– Wandziu, ty chyba zupełnie rozum postradała? – Marzena palnęła dłonią w stół, aż filiżanki zadźwięczały. – On cię traktuje jak szmatę do podłogi! Dziś przyjdź, jutro nie przychodź, pojutrze znów potrzebna!
– Marzena, po prostu nie rozumiesz – zmęczonym tonem odparła Wanda, mieszając cukier w kawie. – Sasza to zapracowany człowiek, własny biznes, ciągłe spotkania. Jak znajdzie czas, wtedy się spotkamy.
– A niech jego biznes! – przyjaciółka aż poczerwieniała z oburzenia. – Masz już trzydzieści sześć lat, Wandziu! Jak długo możesz być awaryjnym lądowiskiem?
Wanda skrzywiła się. Typowe dla Marzeny – prosto z mostu, bez owijania w bawełnę. I trudno zaprzeczyć, bo przecież mówiła prawdę. Tyle że prawda ta kłuła jak oset.
– Co mi pozostaje? – cicho zapytała, patrząc przez kawiarnianą szybę. – Pięknych kobiet jak maku, a ja… przeciętna. Ale praktyczna. Nie awanturuję się, nie wymagam, nie kapryszę.
– Jezus Maria, słuchaj siebie! – Marzena złapała ją za rękę. – „Praktyczna”! Co ty, szufelka? Masz wyższe wykształcenie, dobrą pracę, własne mieszkanie. Jesteś mądra, życzliwa, wierna…
– Tylko nieładna – przerwała Wanda z gorzkim uśmiechem. – A mężczyźni wybierają oczami, sama wiesz.
Marzena opadła na krzesło, kręcąc głową ze zdumienia. Dwadzieścia lat przyjaźni, a koleżanka wciąż nie wierzy w własną wartość. Tak było od studiów – zawsze w cieniu efektownych dziewczyn, zawsze gotowa się dostosować, podlizać, nie przeszkadzać.
– Pamiętasz Olgierda z uczelni? – niespodziewanie spytała Wanda.
– Pamiętam – Marzena się ożywiła. – A co?
– Strasznie mi się podobał. Przez trzy lata łaziłam za nim jak cień, podsuwałam notatki, pomagałam na seminariach. A on nawet nie zauważał. Dopiero jak pojawiła się ta… jak jej… Krysia Wolska, od razu zaczął wokół niej krążyć.
– Toć to sto lat temu! – Marzena załamała ręce.
– Dla mnie jak wczoraj – Wanda uśmiechnęła się smutno. – Zrozumiałam wtedy podstawową zasadę życia: piękne dostają wszystko od razu, reszta musi być użyteczna. Praktyczna.
– Wandziu, ale przecież ten Olgierd… Co się z nim stało? Alkoholik i niedojda! A twoja piękna Krysia trzy razy za mąż wyskoczyła i trzy razy rozwód wzięła. Gdzie oni są, a gdzie ty?
– Oni żyją – cicho odpowiedziała Wanda. – Ja się dostosowuję.
W tej chwili zadzwonił telefon. Wanda spojrzała na ekran i natychmiast się ożywiła.
– Halo, Sasza? Tak, jestem wolna. Jasne, przyjadę. Za godzinę? Dobrze, czekam.
Marzena z przerażeniem patrzyła, jak twarz przyjaciółki się przeobraża – pojawia się dziecięca radość, gotowość biec na pierwsze wezwanie.
– Wandziu, nie idź – szepnęła. – Powiedz, że jesteś zajęta.
– Nie mogę – Wanda już pakowała torbę. – Znalazł dwie godziny między spotkaniami. Tak dawno się nie widzieliśmy.
– Pięć dni temu!
– To dużo – uparcie powtórzyła Wanda i wstała od stolika.
Marzena została sama, obserwując przez szybę oddalającą się postać przyjaciółki. Co się z nią stało? Kiedy ta inteligentna, utalentowana kobieta zmieniła się w dodatek do cudzego życia?
A przecież kiedyś było in
A teraz siedziała przy oknie z gorącą herbatą, wpatrzona w deszcz za szybą, i po raz pierwszy od lat myślała nie o tym, czy ktoś znajdzie dla niej czas, ale jak *ona* chce spędzić czas.



