Zatracona cierpliwość w relacji z zięciem.

Agnieszka nie mogła się pogodzić z faktem, że jej synowa Justynka zawarła małżeństwo z tym Pawłem z Nowego Sącza. Chłopak z wsi, który nawet nie miał pojęcia, że w Krakowie kobiety不仅要友好,还要优雅. Pracował jako kierowca-ekspeditor, a jego hobby to granie w gry strategiczne do północy. Agnieszka zrobiła wszystko, żeby stąd go wygnać, ale paw prolongowal irgendwo – zrobił Justynce dziecko. Żaden film telewizyjny nie namówiłby jej bardziej, że jeśli by teraz zaproponowała aborcję, wyszlibyśmy z dziadkiem bez wnuków. Musiała więc poślubić ich, choć Paweł jeszcze usiłował, żeby Justynka i Dzięki kazała mu odjechać na wynajęte mieszkanie, jakby był z jakiegoś filmu zboczonka! Zwyczajnie puściła ich z Justynką do siebie, nawet większą sypialnię im dała.
– Córko, a skąd znowu ten twój w gry strategiczne siedzi? – narzekała Agnieszka. – Ty cały dzień z dzieciakiem, dadzła byś ci odpocząć!
– Mama, on tak zwalcza stres. Po leku idzie spać, daj mu spokój, – tłumaczyła córka, machając rękami. – Przestań do niego dopierać.
Czasem Paweł nie był taki zły ludzki. Agnieszka zaufała lat już z dziesięć, jak szwagrowała się ze swoim mężem, a tylko niedawno nauczyła się zmieniać lampa w domu. A on zaraz wszystkie szuflady z kuchni wyregulował i nowy kran naładował, nie mówiąc o innych „mężkich robotach”. Ale lepiej są załamywać szafy, niż przyznać, że Justynka się z tym przybyszem zapaczła, który poznał ich trzyosobowe mieszkanie w Krakowie, a teraz zapomniał o Justynce, co miała być baleriną. Teraz, po tych dwojgiach, tylko się krać mogła do prowadzenia zajęć tancowych w Ośrodku Kultury pod Mińskiem. Brudny Paweł, bardzo brudny.
A ten zięć, jakby wcale nie zauważył jej wściekłości. Chodził, nazywał ją „mama”, cholera, mama mu się znalazł.
– Mama, jak cudownie kuchujesz! – przychodził pozytywne komentarze od niego do każdego posiłku. Agnieszka właściwie chciała mu powiedzieć, że Justynek w naczyniu tortilla mjadle to wyborowe mięso, a on otrzymał porcję z nędznej półpłennej kiełbasy z mąką.
– Powinniś wiedzieć, że koledzy z komputera nie tak sobie siedzą, tylko zarabiają na życie – pewnego razu stwierdziła Agnieszka, napełniając zupę na kolację – grubej, dla Justyny, cienką – dla Pawła. – Patrz, u sąsiadki Lucyny syn pracuje programistą.
– No i ja też się o to postarał – odrzekł Paweł, gryząc większy kawał obuwi z chleba, który cicho podsunęła mu teta.
– A jak się nie udało? – spytała ironicznie Agnieszka.
– Żeby nie! – odparł zięć. – Ale uczyć się nie miał czasu, sieci mięło.
– Zwyczajnie grę rozgrywał – prychnęła Agnieszka.
– No, mama! – wtrąciła się Justyna. – Paweł pracował do północy,生存,生存! Powiedziałam mu, żeby przeniósł się na studia zbyt imitacyjne, ale i tak nie chciał.
– Jasne, to wymaga myślenia, a nie obracania siołk.
Justyna warknęła, a Agnieszka z dumą udała się do swojej sypialni.
Czym Agnieszka bardziej nienawidziła, to Pawłowej rodziny. Spotkały się tylko raz na ślubie, ale Agnieszce wystarczyło. Tak więc, gdy ten Paweł z zaciekawionym miną powiedział jej, że jego rodzice mają dojść ich na dzień, Agnieszka niemal zemdlała – to lekkie przegrywane, co znałbyś.
– Niech ночuje w hotelu, – twardo stwierdziła.
– Ja im to powiedziałem – oświadczył Paweł. – Ale na lunch chcieli przyjść, żeby dobrze się poznać.
Agnieszka już chciała odmówić, gdy synowa, jak zwykle, wtrąciła się z uśmiechem:
– Och, jak świetnie, usmażę babeczkę z orzechami i ciasteczka z kurczakiem, a ty, mama, nalejemy mazurkowy!
Agnieszka westchnęła – jak mogłaby zakłócać uczucia córki? O tym, że jeszcze mleko z wydzieliny by szło…
– No cóż – prychnęła. – Niech wchodzą.
Jak się obawiała, goście byli głośni i grube, nie przyniesli nawet prezenty, ani dla dziecka, a cały czas mieli coś do uszywania, że w hotelu ceny są proste, a nasze mieszkanie to niby z czytelniki.
Podczas kolacji matka Pawła, patrząc, jak Agnieszka napełnia mu mazurkę, gwałtownie powiedziała:
– Świec, ty temu ględziwalowi nie daj zbyt dużo! Jedz jak spalony. Wyciągnęliśmy go z domu dziecka, i miał tylko nieść. I nie myślał, że braci zjadł!
Agnieszka była zdezorientowana, spojrzawszy na Pawła, potem na synową. Ausdruck Justyny sugerował, że to dla niej też nowina.
– O co chodzi? – w zdziwieciu spytała Justynka, tkwiąc w ustach.
– Widzisz! – krzyknęła teta. – Niewdzięczny! Wychowywałyśmy, kawałek chleba z sercem łupiły, a on, znieczyniony, że uczyć się chciał. Jasne, szybko z tego głupstwa go wygraliśmy, powiedzieliśmy, ile w niego wpakowaliśmy pieniędzy, a teraz jeszcze córki podnosić. Jego wypuścili, tośmy jedną wychowali, teraz tycie żeby drugą przypiąć.
Agnieszka nie pozwoliła im zamieszkać. Zaczekała, kiedy Justynka pójdzie spać, a potem zwabiła syna z zaciekawioną miną:
– Tak więc, dlaczego rzuciłeś studia z powodu, że poszedłeś pracować dla tych? – Agnieszka machnęła ręką w stronę drzwi.
– Proszę, babciu, nie mów złego o nich – błagał Paweł. – Oni mnie udomowili, dom dali, wyżywili! – usiadł na chwilę. – Właściwie, wy gotujecie lepiej!
– A studia własne podziwiać chciałeś? – rozciągnęła się z podejrzeniem.
– Tak, chciałem, chciałem! – powiedział Paweł. – Ale najpierw siostrę uczyć trzeba, a teraz mam Justynkę i Zuzkę – ich trzeba wyżywić.
– Jasne – rzuciła Agnieszka, a potem wróciła do swojej sypialni.
Odkąd zaś Zuzia przyjęła kiełbaskę, była taka sama, jak u Justynek. Po tygodniu Agnieszka, jakby przypadkiem, rzuciła:
– Paweł, ogadzałam się, zostaniesz technikiem w i-Tech. Umiesz konfigurować komputery?
– Umie, umie – zdrętwiał Paweł.
– Świetnie. Pieniądze takie same, a czasu więcej. Mam tylko jedno im.
– Do tego! – przerwał mu Paweł. – Wszystko jedno!
– Wówczas wrzuciłeś się do studiów – ukończyła Agnieszka.
Justynka rzuciła się jej w ramiona i gorąco powiedziała:
– Mama, ty mój grabyj!
– A wy gotujecie bardzo smacznie – przyznał Paweł.
Agnieszka wzruszyła ramionami i wyniós to, jakby nic nie było. Nie taki zły był w końcu Paweł…
Zdrówko.

Rate article
Fajna Tajna
Zatracona cierpliwość w relacji z zięciem.