Konflikt

Sporo czasu minęło, długo się nad tym zastanawiałem. Katarzyna ponownie przeczytała wiadomość i kliknęła „wyślij”. No to hazır, czas na kawę. Wysunęła się z krzesła, usiadła tak jeszcze chwilę, potem zamknęła wiadomości, wstała od biurka i wyszła z gabinetu.
W sali odpoczynkowej siedziała sama Ania. Szłościła nos. Nie lubiłem się wtrącać w cudze sprawy. Na pewno szef ją zastrzelił za błędy. Włączyłem czajnik, wziąłem swój kubek, zasypałem parę łyżek kawy, a potem czekałem, aż wrze woda.
Ania westchnęła i odwróciła się do okna.
– Co się wydarzyło? Kierownik nie przyjął tłumaczenia? Zaszło coś więcej? – spytałem.
– No i?
– Nic, chciałem tylko pomóc.
– Nie trzeba.
– A czemu w ogóle płacisz?
Przypomniałem sobie, jak niedawno widziałem, jak Ania wpadła do eleganckiego terenowca, patrzyła zwycięskim wzrokiem na ludzi stojących na podwórku. Jasne, że jej wóz zniknął, a tę głupią dziewczynę poniósł liść z nadzieją.
Woda zaczęła wrzeć. Wlałem ją do kubka, posiadłem przy stole naprzeciw Ani. Przesunąłem jej paczkę chusteczek.
– Daj się złapać. Nie ma obowiązku, żeby cały biuro znało twoje sprawy. Spłoszysz plotki. I nie zwlekaj z aborcją.
– Skąd… – podniosła na mnie twarz. Oczy spuchnięte, całkowicie zmolognięta.
– To jasne. Mów, że kochał, obiecywał złote góry, a potem zniknął. Na telefon nie odpowiada. A ty masz dwie linijki. Recepta do wszystkich dzieci, prawda? – ironicznie uśmiechnąłem się.
– Albo chcesz dziecka? Pomyśl. Urodzisz, przez noce budzisz się, żeby przetłumaczyć dłuższą работу, żeby nie umrzeć z głodu. Potem zaopiekałeś się dziećkiem, a kariery nie rozwiniesz. Zdarzaj się chorobowe, szef nie zaufa ci już. A potem psychiatryczne, w końcu zanim załatwisz się do szkoły, byś jako nauczyciela zarabiała trochę więcej. I wtedy znowu…
– Uspokój się! Nic o tym nie wiesz – przerywała mi.
– A czego tu nie było znać? Wychowałem się w takim domu. Przypominam jej jej przyszłość. Pomyśl.
– A ty to zła! – rzuciła i wyszła z kuchni, zostawiając pół pokruszonych chusteczek.
Wypiłem kawę. Jeszcze jedna głupia dziewczyna, niesłusznie zakochana. Ale może i źle ją Hague? Może wszystko się zaplanuje inaczej? Chłopak z terenowcem wróci, pożeni się na nią. Albo już ma żonę, albo szuka lepszego wariantu.
– Katarzyna, szuka Ciebie Pan Kazimierz – powiedziała sekretarka Ola.
– Idę. Wypiłem kawę, umyłem kubek i do kuchni.
– No cóż, kończysz tutaj? I dobrze. Tam perspektywy lepsze. Ale pamiętaj, jesteśmy. Napisz rozliczenie. Wymierzę, by kasę jak najszybciej wyliczyli. Nerwy nie trzeba przegrywać. Powodzenia…
Pewnie nazywali Katarzynę karierowiczką, zazdroskowo. Najlepsze oferty dawali jej, jej tłumaczenia chwalili. Umiała sprawić, by zażenowany biznesmen lub arogancki szef spłatał spółkę. W końcu przedstawiała się lodowato, oblicowo, nie dotykalnie. Przez to o nią szepotało się plotki – od najdziwniejszych do banalnych. Kimś rzeką zostawił, rozczarowana miłością i po to wtedy się zajęła karierą. Że do mężczyzn się nie zbliża z przynajmniej ostrym palcem. O tym, że to wszystko nieprawda, wiedziała sama.
Dawno postanowiła, że kariera idzie pierwsza, a wszystko inne potem. Że zawsze może liczyć tylko na siebie. Że przeklęty mężczyznie za plecami. Żadnej rozczarowującej miłości, osobistych problemów. W tym jej pomogła jedna starsza sprzeczka, jaką zgarnuli jej rodzice…
***
Ostatnio często sypiali, prawie za każdym pojedynie. Matka zawsze miała coś do powiedzenia. Ale, żeby zaczęło się od czegokolwiek, kończyli się przekuty, że ojciec nie zarabia wystarczająco, że już nie dotrzymała swoich nadziei, że to nieudaczny człowiek, który wyzyntował jej życie…
Kiedyś ojciec próbował prowadzić biznesy, ale partner go zdradził, pozbawił kija w kuchni. Ojciec nie upił się, zaczął pracować nauczycielem w wypedziale w gimnazjum. Był lubiany i szanowany. Ale matka nie czuła się zadowolona, ciągle brakował jej pieniędzy. Wstręczała od siebie, porównywała ojca z chłopakami jej koleżanek, wymagała, by zmienił pracę, zarabiał więcej. Ale ojciec odmówił zajęć się środkiem ponownie.
Zemsta za ojcem, matka złożyła się na dodatkową pracę, a więc jej często brakowało. Rano matka wracała spóźniona. Ja już spałem. Przestałem od dźwięków. Matka rzuciła coś w hallu i głośno rzucała.
– Cicho ty! Cały dom budzisz. Znasz czas? Tylko nie mów, że byłaś w pracy… – usłyszałem głos ojca.
Matka coś rzuciła niezrozumiale.
– Może za przelewałeś, do dziecka. Myślałeś, że o niej pamiętałeś. Dziewczyna już dorosła, wszystko rozumie.
– Oznaczaj. Jesteś taka zmęczona, – cicho odpowiedziała matka.
– No właśnie…
Wstałem cicho, wyszedłem do holu, żeby słyszeć lepiej.
– Jakie na mnie żale? Ty nie możesz znalezć pracy z odpowiednią pensją, to ja muszę pracować na dwóch spotkaniach. Od twojego zarobku można umrzeć. O dzieciach dużo marzysz, co widzę? A ona rośnie, tu jedno potrzebuje, tam inny. Nowe buty, sukienka. I to akurat, że ja sobie wreszcie czegoś nie kupiłam.
– Znam… – ojciec coś uruchomił.
– Ale co? Jeśli płacą, to mogę znowu na fajere. Zarabiaj sam, a ja sobie tu przesiedzę. Nie możesz? To i milcz. Ty kurwa jesteś nijaki, bezużyteczna duch. A pamiętasz, co mi obiecywałeś? Że ja niczego nie będę potrzebować. Że dla mnie na wszystko gotowy jesteś. Mowa o silnym męskim ramieniu. I gdzie ono? To, kurwa? Jedno jeszcze nie wystarczy. Mądrala, nic. Ja, idiota, to jeszcze wierzyłam…
– Za późno. Spoczemy, jutro rozmawiaj. – Prosił ojciec.
– Nic nie trzeba, powiedzmy o tym. Kurwa, jest mi potrzebny. A gdzie ty pojdziesz? Żona poza mężem mija się z góry. – Zapanował radosny głos matki, ale został brutalnie przerywany przez szczeknięcie. Matka zaczęła krychować, obmywać ojca i usunąć go z mieszkania.
– Idź, dróżka. Ja sobie poradzę bez ciebie. Tu mam, kto ma się o mnie troszczyć…
Zimne boskie nogi na lodzie. I tak udało mi się usłyszeć to, czego usłyszeć nie powinno się. Po czym, posłuchawszy, wróciłem na górę, zaprowadziłem się pod półtora ogień i nakryłem się szlafrokiem.
Rodzice często się szepczą, ale do tego nie przyzwyczaiłem się. Wtedy właśnie dowiedziałem się o jej awanturze. Rano, kiedy się obudziłem, ojca już nie było w domu. Matka miała typowy boski wygląd, po prostu się nie ruszyła w stronę mojej perspektywy.
– A gdzie Tato? – spytałem, kiedy ojciec nie przyszedł spać.
– W wyjeździe…
Potem matka znowu wróciła późno. Stałem przy oknie i czekałem. Widziałem, jak przy bramie zatrzymał się terenok, z niego wyszła matka, ale nie od razu. Wóz odjechał, a ja zeskoczyłem pod opuszek, robiąc wrażenie, że spałem.
Następnego dnia spytałem:
– Wy z Tatem się rozwieliczycie? U siebie jesteś z kimś? Widziałem…
– Już jesteś dorosły. Mam nadzieję, że kiedyś zrozumiesz mnie.
Ale nie rozumiałem, nie chciałem zrozumieć. Ojciec to dobry człowiek. Nie pijał, w dzieciństwie chodził z nami na sanki, śmigał balonem… A jeśli od czasu do czasu napił się, był dobry i zasypywał. Czy ten inny był lepszy? I powiedział, że nie chcę zrozumieć matki, że chcę żyć razem z ojcem. I faktycznie ruszyłem do niego do wypedziale.
– Mama ma rację. Jestem nijaki. Nie umiałem zapewnić jej życia, o którym śniła. Cóż, może to jest on, którego naprawdę potrzebuje. Tak bywa. Wziąłbym ciebie do siebie, ale mieszkam u ciotki Mieni. Ma dwie sypialnie, dzieci, ja śpię w kuchni. Nie mam gdzie. Postępowaj.
Wtedy właśnie wziąłem decyzję, że nigdy nikogo nie zacznę siębrać, ani silnego męskiego ramienia. Sam wyrabiamy wszystko. Kochanka istnieje, jeśli biegnące prosto, to pieniądze ważniejsze od miłości. Tylko tak. Moja córka nigdy nie będzie świadkiem kłótni, oskarżeń i sprzeczki. Nigdy.
Starałem się nie zwracać uwagi na jej późne powroty. Po ukończeniu liceum zgłosiłem się na studia zaoczne, zarabiałem w katedrze języków obcych. Wystarczyło, było sporo metod, książek, a całe wolne czasu czytałem, oglądałem filmy bez tłumaczenia. Do domu wracałem tylko spać. Już jako student szkoliłem.
Rodzice rozwieliczyli się, a mama uciekła do innego człowieka. Ojciec również mieszkał u takiej Kasi, mówił, że tam robi angie. Stawał się tylko, spokojny. Zapraszałem go na siebie, ale ojciec odmawiał, mówiąc, że tak nie chce mi przeszkadzać.
Jeśli z ojcem utrzymywałem relacje, dzwoniłem do niego, czasem byłem u niego, to z matką niemal nie zgadzaliśmy się. Obaj zaszkodzili. Ja nigdy nie zrozumiałem matki zdrazę, a ona złość, że zdecydowałem się na stronę ojca. Jak to było. Ja pracowałem jako tłumacz, zajmowałem się tłumaczeniami i szkoleniami.
A miłość… Byli kochanki. Ale ja znam, że ich zainteresowania obejmują nie tylko mnie, ale i moją kwarę. Warte, nie musi się napracować, łatwiej dopadnie mnie z kwarą. Nie w to mam ochoty.
Jeden raz w mieście odbywała się wystawa zagranicznych firm, zaprosili mnie, by pracować. Podałem się do pracy. I wtedy zaprosili mnie do Warszawy. Poprosił o czas. A dzisiaj podjąłem decyzję.
***
Po pracy postanowiłem wejść do ojca.
– Tato, jadę do Warszawy. Kwarter wolna, możesz wrócić. Obiecujesz, że jeśli ci czegoś będzie brakować, powiesz mi. Obiecujesz?
– Nie mam nic, córko. Nie pojedę. Może mama zdecyduje się sprzedać kwarę? Tym bardziej tutaj u\Route. Ty tylko dzwoń.
– Będę, obiecuję, tato.
– Nie zamierzasz się ubezpiecza psia?
– Zostanę, zanim się ubezpieczysz, na ślub zaproszę Cię na pewno – obiecałem.
– W porządku, nie spiesz się. Ty chcesz coś zjeść? Maria ma świetną zupę barszczową!
– Maria zaszczepiła barszcz? – przeproszyłem i przytulili ojca.
– Nie wstydź się. Cieszę się za ciebie.
– Obejdź się u mamy. Nadal jesteś jej na coś dzieckiem?
– No dobrze, tato, już muszę uciec. Trzeba uporządkować rzeczy. Przyszedłem wcześniej. – Uściskałem ojca i pocałowałem go w wątrolę.
On przerósł mnie długo.
Począł długo, ale w końcu postanowiłam się pożegnać z matką. Relacje odmienione były chłodno i napięte.
Zobaczyłem matkę, gdy szła do domu. Poszyustało się powoli, z dwoma ciężkimi torbami, patrzała sobie pod nogi. Chciałem ją dogonić, ale wtedy z wejścia wyszedł mężczyzna. Zapytał matkę o coś.
– Nie dam! Znowu wypijesz… Czy możesz to zrozumieć? Lepszym byłby szukając pracy, darmiut. –
Odwróciłem się i poszedłem dalej. Zadzwonię do niej później. Znowu przypomina się tę sprzeczkę. I co, mama szukała sobie „silnego męskiego ramienia”, a znalazła najgorsze. On również obiecywał jej dobre życie. Złość na matkę nie przechodzi, chociaż jej też było żal, jak i ojca.
Jeśli nie miałbym tej sprzeczki, prawdopodobnie długo bym choćby się zakochał jak Ania, pobiegł, urodził się. Moje życie było inne. Żadnych Warszaw, żadnej kariery… Nic. Będzie, i kariery, i mieszkania w Warszawie. A „silne ramię”? To bez niego nie zamrzesz.
Rodzice często są tak zajęci swoimi problemami, że nie zwracają uwagi na dzieci, myślą, że one niczego nie widzą, nie rozumieją. A dzieci słuchają i zauważają każde nałogowe słowo, zapamiętują wszystko, co wydano. I budują swoje życie za wzorem rodziców, albo wybierają coś przeciwnego, tracąc proste ludzkie szczęście.

Rate article
Fajna Tajna
Konflikt