Pusty talerz i tajemnicza wiadomość.

Tomasz wraca do domu przeraźliwie głodny. Zauważając, że żony domu nie ma, kieruje się prosto do kuchni, gdzie liczył na porządkowe jedzenie. Zamiast gotowali na piecyku staje mu się do oka list z napisem:
„Kojarzę, że jest u sąsiadki. Teraz rozmawiamy. Sam rozwiąż, jak będzie prawdziwy problem”.
Spojrzawszy do czarnych rondel, Tomasz rusza w stronę lodówki i wygrzebując wszystko jedzenie, rozsypanina je na stole.
Po pogłownym pieczywie z herbatą kładzie się do łóżka i zaśpiewy.
O siódmej wieczorem Kasia wraca. Tomasz od razu wychodzi z prądem i pyta:
– Kasiu, a co do jedzenia?
– Strzelać nie mogę, bo dietuję – z appendString Kasia. – Muszą schudnąć.
– A ja uśpij głód, złość – szyby kpi Tomek. – Ciężko byłem cały dzien za kółkiem. Mogę zjeść cywilnie, Kasiu?
– Jeśli chcesz, to pogotuj coś porządnego – machnęła ręką Kasia. – Swoje tak u sąsiadki jedzenie, ale… dla Ciebie…
– Ciekawe, czym wasinie?
– Prowadziła gęse z wsi. Zjedli nas z tą pieczonką.
– Z jabłeczkami?
– Tak.
– I to już wiem dlaczego tak często u niej bywałaś? – zdziwił się Tomek, delikatnie przygryzając. – Wygląda na to, że odżywia Cię na ciekawym menu, a mnie karmiła tylko z papierce canapki i wędliny.
– Nie, tam mądra – broniła się Kasia. – Chodzę do niej, ponieważ mi jej żal. Jest przecież sama. Chcesz, żebym ją poprosiła, żebyś tuż tuż do niej przyszedł?
– Ty na szoke, Kasiu? – warknął Tomek. – Ty mi proponujesz tuż po tym, jak jestem już w domu, iść do sąsiadki, żeby coś zjeść? To mtizne.
– A mtizne – Kasia już wyciąga komórkę. – Taka ona śliczna i hojna.
– Nie! – niemal warknął Tomek. – Ja nie pójdę! Może i umrę z głodu!
Ale Kasia już rozmawiała z sąsiadką.
– Allo, Ewkiu, mamy tu pogotowie. TEN cały dzien na stołówce był… Co? Przywiozę go? Ale jak bez Kasi? Mam inne rynek… W porządku, okej, okej… Od dawna nie miał żadnych gołąbów… Dzięki, Ewkiu… Wiedzisz, przez to prawie straciliśmy… – Kasia zaśmiała się, zadowolona z własnej szoke. – Tuż przyjdzie. Obowiązek.
Wcisnęła klawisz i kazała:
– Szybcy, on już przygotowuje.
– Zmarnowaliśmy, zmarnowaliśmy – warknął Tomek. – Ja nie idę.
– Idziesz.
– A może Kasia pójdzie ze mną? Trochę to mtizne… To przecież prawdziwy babeczek…
– Pojedziesz – westchnęła Kasia.
Tomek poszedł, a Kasia rusza w stronę łazienki.
Minęło piętnaście minut. Kasia już umyła się, zapaliła telewizor, pofatygowała się i wtuliła w kanapę.
Minęło kolejne piętnaście, a Tomeka i tak mu brak.
Kasia zaczyna się mdleć, wyłącza dźwięk, przysłuchuje się.
Po chwili wstaje z kanapy, idzie do korytarza, przywu mu drzwi i ponownie przysłuchuje się. Gdzieś w głowie czuje, że powinna od razu iść po męża, ale teraz jest jej mtizne – przecież to on sam miał zostać, a ona wtedy np zaczepi, że jest szpetna.
Nie wytrzymawszy, znowu chwytaj komórkę i drżącymi paluszkami wpisuje numer kochanka. Połączenie ugryzło, a głos Tomka narzeka:
– Kasiu, tutaj tak mega, wszystko pyszne… Jez, bo to smak!
– A jak Ewka nazywałeś? – Teraz i głos Kasi drżał.
– Ewka, Ewka… – zaśmiał się Tomek. – Przepraszam, droga, ale przez to zostanę z Ewą. Ona jest dobra…
– A ty…
Kasia od razu wyłączyła, a po pięciu minutach Tomek siedzi już w domu na kanapie.
Od tej pory Kasia do sąsiadki więcej nie zaglądała.

Rate article
Fajna Tajna
Pusty talerz i tajemnicza wiadomość.