Kiedyś w małych wsiach życie toczyło się wesoło młodzież chodziła na potańcówki, nawet do sąsiednich wiosek. Nie było internetu, więc ludzie bawili się, tańczyli, żartowali, a świat wyglądał inaczej.
Jadwiga wyszła za mąż z miłości za Krzysztofa z sąsiedniej wsi. Któregoś wieczoru przyjechał na swoim starym motocyklu na potańcówkę i, zobaczywszy Jadwigę, zakochał się od pierwszego wejrzenia. Delikatna, skromna dziewczyna, o czym świadczył jej rumieniec, gdy podszedł.
Staszek, ta Jadzia z kimś chodzi? spytał Krzysztof znajomego chłopaka.
Nie, ale podoba się wielu. A ty co, zakochany? zaśmiał się Staszek.
Ładna dziewczyna mruknął Krzysztof, spoglądając na nią. Postanowił nie przegapić okazji.
Muzyka wibrowała w powietrzu, gdy Krzysztof wziął Jadwigę za rękę i zaprosił do tańca. Cały wieczór nie odstępował jej, czując, że uczucie jest odwzajemnione.
Wyszli późno, księżyc świecił jasno.
Jadziu, mam motor, mogę cię podwieźć. Albo przejdziemy się, jeśli się boisz.
Wolę iść pieszo.
Szli trzymając się za ręce, najszczęśliwsi na świecie. Jadwiga nigdy wcześniej nie była z nikim, choć wiedziała, że się podobają.
Krzysztof odprowadził ją pod dom, długo stali pod oknem, wreszcie się pożegnali. Słyszała, jak odjeżdżał do swojej wsi, oddalonej o kilka kilometrów.
Więc to jest miłość myślała Jadwiga, układając się do snu. Nie mogła zasnąć, ciągle myślała o nim przystojnym, wysportowanym brunecie z błękitnymi oczami.
Czas mijał, Krzysztof często przyjeżdżał, aż pewnego dnia zapytał:
Może cię wykradnę? Pobierzemy się.
Po co? I tak się zgadzam.
No to czekaj na swatów! zaśmiał się, obejmując ją.
Wkrótce przyjechał z rodzicami, aby prosić o jej rękę na wozie zaprzężonym w konie, z dzwoneczkami i kolorowymi wstążkami, zupełnie jak za dawnych czasów.
Żyli na wsi, ale po kilku latach, już z małym synkiem, przenieśli się do miasta. Świekra pomagała z dzieckiem.
Macie iść, tu dla was nic nie ma. W mieście praca, osiedlicie się mówiła.
Zamieszkali w Łodzi, gdzie życie było inne. Tłumy, fabryki, pełno młodych. Krzysztof szybko znalazł pracę, Jadwiga w szwalni.
Jadziu, dali nam pokój w zakładowym! Będziemy mieli swoje cieszył się.
Przywieziemy Stasia, już trzy lata, zapiszemy go do przedszkola.
Później urodził się drugi syn, dostali mieszkanie od zakładu. Życie toczyło się spokojnie, aż Krzysztof zaczął wracać późno.
Praca mówił, gdy Jadwiga pytała.
Ale kobiety z fabryki otworzyły jej oczy:
Twój mąż to kobieciarz. Zdradza cię z połową zakładu.
Nie wierzę. Jeśli ktoś kocha, nie zdradza.
Gdy go skonfrontowała, nawet nie zaprzeczał:
To twoja wina. Zajęta dziećmi, nie masz dla mnie czasu.
Pogodzili się, temat ucichł. Dzieci dorosły, starszy skończył szkołę.
Aż pewnego dnia Krzysztof oświadczył:
Odchodzę. Do młodszej.
Nie była zaskoczona. Przyjęła to spokojnie. Ale później zażądał swojej części mieszkania.
Wykupię twoją część powiedziała.
Skąd masz takie pieniądze? zaśmiał się szyderczo.
Pożyczyła od rodziny, spłaciła go. Była wdzięczna losowi, że uwolnił ją od niewiernego męża.
Minęły lata. Spotkała znajomą.
Słyszałaś? Twojego Krzysztofa wyrzuciła ta młoda. Teraz biega od jednej do drugiej.
Nie było jej go żal.
Gdy syn przyprowadził go na starość, zgodziła się, by zamieszkał w pokoju ale tylko jako lokator.
Sąsiadka powiedziała:
Dobrze, że go przyjęłaś. Trzeba wybaczać.
To nie mąż, tylko sublokator. Płaci za pokój.
A później dowiedziała się, że rozpowiada, jakoby go **ona** namówiła do powrotu.
Zabierzcie go powiedziała synom stanowczo.
Ostatecznie trafił do domu spokojnej starości.
Spokojniej mi bez niego westchnęła Jadwiga, patrząc w okno.



