**Pamiętnik Anny**
Nie mogę uwierzyć w to, co słyszę. To się w głowie nie mieści! Twoja przeklęta praca, twoje pilne telefony, twoje niekończące się wyjazdy! Anna zmiotła ze stołu filiżankę, która roztrzaskała się o ścianę, rozchlapując niedopitą kawę. Odłamki posypały się po podłodze jak konfetti.
Przestań histeryzować, zachowujesz się jak dziecko! Marek nawet nie podniósł głosu, a to wkurzało ją jeszcze bardziej. W środku wszystko w niej buzowało, a on stał jak posąg. Nie mogę odwołać tego wyjazdu, zrozum wreszcie. To decyduje o awansie.
Awansie?! aż zakrztusiła się ze złości. Twój awans zawsze, ale to zawsze, był ważniejszy od nas! Pamiętasz, że nie byłeś na rozdaniu świadectw Karoliny, nawet nie zadzwoniłeś w moje urodziny, chociaż przypominałam ci tydzień wcześniej! A teraz to! Mikołaj ma operację za dwa dni, a ciebie ciągnie do tego Gdańska!
Do Warszawy automatycznie poprawił Marek i od razu pożałował słów.
Najlepiej na Księżyc! Anna zamachała rękami jak wiatrak. Nie będziesz przy synu, kiedy będą podawać narkozę! Kiedy on będzie śmiertelnie przerażony, kiedy ja będę wariować ze strachu! A wszystko przez jakiś twój bezwartościowy dokument z podpisem!
Marek gwizdnął przeciągle i przetarł twarz dłonią. Cienie pod oczami, nierówny zarost, ale spojrzenie uparte, jak zawsze.
To głupi kontrakt To szansa na stanowisko dyrektora finansowego, naprawdę nie rozumiesz? Szedłem do tego całe życie. Poza tym to rutynowa operacja, czego się tak denerwujesz? Migdałki, nie żaden guz mózgu!
Tak, teraz! A jeśli coś pójdzie nie tak?! Anna wbiła paznokcie w dłonie. Co wtedy zrobimy, co?!
Nic się nie stanie machnął ręką. Rozmawiałem z lekarzem.
A jeśli jednak?! jej głos przeszedł w ultradźwięki.
Usiądź wreszcie! warknął, ruszył ramionami. Gdyby coś się działo od razu wsiadam w samolot i wracam! Jak wtedy, gdy Karolinie wycinali wyrostek, pamiętasz?
Tak, pamiętam! syknęła z sarkastycznym uśmiechem. Przypełzałeś, gdy wszystko było już skończone, osiem godzin później! Lekarze dawno poszli do domu, a ty dopiero wysiadałeś z samolotu, bohaterze!
Marek tylko pokręcił głową:
Chyba nie jestem z gumy. Nie mogę być wszędzie, Aniu. Haruję jak wół, żebyście mieli wszystko. Zapomniałaś, jak mi mózg wyjadałaś przez nowe mieszkanie? Wyprowadźmy się, sąsiedzi hałasują, podwórko brudne, metro za daleko
Wolałabym mieszkać w tej komunistycznej klitce! wybuchnęła. Ale z normalnym mężem i ojcem, który choć czasem widzi swoje dzieci, a nie tylko w niedzielę po obiedzie!
Marek zwalił się na krzesło, jakby wszystkie jego dziewięćdziesiąt kilo nagle straciło siłę.
Słuchaj, przecież się umawialiśmy, prawda? Ty w domu, z dziećmi, prowadzisz gospodarstwo, ja pracuję i zarabiam. Co się nagle zmieniło?
Anna otworzyła usta, żynaleźć mu po kostki, ale w tej chwili drzwi wejściowe trzask! otwarły się i z przedpokoju dobiegły głosy dzieci, plecaki spadły na podłogę.
Dobra, rozmówimy się później burknęła i wyślizgnęła się z kuchni, w międzyczasie nakładając sztuczny uśmiech. Tak nienaturalny, że policzki ją bolały.
Marek otworzył laptop. Do wieczora musiał skończyć prezentację, ale w głowie miał tylko mgłę i zero sensownych myśli.
**Wieczorem, gdy dzieci już spały**
Siedziała w kuchni, bezmyślnie przewijając telefon. Już nie płakała, ale w środku wszystko było jak odrętwiałe. Dwadzieścia dwa lata małżeństwa, a każdy rok coraz bardziej przypominał tabelę excela: przychody, koszty, aktywa, pasywa. Kiedy to wszystko stało się takie skomplikowane?
Marek wszedł do kuchni i usiadł naprzeciwko w milczeniu.
Kawy chcesz? spytała, nie podnosząc wzroku.
Chcę odparł. Ania, musimy pogadać.
O czym? wstała i włączyła czajnik. Wszystko jasne. Lecisz pojutrze. Ja z Mikołajem pojedziemy do szpitala same.
Posłuchaj Marek podszedł i ostrożnie położył dłonie na jej ramionach. Wiem, że ci ciężko. Ale to dla mnie naprawdę ważne.
Ważniejsze niż my? Anna odwróciła się, a w jej oczach Marek zobaczył nie złość, lecz zmęczenie i rozczarowanie.
Robię to dla was szepnął. Wszystko, co robię, jest dla was.
Nie, Marku pokręciła głową. To wszystko dla ciebie. Dla twojego ego, dla twojej kariery. My z dziećmi dawno jesteśmy na drugim planie.
Nieprawda spróbował zaprzeczyć.
Prawda. Wiesz, co Mikołaj powiedział o operacji? Dobrze, że to w czasie wyjazdu taty, bo by się stresował przez przerwę w pracy. Dziecku jedenaście lat, a już nauczyło się dostosowywać do twojego grafiku.
Marek stał w milczeniu, nie znajdując słów.
A Karolina wczoraj spytała, czy będziesz na jej obronie licencjatu w przyszłym roku. Nie dlatego, że cię chce widzieć, tylko boi się, że znów będziesz zajęty ważną sprawą.
Postaram się być mruknął.
Postaram się powtórzyła Anna. Zawsze to postaram się. A wiesz, kiedy zrozumiałam, że wybrałeś pracę, a nie mnie? Gdy poroniłam. Pamiętasz, dziesięć lat temu? Przeleciałeś dopiero po dwóch dniach, gdy już mnie wypisali ze szpitala.
Miałem negocjacje w Chinach zaczął tłumaczyć.
Właśnie kiwnęła głową. Ty miałeś negocjacje. A ja straciłam dziecko i byłam sama.
Odwróciła się i zajęła mieleniem kawy.
Nigdy mi o tym nie mówiłaś cicho powiedział.
Co by to zmieniło? wzruszyła ramionami. Przeprosiłbyś, obiecał, że już nigdy więcej, a potem znowu wybrałbyś pracę.
Marek przetarł oczy:
Może powinnaś porozmawiać z kimś. Z psychologiem.
Oczywiście uśmiechnęła się gorzko. Problem we mnie, tak? Nie w tym, że mąż stał się gościem do doładowywI w końcu Marek odłożył telefon i spojrzał na nią z determinacją w oczach, mówiąc: Od dzisiaj wszystko się zmienia, nie chcę przegapić ani jednego dnia z waszego życia, a Anna, choć wciąż niepewna, poczuła, że może tym razem ich wspólne postaram się wreszcie stanie się zrobię to.



