**Za dużo opieki**
Obudziłam się od zapachu smażonej cebuli i dziwnego dźwięku. W pokoju było ciemno, ale za ścianą grzechotały garnki i coś bulgotało.
O szóstej rano, serio? szepnęłam, narzucając szlafrok.
W kuchni, w czerwonym fartuchu z napisem “Królowa Kuchni”, stała teściowa Halina Marek. Zręcznie przewracała kotlety na ogromnej patelni, przy tym głośno nuciła “Hej, sokoły!”.
Dzień dobry, Kasiu! zawołała wesoło, nie odwracając się. Postanowiłam was rozpieszczać domowymi kotletami! Bez bułki, tak jak Krzysiek lubi!
Krzysiek śpi próbowałam się uśmiechnąć. Ja też spałam. Dzisiaj sobota.
Co ty mówisz, kochanie! Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje! Ja od piątej nie śpię, od razu wstałam, prysznic, potem bieg po podwórku ruch to zdrowie, wiesz? A potem pomyślałam trzeba wszystkich nakarmić!
Powoli nalałam sobie kawy. Nim zdążyłam wypić pierwszy łyk, do kuchni wtargnęła moja mama Bożena Nowak w legginsach i z matą do jogi pod pachą.
Kasieńko, dzień dobry! Nie zapomniałaś? Dzisiaj idziemy na pilates!
Bożenko uśmiechnęła się Halina z nutką ironii już wróciłaś?
Tak! odparła moja mama. Obiegłam osiedle, sprawdziłam, gdzie kupić świeże zioła, i znalazłam studio jogi! A tak w ogóle, Haniu, kotlety o tej porze to trochę przesada. Wiesz, ile tam tłuszczu?
Spróbowałabyś, zanim skrytykujesz teściowa zrobiła krok w jej stronę. To pierś z kurczu, zero tłuszczu. I Krzysiek zawsze je jadał. Co sobota mu takie smażyłam.
A Kasia nie je smażonego! ostro odparła Bożena. Ma wrażliwy żołądek, od dziecka gotowałam jej tylko na parze.
Opadłam na krzesło, zakrywając twarz dłońmi.
To był domowy koszmar.
Wieczorem w łazience rozegrała się scena numer dwa.
Dlaczego moja gąbka leży na podłodze?! wrzasnęła Halina.
Może dlatego, że swoją gąbką zrzuciłaś wszystkie inne? nie pozostała dłużna Bożena.
Ja?! U mnie wszystko stoi równo! To twoje kosmetyki zajmują pół łazienki! Nie mogę otworzyć szafki wszędzie twoje słoiczki!
To ziołowe kuracje!
To śmieci, Bożenko. Śmieci!
Zamknęłam laptop. Praca była niemożliwa.
Krzysiek szepnęłam do męża. Musimy porozmawiać.
Nie teraz machnął ręką. Gram w finale turnieju.
Krzysiek wstałam albo teraz, albo wyprowadzam się do altanki.
Wstrzymał grę i westchnął:
O co chodzi?
O to, że w naszym domu mieszkają dwie kobiety, które uważają, że to ich kuchnia, ich łazienka i ich ty.
To tylko chwilowo
To już trzeci tydzień syknęłam. Przestałam pić kawę, bo w kuchni jest wojna. Nie mogę skorzystać z toalety, bo zatkana kremami. Wczoraj twoja mama poukładała moje książki według wzrostu. A moja mama anulowała Netflixa, żeby oglądać Taniec z Gwiazdami.
Ale one chcą dobrze
Tak? wstałam. Jutro spalą się nawzajem na stosie z moich ulubionych powieści.
Następnego ranka rozpoczęła się wielka bitwa.
Halina zaczęła gotować swój słynny barszcz. Bożena, dowiedziawszy się o tym, wyciągnęła asa z rękawa zupę warzywną bez soli i tłuszczu. Obie zaczęły równolegle siekać kapustę.
Mój barszcz Krzyś zawsze jada! Z chlebem i śmietaną! oznajmiła Halina.
Bo go od dzieciństwa tak przyzwyczaiłaś! odparła Bożena. W jego wieku trzeba jeść zdrowo!
A matczyna miłość ważniejsza niż twoje fitnessy!
Fitness to zdrowie! A twój barszcz to zawał w miseczce!
Nie wytrzymałam:
Dość! Ja też mam swoje upodobania i nie jadam ani barszczu, ani bezsmakowej zupy! Gdzie moje płatki?
Wyrzuciłam, bo miały tłuszcze trans odpowiedziały chórem.
Co?
Wyszłam z kuchni. Na zewnątrz mżył deszcz. Narzuciłam kurtkę, minęłam psa i poszłam przed siebie.
Po godzinie dogonił mnie Krzysiek. Jechał rowerem, z parasolem i termosem kawy.
Zrozumiałem powiedział. To przegięcie.
Tak myślisz? nie patrzyłam na niego.
Pogadam z nimi.
Nie gadaj. Rozwiązuj.
Tego wieczoru zwołałam naradę rodzinną. Przy stole zasiedli wszyscy czworo.
Drogie mamy zaczęłam. Bardzo was kochamy. Ale mieszkać z wami pod jednym dachem to jak trzymać lwa i panterę w jednej klatce.
Kto tu jest panterą? oburzyła się Halina.
Ja oczywiście lew odparowała Bożena.
Stop! Krzysiek uniósł ręce. Mamy rozwiązanie. Mamy domek gościnny. Ale jest jeden. Więc proponujemy rotację.
Co? obie zmrużyły oczy.
Każda z was będzie tam mieszkać na zmianę. Tydzień tu, tydzień tam.
Ale ja nie umiem gotować na małej kuchence! zaprotestowała Halina.
Jest tam płyta odparł Krzysiek.
A ja potrzebuję wanny z solą dodała Bożena.
Jest prysznic i dyfuzor spokojnie powiedziałam.
Nie zgadzam się! krzyknęły niemal równocześnie.
W takim razie wyprowadzacie się. Obie. Na dobre.
To szantaż! oskarżyła Halina.
To wolność odparłam.
Następnego ranka w domu pachniało kawą. Pojedynczą. Bez kotletów.
Wyszłam na taras. Siedziały tam obie, otulone kocami, z herbatą.
Zdecydowałyśmy. Będziemy się wymieniać oznajmiła Halina.
Ale następnym razem ja pierwsza w domu dodała Bożena.
Dlaczego ty? spięła się teściowa.
Bo jestem starsza!
Ale
MAMO! uniosłam rękę. Albo się dogadacie, albo wynajmę sobie mieszkanie i wyprowadzam się z psem. I matą do jogi.
Zamilkły.
A potem wybuchnęły śmiechem. ObNastępnego ranka obudził mnie zapach świeżo mielonej kawy i ciche szepty mam, które w końcu znalazły wspólny język, gotując razem jaglane śniadanie.



