
No to leć, dziecko przeżegnała ją Anna i zamknęła drzwi.
Jadwiga wychowała się w zamożnej rodzinie. Od dziecka miała wszystko, czego zapragnęła. Mądrości życiowej uczyła ją Anna, starsza siostra matki, która pełniła też rolę gosposi. Dorośli mówili na nią Anusia, a Jadzia ciocia Ania.
Anusia miała trudne życie. Wyszła za mąż w rodzinnej wsi za miejscowego Wojtka pracowitego i dobrego chłopa. Niestety, przeżyli razem zaledwie rok. Zginął jako leśniczy prawdopodobnie utonął w bagnie. Szukali go długo, ale ciała nigdy nie znaleźli. Ania została sama, nawet dziecka nie zdążyła urodzić.
Z rozpaczy chciała uciec do klasztoru, ale się rozmyśliła.
Jaka ze mnie zakonnica? Jeszcze młoda jestem, czasem kłamię, a jak się zdenerwuję, to i mocne słowo się wymsknie. Została więc we wsi, żyjąc z rodzicami.
Młodsza siostra, Krysia, wyszła za mąż i wyjechała do miasta. Miała szczęście mąż był starszy o pięć lat i już piastował ważne stanowisko. Z czasem zbudowali duży dom, a potem urodziła się Jadzia. Wtedy to Krysia zaproponowała Annie przeprowadzkę.
Anusiu, przyjedź do nas. Pomożesz mi z Jadzią, z gotowaniem, z domem
Och, Krysiu, z przyjemnością. Mój Wojtek był dobrym człowiekiem, wypłakałam już po nim wszystkie łzy. Nie chcę tu uschnąć z samotności. A za mąż nie wyjdę wciąż za nim tęsknię.
I tak Anusia zamieszkała z nimi, nazywając siebie gosposią. Gotowała z pasją, a Jadzia była jej największą radością.
Pewnego dnia Jadzia wróciła rozpromieniona.
Ciociu, Antek mnie zauważył! Dziś po zajęciach poszliśmy na lody!
Anusia zmarszczyła brwi. Pokazuj mi go, a ja ci powiem, czy jest wart.
Gdy Antek w końcu odwiedził ich dom, Anna przyglądała mu się bacznie. Po jego wyjściu Jadzia podskoczyła do niej.
No i jak? Podoba ci się?
Ładny chłopak, ale nie dla ciebie. Jak wszedł, zobaczył nasz dom, a oczy mu się zaiskrzyły. Zły znak.
Jadzia się obraziła, ale po kilku miesiącach okazało się, że Anusia miała rację zginął złoty pierścionek, a podejrzenie padło na Antka.
Później Jadzia poznała Romana. Wydawał się idealny zabierał ją do teatru, kupował kwiaty. Ale i tu Anna wyczuła fałsz. Nie patrzy w oczy, nerwowo tupie. Coś tu nie gra.
I znów się sprawdziło Jadzia przypadkiem usłyszała, jak Roman mówił przez telefon: Muszę się z nią szybko ożenić. Ten dom musi być mój.
W końcu trafiła na Sawickiego, kolegę z pracy. Skromny, uczciwy. Gdy odwiedził ich dom, nawet się nie zająknął na widok bogactwa. Anna tylko skinęła głową: To ten.
Dziś mamy szczęśliwe małżeństwo, dwóch synów, a Anusia, choć siwa, wciąż nam pomaga.
**Lekcja?** *Prawdziwa miłość nie liczy złotówek. A jeśli starsza kobieta ostrzega warto słuchać.*



