Myślałam, że znalazłam miłość…

Kazia myślała, że wyszła za mąż…
Gdy Wiesia płaciła za zakupy, Tomek stał z boku. A jak zaczęła pakować torby, to w ogóle wyszedł na dwór. Wiesia wyszła ze sklepu i podeszła do Tomka, który właśnie palił.
-Tomek, weź te torby, poprosiła Wiesia, podając mu dwie ciężkie siatki z jedzeniem.

Tomek spojrzał na nią, jakby kazali mu zrobić coś nielegalnego i zdziwiony zapytał:
-A ty co? Nigdy nie nosisz?
Wiesia zamurowało. Co znaczy “a ty co?” i po co to pytanie? Normalnie facet zawsze pomaga fizycznie. Nieładnie to wygląda, kiedy kobieta dźwiga zakupy, a facet sobie obok parska lekko.

-Tomek, naprawdę ciężkie, odpowiedziała Wiesia.
-I co z tego? dalej stawiał opór Tomek.
Widział, że Wiesia zaczyna wrzeć, ale mu się zasadniczo nie chciało nieść. Poszedł szybko naprzód, wiedząc, że nie dogoni go z tym bagażem. “Co znaczy ‘weź torby’! Ja ci jestem frajer? Podwładny? Ja jestem mężczyzna! Sam decyduję, czy nieść, czy nie! Niech se sama dźwiga, niech się nie rozchoruje!” Tak sobie rozmyślał Tomek. Miał dziś ochotę swoją żonę wytresować.

-Tomek, gdzie idziesz? Torby weź! krzyknęła za nim Wiesia, ledwie nie płacząc.
Torby rzeczywiście były ciężkie. Tomek dobrze o tym wiedział, bo sam głównie nawrzucał te artykuły do wózka. Do domu było niedaleko, jakieś pięć minut na piechotę. Ale kiedy ciągniesz ciężkie siaty, droga wydaje się cholernie długa.

Wiesia szła do domu i ledwie powstrzymywała łzy. Miała nadzieję, że Tomek tak tylko zażartował i zaraz wróci. Ale nie, widziała, jak oddala się coraz bardziej. Chciało jej się rzucić te siaty, ale jakoś automatycznie szła dalej.

Doszła do klatki i usiadła na ławce, bez sił. Chciało jej się płakać z żalu i zmęczenia, ale powstrzymała łzy – nie wypada na ulicy, wstyd. Tego jednak nie mogła przełknąć – nie tylko ją obraził, ale i upokorzył takim zachowaniem. A przecież przed ślubem był jak rycerz… Nie żeby nie rozumiał – właśnie rozumiał! I zrobił to specjalnie.

-Witaj, Wiesiu! Głos sąsiadki wyrwał ją z zamyślenia.
-Dzień dobry, Babciu Marysiu, odpowiedziała Wiesia.
Babcia Marysia, czyli Maria Kowalska, mieszkała piętro niżej i przyjaźniła się z babcią Wiesi, póki tamta żyła. Wiesia znała ją od dziecka, jak drugą babcię. Po śmierci babci, gdy Wiesi przytrafiały się pierwsze domowe problemy, zawsze jej pomagała. Nie miała się do kogo zwrócić – mama Wiesi mieszkała w Krakowie z nowym mężem i dziećmi, a ojca nie pamiętała. Jedyną bliską była babcia. A teraz Babcia Marysia.

Wiesia bez wahania postanowiła oddać jej wszystkie zakupy. Niech nie dźwigała na próżno. Emerytura pani Marii była niewielka i Wiesia często ją rozpieszczała różnymi smakołykami.
-Chodźmy, Babciu, odprowadzę panią do drzwi, powiedziała Wiesia, znów biorąc te ciężkie siaty.

W mieszkaniu Babci Marysi Wiesia zostawiła zakupy, mówiąc, że to wszystko dla niej. Zobaczywszy w torbie szprotki, pasztetową, brzoskwinie w puszce i inne smaki, na które miała ochotę, ale nie mogła sobie często pozwolić, Babcia Marysia tak się rozczuliła, że Wiesi było głupio, że tak rzadko jej coś przynosi. Pożegnały się czule i Wiesia wróciła na górę.

Zaraz po jej wejściu mąż wyszedł z kuchni na spotkanie, coś jeszcze przeżuwając.
-A gdzie siaty? spytał Tomek, jakby nic się nie stało.
-Jakie siaty? spytała Wiesia jego tonem. Te, które mi pomogłeś nieść?
-Oj, daj spokój! próbował żartować. Obraziłaś się, czy co?
-Nie, odpowiedziała mu spokojnie Wiesia. Po prostu wyciągnęłam wnioski.
Tomek się zaniepokoił. Spodziewał się krzyku, awantury, łez i focha, a tu taki spokój, że samemu mu się nieswojo zrobiło.
-I jakie wniosły?
-Nie mam męża, westchnęła i dodała: Myślałam, że za mąż wyszłam, a wyszło na to, że za durnia.
-Nie rozumiem, Tomek zrobił minę, jakby go głęboko dotknęła.
-A co tu nie zrozumieć? spytała Wiesia, patrząc mu prosto w oczy. Chcę, żeby mój mąż był mężczyzną. Tobie chyba też się marzy, żeby twoja żona była mężczyzną… dodała po chwili: To i ty potrzebujesz faceta.

Twarzy Tomka zrobiła się czerwona ze złości, pięści mu się zaciągnęły. Ale Wiesia tego nie widziała – poszła już do pokoju pakować jego rzeczy. Tomek się wykłócał do końca. Nie miał ochoty się wyprowadzać. Naprawdę nie pojmował, jak można przez taką głupotę rodzinę rozwalić:
-Przecież było nam dobrze, pomyśl – sama dźwignęła siaty. Wielkie rzeczy? oburzał się Tomek, gdy Wiesia bezceremonialnie wrzucała jego ciuchy do torby.
-Swoją torbę chyba sam doniesiesz? powiedziała Wiesia twardo, nawet go nie słuchając.

Wiesia świetnie rozumiała, że to był tylko pierwszy sygnał. Gdyby teraz “przełknęła” tę sytuację, za każdym kolejnym razem tresura byłaby ostrzejsza. Dlatego odcięła dalsze próby, wyprowadzając go za drzwi.

Rate article
Fajna Tajna
Myślałam, że znalazłam miłość…