Zatroskana teściowa nie znosi swojego zięcia.

Zofia nie znosiła swego szwagra. Machinalny rolnik z wsi, który nigdy nie słyszał o dobrych manierach, pracuje jako kierowca wywożący towary, a po wieczorach siada do komputera, gdzie gramy w tanie. Zrobiła wszystko, żeby uwzględnić Martę, ale ten mądry przegryzł to w życie – zapewnił jej córce dziecko.
Tutaj już nic nie do siebie powrócić, Zofia wie, że każące się oglądać szeroki ekran vszcz go będzie jako ojczym – może zostawić córkę bez wnuczków? Musiała się pośpieszyć z małżeństwem. Ten głupi nawet zaproponował, by Martę wywieść do wynajętego mieszkania! Siedziała z nimi razem, nawet pokój im zastrzeliła.
– Córko, dlaczego ten twój znowu siedzi przy swoich grach? – narzekała.Zofia teraz cały dzień z dzieckiem, mógłby dać ci odpocząć!
– Mama, on to sposób na uwolnienie się od stresu. Gra i znów iść do łóżka Olenki, – odpowiadała córka. – Wystarczy, że mu się narzuca.
Nie, nie był taki zły, ten Bartek. Zofia już parę lat temu pożegnała męża i dopiero co nauczyła się zmieniać żarówki w domu. On naprawił wszystkie szuflady w kuchni, zainstalował nowy kran, bez dłuższych wyjaśnień. Lepiej spać z szafą, która nie zamyka się, niż pogodzić się z tym, że córka goumala w miasteczko, które marzyło się o ich trzyosobowym mieszkaniu. A jeszcze sypnął kariery córki – Zofia zawsze marzyła, by tańczyć, ale to nie wylądowała, a Marta miała talent. Teraz, po urlopie macierzyńskim, musi się spisać jako nauczyciel taneczny w lokalnym domu kultury. Nie, ten Bartek był straszny, bardzo straszny.
A szwagrowic, jakby to nawet nie zauważał jego tłuczeń. Chodzi, „mama” mówił, co mu się w niej znalazł.
– Mama, jak cudnie gotujecie! – chwalił, gdy ona na imprezę podała coś. Zofia chciała mu rzucić, że w talerzu córcy kotlet jest lepszy – w nim mięso wybrane, a jego – mięso drobiowe i chleb.
– Poza tym inni za komputerem nie kują, ale zarabiają, – zaśmiała się Zofia, ladując zupę na obiad – grubszą dla córki, cieńszą dla Bartka. – Widzisz, u sąsiadki Kasi syn programistą pracuje.
– Ja też byłem w programie, – odpowiedział Bartek, pożerając surowy chleb, szczodrze przygotowany przez teściową. – Dlaczego, to nie skończyłem, wyrzucono mnie.
– Progował, – kiwnęła głową Zofia. – Grał w swoje gry.
– Ale mama! – wtrąciła Marta. – Bartek pracował w nocy, trzeba było na coś 살아ć. Mówię mu, żeby na studia stacjonarne szedł, a on nie.
– Jasne – to wymaga myślenia, a nie bawienia się, – cierpla.
Córka wypchnęła palcem, i Zofia dumnie udała się do swojej sypialni.
Ale bardziej niż sam szwagrowic Zofia nie znosiła jego rodziny, z którą spotkała się tylko raz, na ślubie, ale nawet to wystarczyło. Kiedy więc Bartek, znęcając się wzrokiem, powiedział Zofie, że jego rodzice przyjadą na dzień, w jej głowie użył wszystkiego!
– Niech zajmą hotel, – ogłosiła decyzyjnie.
– Dałem im też to, – powiedział Bartek. – Ale na kolację chcą przyjść, by się bliżej poznać.
Zofia właśnie miała powiedzieć, że to się nie skończy, kiedy, na przykład, wtrąciła Marta:
– O mój Boże, jak wspaniale! Wypieczę ci piekło z rolet, a ty, mama, swoje legendarne zupy!
Zofia westchnęła – jak mogła rozczarować córkę? Mleko może zaczyna czerpać…
– Będą przyszedł, – burknęła. – Ale nie będzie długo.
Już Zaofia się obawiała, goście okazały się głośni i grubi, przywiozli nic, ani prezentu dzieci, a cały czas sugerowali, że hotelowe ceny to kosmos, a mieszkanie u nich duże.
Przez kolację matka Bartka, patrząc, jak Zofia laduje mu zupy, nagle rzekła:
– Ciotka, nie daj mu za dużo, zjada jak zwariował. Wychowywaliśmy go, wydaliśmy mu chleba z serca, a on szedł uczyć się. No, szybko mu wybiła głupotę. Pamiętaliśmy, ile weń włożyliśmy pieniędzy, a nam jeszcze córek wychować. Wyszedł na nową, więc do jednej z nich szedł, a teraz druga jest.
Zofia się zapląć i spojrzała od Bartka na ciocia, a potem na córkę. Zdawała, że ta nie słyszała tego.
– Ty mi teraz o tym nie mówiłeś, – zdziwiła się Marta.
– No! – wykrzyknął ciocia. – Niedoładkowy on! On weń we mnie wychowywaliśmy, coś z serca chleba łamiemy, a on po prostu po뺑=findViewById. Dlaczego uczucie? Szybko w to włożyliśmy, że pieniądze w niego weszły, a nam jeszcze córek wychować. Pracował, więc jedną wychowaliśmy, a teraz przyszliśmy drugą rozprowadzić.
Zaofia nie pozostawiła gości do NUIT. Zaczeka, aż Marta pójdzie spać z Olą, a potem zamachnęła się do szwagrowica.
– Tak więc, czemu opuściłeś naukę z powodu, że szedłeś do tych? – burknęła, machnęła ręką w stronę drzwi.
– Mama, nie myśl o nich źle, – błaga Bartek. – Zupełnie ci w tym domu z nas czadzili, jak przez cały czas jeść nie można było! – po chwili dodał. – No, ale tu lepiej, wam tak rozczulajecie wy!
– A uczyć się nie chciał? – z podejrzliwością spytała Zofia.
– Tak, chciał, – rzekł Bartek. – Ale najpierw trzeba było siostrę wyłożyć, a teraz mam Męcia i Olenkę – ich trzeba do tego przebić.
– Rozumiem, – wycedziła Zofia. i poszła do pokoju.
Od tamtego czasu Bartkowi podawano dokładnie taką samą porcję, jak Męci. A tydzień później Zofia, z wydumką, kiedy znowu zadymała pokój:
– Bartku, sobie porozmawialiśmy, weź do nas administratora. Umie działać z komputerem?
– Umie, – wymamrotał Bartek.
– Świetnie. Taka sama pensja, więcej niż czasu. Tak więc mam tylko jedno warunek…
– Jestem zgodny – przerwał ją Bartek. – Wszystko zgodne!
– Przywrócisz się i kontynuujesz uczcie, – rzekła Zofia.
Marta rzuciła się do uścisku i z wdzięcznością stwierdziła:
– Mama, przede wszystkim jesteś najpopularniejszy!
– A posiłki stają się jeszcze smaczniejsze, – przyznał Bartek.
Zofia wzruszyła ramionami i z roboczym zimnem zrobiła widok, że nic się dzieje. Machinalnie nie był zły, ten Bartek…
„Cześć, smutek!”.

Rate article
Fajna Tajna
Zatroskana teściowa nie znosi swojego zięcia.