Dzisiaj był ciężki dzień. “Dość tego milczenia!” – krzyknęłam, uderzając dłonią w stół. “Dziesięć lat znosiłam twoje wybryki! A teraz to!”
Elżbieta siedziała naprzeciwko, nie podnosząc wzroku. Ręce jej drżały, gdy podniosła do ust filiżankę z herbatą. Na stole między nami leżało pogniecione zaświadczenie ze szpitala.
“Czego ode mnie chcesz?” – szepnęła cicho.
“Prawdy!” – zerwałam się i zaczęłam chodzić po kuchni. “Chcę znać prawdę! Dlaczego milczałaś? Dlaczego nie powiedziałaś mi wtedy, że wiedziałaś?”
Elżbieta postawiła filiżankę. Herbata rozlała się, tworząc małą kałużę.
“Bo się bałam” – przyznała. “Bałam się, że mnie znienawidzisz.”
“A teraz? Teraz się nie boisz?” – mój głos drżał ze złości. “Teraz, gdy sama się wszystkiego dowiedziałam?”
Sąsiadka z dołu zapukała w kaloryfer. Usiadłam z powrotem na krześle i próbowałam się uspokoić. Ale ręce i tak się trzęsły.
“Opowiedz mi wszystko” – zażądałam. “Od samego początku.”
Elżbieta otarła łzy brzegiem chusteczki.
“Nie wiedziałam, jak ci to powiedzieć. Byłaś wtedy taka szczęśliwa, dopiero co po ślubie…”
“Nie owijaj w bawełnę! Mów wprost!”
“Widziałam Piotra z tą kobietą w kawiarni na Krakowskim Przedmieściu. Siedzieli przy stoliku pod oknem, trzymali się za ręce. Ona była w ciąży.”
Ziemia usunęła mi się spod nóg. Wiedziałam o zdradzie męża, ale nie wiedziałam, że ktoś widział ich razem tak dawno temu.
“Kiedy to było?”
“Pół roku po waszym ślubie” – Elżbieta mówiła ledwie słyszalnie. “Szłam z pracy do domu, przypadkiem ich zobaczyłam. Najpierw nie wierzyłam, że to Piotr. Ale potem wyszli na ulicę i wtedy go rozpoznałam.”
“I co dalej?”
“Chciałam podejść, ale…” – Elżbieta zawahała się. “On ją pocałował. Tak czule, jak całuje się ukochane kobiety. A potem położył dłoń na jej brzuchu.”
Zamknęłam oczy. Wspomnienia nadeszły bolesną falą. Ten czas, gdy ja marzyłam o dziecku, a Piotr wciąż odkładał i odkładał decyzję.
“Więc on już wtedy miał dziecko z inną?”
“Nie wiem. Może. Helu, naprawdę chciałam ci powiedzieć, ale…”
“Ale postanowiłaś milczeć. Dziesięć lat!”
Elżbieta wzdrygnęła się od ostrego tonu mojego głosu.
“Myślałam, że to minie. Że oprzytomnieje i wróci do ciebie. Ty byłaś taka zakochana, planowałaś dzieci, kupowałaś dziecięce ubranka…”
“Dziecięce ubranka” – powtórzyłam z goryczą. “A on w tym czasie wychowywał cudze dziecko.”
Wstałam i podeszłam do okna. Na podwórku bawiły się dzieci, beztrosko śmiały się i biegały między huśtawkami. Ja tak marzyłam o własnych. A dziś mam czterdzieści trzy lata, czasu zostało bardzo mało.
“Helu, wybacz mi” – Elżbieta podeszła do mnie. “Rozumiem, że postąpiłam źle. Ale nie mogłam zniszczyć twojego szczęścia.”
“Jakiego szczęścia?” – odwróciłam się do niej. “Szczęścia życia z kłamcą i zdrajcą? Szczęścia tracenia najlepszych lat na człowieka, który cię nie kocha?”
“Kochał cię! Widziałam, jak na ciebie patrzył.”
“Widziałaś? Kiedy widziałaś? Kiedy zdradzał mnie z ciężarną kochanką?”
Elżbieta opuściła głowę. Słowa koleżanki biły mocno, ale wiedziała, że zasłużyła na każde.
“Myślałam, że robię dobrze” – wyszeptała.
“Dobrze?” – roześmiałam się, lecz śmiech mój był pełen bólu. “Dobrze byłoby powiedzieć mi prawdę od razu. Może nie straciłabym tych dziesięciu lat życia na tego człowieka.”
W przedpokoju zadzwonił telefon. Poszłam odebrać, a Elżbieta została pod oknem.
“Halo?” – powiedziałam do słuchawki znużonym głosem.
“Cześć, to Piotr. Dzisiaj spóźnię się z pracy. Nie czekaj na mnie z kolacją.”
Spojrzałam na zegarek. Siódma wieczór. Praca dawno się skończyła.
“Jasne” – odparłam sucho. “Do widzenia.”
Odłożyłam słuchawkę i wróciłam do kuchni. Elżbieta siedziała przy stole, gniotąc w dłoni chusteczkę.
“To on dzwonił?”
“Tak. Znowu się spóźnia.”
“Helu, a może teraz wszystko jest inaczej? Może się zmienił?”
Wyjęłam z torby kilka zdjęć i rzuciłam je na stół.
“Spójrz sama.”
Elżbieta pochyliła się nad fotografiami. Widać było na nich Piotra z tą samą kobietą
Drzwi otworzyły się powoli, a Lena uniosła wzrok na stojącego w progu Szymona, gotowa wreszcie usłyszeć każde słowo, którego przez dziesięć lat nie śmiała się spodziewać.



