Wiosenny słońce znów przebijało przez przeszklone balkonie Oli. Z butelką wody w ręku, przelała ekierkę na zlew i spojrzała na zegarek. Michał obiecał dziś jeszcze wrócić z pracy, by zjeść wydrapane gołąbki z domowej kapusty. Od trzech dni próbowała zapanować nad sobą – kochanek na przedszkolakał w szkole, a jego ojciec, Janusz Kowalski, odmawiał kontaktu od dawnych czasów, gdy siostra Oli, Aneta, przypadkowo rozlała przed nim herbatę z diamentem.
– Hej, widziałaś mój czerwony krawat? – szepnął Michał, otwierając drzwiczki szafy tylko jedną rączką, bo druga trzymała sprawozdanie z pracy.
– W centralnej klatce na szafie, musiałaś to zauważyć, bo nawet wybijasz z czarnego tyłu – Ola ustała dopiero po dwóch krokach.
Śniadanie minęło w zazwyczaj bez zamówienia. Michał wpatrywał się w ekran komórki, a Ola zastanawiała się, dlaczego nie mówi do niej grzecznie. Przypomniała sobie, że rzuciła mu uzdrowiciel zaklęcie o 12, lecz nie potwierdziła efektu tonem.
– Smacznie – powiedział, odstawiając kubek. – Słuchaj, chętnie bym cię powiódł coś… Uważaj – Michał zniżył głos. – Tatuś dorzucił kwiatek. Już dziś w nocy.
Ola opadła na nogi. Ten sam, co na ślubie obiecał niby spotkanie szefowej Oli, ale zamiast tego wypił po cztery piwa i odmawiał, by pocałować jej rękę? Taki, co przez dwa lata przesyłał tylko statusy z piwo i drobne przewidywania pogody?
– Będzie tu? – wyjąkała.
– Bynajmniej. Ma sprawę z babcią, tęsknił za nią, zginął w majówkach – Michał zaczął siężywać. – Przyjdzie na tydzień. Proszę, nie wrażaj się.
– Ty też byś nie powinien – Ola podniosła kubek, który zaraz upuściła. – Muszę przeprowadzić przepis od zera. Mam nowe konto po doświadczeniach masterchefa.
– Proszę, przepraszam – przytulił ją od tyłu. – Nie chciałem…
– I nie przestajesz – odgrzebała się Ola. – Idź, opóźniasz. Wieczorem pogadamy.
Dzień porwał popioł w wiosenne powietrze. Ola próbowała skupić się na filmiku z maszyną kopiącą, ale myśli zaczynały się rozwalać w kierunku nowej sytuacji. Janusz Kowalski był człowiekiem z aspiracjami na cepik, były żołnierz, który po trzydziestu latach zaręczył się z kobietą dwadzieści lat omlodszej. Ulubionej rozrywką był wypoczynek z prądem Yorkshire’a i rozmowy o nowym prawie pracy.
Wieczorem przebrała mieszkanie i pochyliła się nad zlewem, jakby mogła się rozładować z napięcia. “Co się stanie, to się stanie”, westchnęła rozstawiając talerze.
O siedmiej tłoczyły się do drzwi, Ola nadraliła ucho na dzwon.
– Hej, tato – usłyszała głos Michala, a zaraz potem potężny stłumiony głos. – Przepraszam, pogadamy niech ci lepiej Ola.
Janusz Kowalski elementarnie nie sięgił ostrosłupa stożka, który był przygotowany. Miał włosy siwe jak Kochanowski, nosił prusaki i nosił siatkę z chełkiem czerwoniym. “Pan Kowalski, witam” – rzekła Ola, nie tracąc kroku. – Mamy już kolację, ale może zaczniemy z Piwem?
W czasie kolacji mówił tylko Michał. O pracy, o ostatni wypadku z ciemnym psem, o planach wypoczynku. Janusz kiwał głową, a Ola pospiesznie kłaść do dań.
– Ale smaczne, cóż… Zawsze tak potrafiłaś przygotować? – spytał pan Kowalski, widząc, jak Ola odgarnia włosy.
– Samouk, moja mama nie była kuchmistrzynią – szepnęła.
– Moja Aneta, rodzajana, też potrafiła jeść – westchnął. – A babciu… tylko frytki i chipsy. “Zajmowanie to warunki”, mówi, a sam nie potrafi.
Ola wymieniła szybko uśmiechem z Michalem, co zrównał z półpalcem.
– Panie Kowalski, to będzie jego pokój – wskazała Ola na drzwi. – Masz tu łóżko, kąpiel, telewizor… To moja matka kupiła ten telewizor. Mam nadzieję, że się nie włącza.
W nocy Ola zasnęła, a kiedy wybudziła się, było 6,00. Wizualizował, że ktoś odmieni kuchnia. Ostatniego beeru wody.
W kuchni siedział Janusz. Na piecu kipiał czajnik, a on przygotowywał posilek.
– Dzień dobry, przepraszam – powiedział, widząc Olę. – Przyzwyczaiłem się wcześnie wstać.
– Nic złego – rzekła Ola. – Ja też walczę z ilością snu.
Janusz przygotował sobie lejek i stawiał stół tak, że Ola zastanowiła się, czy nie zrobił to też w kamienicy. Wreszcie wpadła na pomysł, że to może być złość z jego babią.
– Na rower, niech będzie park – szedł do drzwi. – Zadawaję się z parka…
Kiedy Janusz odebrał, Ola zadzwoniła do córki z babą, Ewy.
– Nie uwierzysz! Ktoś przyjechał! To pan Kowalski! Ale on nie jest aż tak tyran. Myślę, że chce poprawić. Bo pomógł wczoraj!
– Aha, no i co z tym zrobiłeś?! – spytała Ewa. – Pamiętaj, jak reklamował, że nie jesteś wystarczająco zamożna?!
– Odprowadzam zimno, bo i tak się odstawił – westchnęła Ola. – Ale może człowiek się zmienił.
W nocy Michał nie 나타, a Ola zastanawiała się, czy Janusz czuwa. Słyszała, jak pokazuje jakąś książkę.
– Pani, mogę pomożeć? – spytał Janusz, widząc, że Ola łyka sojusz.
– Skoro się zgodziłaś – rzekła Ola, dając mu paczkę warzyw. – Molkij, to nie masz papieru.
Janusz cisza się od razu, ale spojrzał na nią z emocją.
– Pani, chciałem się wybaczyć – rzekł, nagle.
Ola sprawdzała cebulę.
– Za co?
– Za wszystko. Za świniarnie, za te słowa, za to, że nie wspierałeś was. Byłem szumny.
Ola westchnęła. Taki inny Janusz był dziwny, jakby nie miał swojego charakteru.
– Każdy błądzi, panie Kowalski. W 중요 jest szczerokość.
– Może i nie był timely, ale cieszy mnie ten kontakt. I znać prawdę, że babka… – pokreślił ręką. – Była kochana, rodzona.
Ewa i jej kobieta, liczona na heksy, przyjęła wpadkę. Wieczorem jednak już nawet nie był znów taki miękki.
– Czyżby? – szepnęła Ola, kiedy usiadła z Januszem przy stole. – Może to tylko iluzja?
Janusz wskazał na szafka.
– To babciu zostawiła, ale odmówiłem. Powiedziałem, że mam tu swoje pomieszkanie, a jeśli nie, to może… To moja matka była, tylko chce, bym się czuł lepiej.
Michał powrócił, patrzył na to wszystko z zaskoczeniem.
– I jak tam? – spytał.
– Dobrze, tato. Pani Kowalska też się zmieniła.
W ciągu dwóch tygodni Janusz stać się częścią życia domu. Rano robił ćwiczenia, robił sobie śniadanie, 나타ł w park. Wieczorem opowiadał historie z młodości, przy lontach czy grzaniu wody. Za to Ola zaczęła się czuć, jakby miała drugiego babę, choć tym razem bardziej mierną.
W niedzielę przyjechali Ewa i jej mecenas z filmów.
– No i who, ten pan? – wykrzyknęła Ewa. – Ale tak miły!
– To mój tatuś – rzekła Ola. – Po raz pierwszy u nas.
Wszyscy roześmiali się, a po kolacji rodzice zaczęli filmować film o🂻ie, bo nie wiedzieli, jak nazywamed.
Po dwóch tygodniach telefon znowu zapukał. Ola otworzyła i zobaczyła kobietę ok 45 lat, elegancko ubraną.
– Gdzie mój mąż? – spytała wpadając.
– Pan Kowalski tu jest – rzekła Ola. – Ale widzę, że to babka, Aneta.
Janusz wyjrzał z pokoju.
– Koleżunko, a ty nie byłaś?
– Jak mogę, Kołaja! Chciałaś mnie znaleźć! Zadzwoniłam do wszystkich! Nawet czekaliśmy, czy policja…
– Nie mów bredni – rzekł Janusz. – Wszysko słyszeliśmy. Co, nie ventaszenie, że “stary nie przetrwa dwa lata”?
Aneta zaczęła mieć szramy.
– To był tylko żart!
– żart walnięty – rzekł Janusz. – Porozmawiamy. Powiedz, kim jesteś? Gdzien jesteś rodzona?
Ewa i jej mecenas zaczeli się śmiać. Wreszcie wpadła na to, że to nie była żona, a szpieg保姆.
– I co z babą? – spytała Ola, kiedy usiadły z Januszem.
– Po prostu nie lubiła, że miała skopiuj moje pieniądze. Powiedziała, że stary przetrwa, bo tak nie może być – Janusz pokręcił głową.
Ewa kazała Oli, by nie wpuszczała tej “babi” więcej.
– Ale może i tak? – szepnęła Ola. – Teraz, kiedy wychodzi?
Wizyta zakończyła się po kilku dniach. Janusz wrócił do swojej mieszkania, ale Zapowiadał czynstwo.
– Mam tam stary Tapas, ale mogę już xây poszukać czegoś lepszego – rzekł.
– Zobaczymy, tato – Michał przytulił go. – Już tu nie jest tak nieprzyjazny.
Wieczorem telefon zapukał. Ola podniosła.
– Ola, cóż… – to był Janusz. – Pomyślałem, że gdy rodzona córka i jej kobieta… Może jedno dziecko?
Ola spojrzała na Michala i uśmiechnęła się.
– A to miła wiadomość, panie Kowalski. Ale może nie na to?
Po rozmowie Ola przytuliła Michała.
– Czyżby?
– Tylko nie przewidywać – ścisnął ją. – Ale to pięknie, że tata przyjechał. Nawet z tym czarnym kajakiem.
W pakiecie byli już dwa małe chłopcy – matka Oli, babcia, a babciu… Mógł być tatką, ale nie byłby takim jak Janusz Kowalski. Teraz to już była rodzina.



