Nie bądź piękna, bądź praktyczna

Halina wzdychała, mieszając cukier w filiżance. Małgorzata aż klasnęła dłonią w stolik, aż filiżanki zadźwięczały.
– Halina, ty chyba nie tego, oszalałaś?! – syknęła. – On cię jak starego buta używa! Dziś przyjedź, jutro nie przyjeżdżaj, pojutrze znowu potrzebna!
– Małgosiu, ty nic nie rozumiesz – odparła Halina zmęczonym tonem. – Szymon jest bardzo zajęty. Ma firmę, ciągłe spotkania. Kiedy znajdzie czas, wtedy się spotkamy.
– Pluć mi na jego firmę! – Małgorzata zaczerwieniła się ze złości. – Masz już trzydzieści sześć lat, Halinko! Jak długo jeszcze będziesz zapasowym lotniskiem?
Halina skrzywiła się. Małgorzata zawsze prosto z mostu, bez ogródek. I nie sposób się sprzeczać – mówi prawdę. Tylko że ta prawda jest taka kłująca.
– A co mi pozostaje? – spytała cicho, patrząc przez okno kawiarni. – Pięknych kobiet jak maku, a ja… zwyczajna. Ale wygodna. Nie robię scen, nie wymagam, nie kapryszę.
– Jezu, posłuchaj, co mówisz! – Małgorzata chwyciła ją za rękę. – „Wygodna”! Co ty, szmata do podłogi? Masz wyższe wykształcenie, dobrą pracę, własne mieszkanie, jesteś mądra, dobra, wierna…
– Tylko nie piękna – przerwała Halina z gorzkim uśmiechem. – A mężczyźni wybierają najpierw oczami, sama wiesz.
Małgorzata osunęła się na krzesło, potrząsając głową ze zdumieniem. Dwadzieścia lat przyjaźni, a przyjaciółka wciąż nie wierzy w własną wartość. Tak już od studiów – zawsze w cieniu błyskotliwych koleżanek, zawsze gotowa dopasować się, dogodzić, nie przeszkadzać.
– Pamiętasz Jacka z uczelni? – spytała niespodziewanie Halina.
– Oczywiście, że pamiętam – Małgorzata zmarszczyła brwi. – Dlaczego?
– Strasznie mi się podobał. Przez trzy lata łaziłam za nim jak cień, przepisywałam notatki, pomagałam na seminariach. Nawet nie zauważał. A jak tylko pojawiła się ta… no jak jej… Kasia Kowalska, od razu zaczął kręcić się koło niej.
– Ale to było sto lat temu! – zawołała Małgorzata, rozkładając ręce.
– Dla mnie jak wczoraj – Halina uśmiechnęła się smutno. – Wtedy zrozumiałam główną zasadę życia. Piękni dostają wszystko od razu, a reszta musi być pożyteczna. Wygodna.
– Halinko, ten Jacek… co się z nim stało? Alkoholik i nieudacznik! A twoja piękna Kasia trzy razy wyszła za mąż i trzy razy rozwiodła się. Gdzie oni są, a gdzie ty?
– Oni żyją– cicho odpowiedziała Halina. – A ja się dostosowuję.
Wtedy zadzwonił telefon. Halina spojrzała na ekran i natychmiast ożywiła się.
– Halo, Szymonie? Tak, jestem wolna. Oczywiście, przyjadę. Za godzinę? Dobrze, czekam.
Małgorzata patrzyła z przerażeniem, jak twarz przyjaciółki przeobraża się – pojawia się jakaś dziecięca radość, gotowość do ruszenia na każde zawołanie.
– Halina, nie idź – wyszeptała. – Powiedz, że jesteś zajęta.
– Nie mogę – Halina już pakowała torbę. – Znalazł dwie godziny między spotkaniami. Tak dawno się nie widzieliśmy.
– Widzieliście się pięć dni temu!
– To dawno – powtórzyła Halina uparcie i wstała od stolika.
Małgorzata została sama, obserwując przez okno oddalającą się postać przyjaciółki. Kiedy ta inteligentna, utalentowana kobieta zamieniła się w dodatek własnego życia?
Dawniej było zupełnie inaczej. Na studiach Halina, choć nie błyszczała urodą, była duszą towarzystwa. Żartowała, organizowała wyjścia, pomagała wszystkim w nauce. Chłopcy ją lubili – nie jako kobietę, ale jak najlepszą kumpelę. Nazywali ją „Halina-Koleżanka”. Ona była z tego dumna.
Po studiach znalazła pracę jako księgowa w poważnej firmie, szybko awansowała. Kupiła mieszkanie, samochód. Rodzice byli dumni – córka się ustatkowała. Tylko życie osobiste jakoś nie mogło się ułożyć.
Pierwszy poważny związek zdarzył się, gdy miała dwadzieścia osiem lat. Kolega z pracy, Tomasz. Cichy, spokujący, pewny. Halina była szczęśliwa – wreszcie obok niej mężczyzna, który ją ceni, kocha – nie za urodę, ale za charakter, za duszę.
Chodzili ze sobą dwa lata. Halina zaczęła nawet napomykać o ślubie, rozglądać się za suknią. A tu Tomasz poznał nową pracowniczkę – młodziutką, śliczną świeżo upieczoną absolwentkę.
– Rozumiesz, Halinko – mówił wtedy, boleśnie dobierając słowa – ty jesteś wspaniała, ale z Olą czuję coś zupełnie innego. Taką pasję, takie uniesienie…
– A ze mną jest ci spokojnie, tak? – zapytała Halina. – Wygodnie?
– No… tak – przyznał szczerze. – Za bardzo spokojnie, pewnie.
Właśnie wtedy Halina z
Hanna uśmiechnęła się sama do siebie i z determinacją skupiła na radości płynącej z decydowania o własnym życiu.

Rate article
Fajna Tajna
Nie bądź piękna, bądź praktyczna