Zgłodniały powrót i tajemnicza wiadomość w kuchni.

Wczoraj wróciłem z pracy wygłodniały jak pies. Zobaczyłem, że Zofia domu nie ma, więc pobiegłem do kuchni, mając nadzieję na coś ciepłego. Zamiast jedzenia na patelni, znaleziono tylko ulotkę:
„Córka, dziś u Tadzi znowu sznycerzyłyśmy się o filmach. Jeśli czegoś brakuje – dzwoń.”

Sprawdziłem pustą patelnię, a potem połaziłem po lodówce, zasypując talerz kiełbasą, jajkiem i chlebem. Wypiłem herbatę i poszedłem spać sycielny. Zofia wróciła dopiero o wpół do dziesiątej. Tym samym się probudziłem i zapytałem:
– Córka, co z kolacją?
– Do tej pory? – prychnęła. – Ja się chudzę.
– A ja wygłodniałem jak syn dializowany – westchnąłem. – Cały dzień w przycisku. Mogę normalnie zjeść, córa?
– No cóż, może coś przygotuję – prychnęła. – Już wcale zjadłam u Tadzi. Ale dla ciebie…
– Ej, i co tam zjadłaś?
– Spodziewałyśmy się gęsi. Dostaliśmy z góry z wsi.
– Gęś w jabłkach? – zaciekawiłem się.
– Jasne.
– A więc nie szpilem się do ciebie, tylko elementarz zrobiłem? – warknąłem. – Ona ciebie czapkami topi. A mnie dajesz prosto kiełbasę z chrupakiem.
– Nie przesadzaj – zaśmiała się. – Odwiedzam ją, bo jest samotna. Chcesz, poproszę, żeby ci od razu zapiekła?
– Straciłaś rozum, córa? – zdziwiłem się. – Dzwonić w takim porze? To komiczne.
– Niczego nie jest – zaczęła z nowym pośpiechem grabyć komórkę. – Ona wieczorem otwarta. Wszak jest takie serdeczne.
– Nie rób tego! – prawie krzyknąłem. – Przyganiać w ten sposób? Sama wiąże się sklep!
Ale Zofia już rozmawiała:
– Tadzio, łaski właśnie żądam. Mąż wygłodział jak sarny, a myśmy szczekały… Co? Przyprowadzić? A jak bez mnie? Małżeńskie konkubinat… Czy to możliwe? Oj, dziękuję… Od dawna nie widział gęsi… Bahahaha, a to ja mu nie przepadłam. Więc idź, z gagatką.
Odłożyła telefon i rozkazał:
– Dzianko, rańcikuj się. U Tadzi już na kółko.
– Straciłaś rozum – machnąłem ręką. – Ja tu każda gęś lepsza od sąsiadki.
– Masz jechać – zaśmiała się.
– To przynosisz?
– Zajmę się dywanem. Ty mówiąc, idź. Ona czeka.
– No… jeśli nie inaczej… – westchnąłem. – Ale co z drugim rysem?
– Już idziesz – wskazała dialer.
Warcząc, poszedłem. Zofia weszła do łazienki. Po piętnastu minutach była ubrana, patrzyła w telewizor, a gdy minęła kolejna pół godziny, zacząłem się niepokoić. Wysłuchałem ciszy, pokręciłem uszami, jakby głowę naciągnąłem.

Wpadła w drzwi, wpatryjąc się jak z支配.
– Może idzie, może nie – mruknęła. Wtedy znowu podbiegła do telefonu, a po czterech dzwonkach usłyszałem:
– Córko, Tadzia daje jak prosto miłość matki… Tomańskie wino, kaftański granat…
– A jaki Tadzia to jest? – z iżem zapytałem.
– Kto inny? – wyrzucił. – Przepraszam, córa, ale wieczór stuczkę się tu rozciągnie. Tadzia jak wspomniana, to ciepłe jak babka.
– To ostatni raz – wykrztusiłem i zawiązałem rolkę.
Sekundę później była wzniecona, a on siedział jak z kangura.

Od tego dnia Tadzia ma wราชการu jak święty. A ja? Nauczyłem się, że jeśli kobieta ci coś proponuje „dla ciebie”, to nie robi to jeszcze zaszczytu.

Rate article
Fajna Tajna
Zgłodniały powrót i tajemnicza wiadomość w kuchni.