– Malwino, spójrz na niego! – szepnęła sąsiadka Gabriela Nowak, wskazując głową na działkę naprzeciwko. – Oto mąż jak należy! Co tydzień kwiaty dla żony, rano umył samochód, by Bronię na pracę odwieźć. A gdzie *twój*?
Malwina bezmyślnie mieszała bigos, nie odrywając wzroku od kuchenki. Za oknem rzeczywiście widać było Bogumiła z siódmego domku, który troskliwie sadził sadzonki pomidorów, a na pobliskiej ławce leżał bukit amarantowych róż.
– Gabrysiu, daj spokój – zmęczonym głosem odparła Malwina. – Każdy ma swoje życie.
– Jakie swoje? – oburzyła się sąsiadka, przysiadając przy kuchennym stole. – Przyjrzyj mu się! Działka jak z pocztówki, żonę adoruje, wnuki co weekend wozi na rowerze. A Bronia? Chodzi taka rozpromieniona! Wczoraj spotkałam ją przy sklepie, pół godziny opowiadała, jak Boguś wieczorami masuje jej stopy.
Malwina skrzywiła się. Bogumił Kowalczyk naprawdę był wzorowym mężem. Wszystkie sąsiadki o tym gadały, wiedziała o tym cała ulica. Pierwszy odgarniał śnieg nie tylko ze swojej posesji, ale i emerytom pomagał. Naprawiał płoty, pożyczał narzędzia, nigdy na żonę głosu nie podniósł.
– A co mi z tego? – Malwina wyłączyła palnik i odwróciła się do sąsiadki. – Mój Wojtek też dobry człowiek.
Gabriela parsknęła.
– Dobry! Wczoraj o jedenastej wieczorem muzykę włączył na cały regulator, moja wnuczka obudziła się i ryczała do rana. A przedwczoraj jego samochód całą drogę zastawił, Tadeusz ledwo się przecisnął.
– Po prostu miał zły humor – broniła się Malwina, choć sama dobrze wiedziała, że wymówki brzmiały słabo.
Wojtek naprawdę nie był ideałem. Potrafił zapomnieć o urodzinach, zostawić brudne naczynia w zlewie na tydzień, wydać połowę pensji na wędkarski sprzęt. Ale Malwina kochała go takim, jaki był. Kochała jego niezdarne próby zrobienia śniadania, gdy chorowała. Kochała, jak pochrapywał we śnie. Nawet jego nawyk rozrzucania skarpet po całej sypialni miał dla niej urok.
Po wyjściu sąsiadki Malwina wyszła do ogródka podlewać ogórki. Przez płot dobiegała cicha rozmowa Bogumiła z żoną.
– Broniu, może ci krzesło wyniosę? Nie klęcz, krzyż nadwerężysz.
– Nie trzeba, Bogusiu, tylko truskawki szybko sprawdzę.
– To ja tymczasem herbatę zaparzę. Z cytryną czy konfiturą?
– Z konfiturą, serduszko.
Malwina mimowolnie porównała tę rozmowę z ranenną kłótnią z własnym mężem.
– Wojtek, nie śniadanie gotowe!
– Zaraz! – krzyknął z łazienki, po czym dodał: – A kawa jest?
– Rozpuszczalna w słoiku, znajdziesz.
– Ale gdzie ona tam…
W efekcie Wojtek wyszedł do pracy, wypiwszy tylko herbatę, bo kawy szukać się nie chciało, a Malwina cały dzień miała sobie za złe, że nie postawiła mu filiżanki na stół wcześniej.
Wieczorem, układając do snu wnuczkę Karolinę, która gościła na wakacjach, Malwina usłyszała westchnienie dziewczynki.
– Co się stało, słoneczko?
– Babciu, a czemu pan Bogumił z siódmego domku codziennie pani Broni kwiaty daje? A mój dziadek Wojtek tobie nigdy nie daje.
Malwina przysiadła na skraju łóżka, poprawiła Karolinie kołdrę.
– A ty byś chciała, żeby dziadek mi kwiaty dawał?…
– Chcę! Przecież jesteś dobra, czytasz mi i pierogi pieczesz. Czemu on tobie nic nie daje?
Prawda z dziecięcych ust zabrzmiała wyjątkowo dotkliwie. Malwina nie wiedziała, co odpowiedzieć, więc tylko pocałowała wnuczkę w czoło i szepnęła: „Śpij, kochanie”.
Nazajutrz, spotkawszy w sklepie Bronisławę Kowalczyk, Malwina mimowolnie się jej przyglądała. Bronisława naprawdę wyglądała na zadowoloną kobietę. Zadbaną, w pięknej letniej sukience, z elegancką fryzurą.
– Malwina, dzień dobry! Jak leci? – uśmiechnęła się Bronisława, wybierając pomidory.
– Po staremu, a u ciebie?
– Świetnie! Boguś dziś bigos postanowił ugotować, mówi: “Daj, żonusiu, odpocząć”. Wyobrażasz? – Bronisława zaśmiała się. – Tylko i tak będę obok, bo pomyli sól z cukrem.
– Szczęściara jesteś z mężem – powiedziała Malwina, a w głosie jej zadrgała nuta zawiści.
– Jestem – zgodziła się Bronisława, ale dziwnie zamyślony cień przemknął po jej twarzy. – A jak twój Wojciech? Słyszałam, nową wędkę kupił?
– Kupił. Co weekend teraz nad Wisłę jeździ.
Rozeszły się, a Malwina całą drogę do domu myślała o tym, jak wspaniale byłoby, gdyby Wojtek choć raz zaproponował jej odpocząć czy obiad przygotował. Ale w domu czekał znajomy obraz:
Ale w domu czekał znajomy obraz: Wojtek siedział przed telewizorem z puszką piwa, jego robocze buty leżały na podłodze, a w kuchennym zlewie stała brudna patelnia po jajecznicy, jednak kiedy nieśmiało podała mu dzbanek z ciepłą herbatą, jego dłoń instynktownie przytuliła jej dłoń zamiast długich dyskusji.



