Śnieżynki lecą na spotkanie
Po dwudziestu latach wspólnego życia wielu przeżywa napięcia w małżeństwie. Kasię i Romana też to nie ominęło.
Dwadzieścia lat z Romkiem, tyle przeszliśmy, wychowaliśmy syna Bartka, teraz studiuje. Powinnam zadzwonić, jak mu samodzielne życie idzie, mieszka w akademiku. I nawet nie narzeka myślała Kasia, otulona w koc, siedząc w swoim fotelu.
Ich syn od dziecka był tak samo uparty jak ona. Dlatego łatwo jej się z nim dogadać to przecież jej odbicie. Z mężem nigdy nie zdecydowali się na drugie dziecko, choć czasem marzyła o dwójce. Ale życie pokazało, że dobrze zrobili.
Poznali się na studiach, pobrali na trzecim roku, a na czwartym urodził się Bartek. Na szczęście pomogła mama, więc nie musiała brać urlopu dziekańskiego. Razem z mężem skończyli uczelnię.
Nie od razu było łatwo ciągły brak pieniędzy, ale z czasem, jak mówią: przeszło jak po maśle.
Roman załatwił sobie posadę w dużej firmie, piął się po szczeblach kariery. Teraz jest wicedyrektorem. Kasi w pracy nie poszło tak dobrze, ale nigdy nie pragnęła wysokich stanowisk. Pracowała jako zwykła menedżerka w innym biurze.
Roman od razu postawił sprawę jasno:
Mógłbym cię załatwić do naszej firmy, ale nie chcę, żebyśmy razem pracowali. Krzysiek wziął żonę, teraz ciągle się kłócą. Zazdrosna jest nawet o sprzątaczkę.
Romku, rozumiem. Praca to praca, a rodzina to rodzina. Też tak uważam odparła, a on był zadowolony z jej rozsądku.
Roman to stateczny mężczyzna. Nie szuka przygód, choć, jak każdy, lubi piękne kobiety i czasem ma różne myśli. Ale nigdy nie zdradził żony najwyżej trochę poflirtował.
Kasia bywała zazdrosna, czasem wręcz robiła awantury. Teraz siedziała w fotelu, za oknem sypał śnieg, a ona wpatrywała się w telefon, gdzie uśmiechało się do niej znajome, lekko nieogolone oblicze męża.
W mieszkaniu panowała cisza, a jego twarz wciąż się do niej uśmiechała.
Uśmiecha się, a mnie boli. Żeby choć zadzwonił Czuję się jak nie na miejscu, sama. A to przez moją dumę zgodziłam się na tymczasowe rozstanie. Mogłam to naprawić, ale nie potrafiłam.
Pół roku temu Roman oznajmił:
W pracy będzie impreza z okazji jubileuszu firmy. Szef kazał przyjść z małżonkami. Więc, żono, szykuj się
Oj, Romek, muszę kupić nową sukienkę Chcę wyglądać pięknie.
Jasne, kupimy. Kiedy?
W weekend pojedźmy do galerii ustalili.
Kasia wybrała elegancką, wykwintną sukienkę. Roman aż otworzył usta, gdy ją przymierzyła z nowymi butami.
O rany, Kasia, ale z ciebie piękność!
A myślałeś! zaśmiała się dumnie.
Teraz, siedząc w fotelu, wspominała tamtą imprezę. Przed oczami stał jej obraz: Roman, uśmiechnięty, tańczył z koleżankami z pracy. Najczęściej z księgową Agnieszką, która miała na sobie obcisłą czerwoną sukienkę. Szepnęła mu coś do ucha, oboje wybuchnęli śmiechem.
Kasię zostawił pod opieką kolegi Jacka rozwodnika, który nie odstępował jej na krok. Roman wprawdzie zapraszał ją do tańca, pytał, czy jej się podoba, ale ona tylko kiwała głową. W środku jednak czuła, jakby ktoś drapał paznokciami po sercu.
Gdy Jacek opowiadał nudną historię o wakacjach w Tajlandii, udawała zainteresowanie. Po powrocie do domu Roman widział, że jest zła. Nie pytał i tak by mu wyrzuciła, co myśli.
Nie podobało mi się twoje zachowanie. Czemu zostawiłeś mnie z Jackiem? Myślisz, że lubię słuchać jego wywodów?
A chciałabyś, żebym cały wieczór stał przy tobie i uciekał od każdej kobiety, która zaprosi mnie do tańca? To one częściej mnie prosiły!
Tak! odparła ostro, choć czuła, że przesadza. Lepiej tak, niż ignorować żonę i tańczyć z tą swoją księgową!
Kasia westchnął i usiadł przy stole. Mam dość twojej zazdrości. Twoje awantury już mnie męczą. Zachowujesz się jak paranoidalna zazdrośnica.
Lepiej być paranoikiem niż kobieciarzem.
W takim razie może powinniśmy odpocząć od siebie.
Kasia odwróciła się do okna, ledwo powstrzymując łzy. Duma nie pozwoliła jej przyznać, że go kocha i boi się go stracić.
Też tak myślę.
Na zewnątrz zerwała się burza, grzmiało, błyskało, deszcz zacinał w szyby.
Nazajutrz Roman spakował rzeczy i wyszedł. Kasia miała ochotę wyć z rozpaczy.
Często wieczorami rozmyślała:
Może powinnam mówić mu częściej, że go kocham. Mniej zazdrościć, więcej ufać. W sumie nigdy nie wierzyłam, że mógłby mnie zdradzić. Nie powinnam była zgadzać się na rozstanie. To nie przerwa to początek końca.
Teraz to zrozumiała. Dlaczego przychodzi to dopiero wtedy, gdy patrzymy wstecz?
Kasia nawet nie myślała o innych mężczyznach. Dla niej zawsze istniał tylko Roman.
Miękki biały całun otulał wszystko dookoła.
Zbliżał się Nowy Rok. Kasia patrzyła, jak za oknem cicho pada śnieg rzadkość, bo zwykle wieje wiatr i śnieżynki wirują w powietrzu. Lubiła zimę, tę biel, która spowijała domy, drzewa, ulice całe miasto.
Telefon zadzwonił w jej dłoni. Dzwoniła mama.
Kasiu, córeczko, jak tam u was?
Dobrze, mamo skłamała.
My z tatą czekamy na was w Sylwestra, Bartek też ma przyjść. Żadnych wymówek! Tradycja jest tradycja.
Kasia nie chciała psuć im humoru, więc obiecała.
Lubili świętować u rodziców w małej wiosce u podnóża gór. Jeździli na nartach, pili gorącą herbatę przy kominku, siedząc na niedźwiedziej skórze (tata gdzieś ją zdobył), oglądali stare filmy i objadali się maminymi pierogami.
Rozłączyła się, czując ucisk w gardle. Rodzice nie wiedzieli, że żyją osobno. Nie chciała psuć im świąt.
Może zadzwonić doPo chwili wahania wyciągnęła telefon i wysłała mu wiadomość: “Romanie, wróć do domu, bo bez ciebie nawet śnieg jest mniej biały.”



