Prawo do błędu. Alicja odkryła sekret ojca przypadkiem – tego dnia wagarowała, by towarzyszyć koleżance do salonu tatuażu. Nie chciała iść do galerii w mundurku, więc wpadła do domu przebrać się. Gdy ściągała dżinsy, zaszeleścił klucz w zamku. Zamarła, balansując na jednej nodze, druga uwięziona w materiale. Serce zabiło jak dzwon – włamywacze? Ale w następnej chwili rozpoznała głos taty. Nagrywał wiadomość głosową.
– Wezmę tylko dokumenty i jadę. Nie mogę przecież powiedzieć, żem był na siłowni, gdy torba leży pod łóżkiem…
Kolejny głos, kobiecy, ciężki od tęsknoty:
– Kochanie, boże, jak ja się za tobą stęskniłam… Śpiesz się, upiekłam pierogi z jagodami, twoje ulubione, stygną! Całusy!
Znajomy głos uderzył Alicję jak grom – ciocia Kasia! Koleżanka taty z redakcji, siostra przyjaciółki mamy. Lubiła ciocię – była inna niż inni dorośli. Słuchała hip-hopu, nie tych wiecznych żali rodziców. Dopiero po chwili znaczenie słów dotarło do Alicji. Cisza. Ojciec wyszedł. Dziewczyna osunęła się na łóżko. Tak, jej ojciec zdradzał mamę. Co teraz? Powiedzieć? Jak żyć z nim i z tą kobietą?
Nierozwiązany problem zawisł nad nią jak miecz Damoklesa, gdy biegła do koleżanki Magdy, która zasypała ją SMS-ami. Tyle czekały na tę wizytę w studiu. Ale radość zniknęła bez śladu.
– Ola, co z tobą? – Magda nie dawała za wygraną. – Kwękasz jak kura? Też chcesz tatuaż? Spoko, podrobię mamie podpis!
Jakże chciała się komuś wyrwać, podzielić ciężarem tej strasznej prawdy. Ale nawet Magdzie nie mogła powiedzieć. Udawała więc, że sprawa w tatuażu.
Przez dwa tygodnie nie mogła się uczyć, unikała Magdy, miała ostry jeżyk dla mamy, na ojca patrzyła z pogardą. Co robić? Pewnego dnia omal nie wygadała się mamie, ale tamta zaczęła ją besztać za dwóję z chemii. Pokłóciły się na zabój. Wieczorem mama przyszła z pączkiem – ulubionym przysmakiem Alicji.
– Koty, sorry, że na ciebie nakrzyczałam. Wiem, że to niepedagogiczne. Ale tak się martwię o twoje egzaminy! Chcę dla ciebie dobrze…
– Mamo, daj spokój, daję sobie radę! Ten pączek dla mnie?
– Oczywiście. Pogodziłyśmy się? Nie cierpię, gdy się kłócimy.
Alicja wzięła pączek, cmoknęła mamę w policzek i przysięgła sobie – nigdy jej tak nie zrani. Jeśli tak przeżywa ich głupią sprzeczkę, co będzie, gdy dowie się o ojcu? Trzeba za wszelką cenę chronić ją przed tą prawdą.
I tak Alicja mimowolnie została wspólniczką zdrady. Kłamała dla ojca o jego „dłuższych zebraniach”, przypominała o świętach rodzinnych i prośbach mamy, odwracała jej uwagę, gdy dzwoniła ciocia Kasia. Jednocześnie traktowała ojca lodowato, pełna nieskrywanej wrogości.
Potem nastał pozorny spokój. Ojciec wracał na czas. Alicja zdała do pierwszej liceum. Koszmar zdawał się kończyć. Poznała też Kacpra, starszego o dwa lata studenta prawa, grającego w kapeli. Wieczorami chadzali w grupie, coraz częściej oddalając się na osobne spacery. Tego wieczora przy fontannie Neptuna czas minął jak szalony. Słońce dawno zaszło. Musiała lecieć. Może nikt nie zauważy? Wślizgnęła się do domu na palcach.
*Uff, chyba się udało…*
– Alicja? – głos mamy rozdarł ciszę.
Mama zajrzała do pokoju.
– Trochę późno wróciłaś.
Alicja spodziewała się burzy, ale mama wydawała się tylko zamyślona.
– Przepraszam, zasiedziałyśmy się z Magdą. Mamo, wszystko okej?
W świetle lampy błyszczały zaczerwienione oczy mamy.
– Wszystko… Słuchaj, ty z tatą nie kupowaliście czegoś u jubilera? Tak tylko pytam…
Alicję ostrzegło jakieś szóste zmysłem.
– U jubilera?
– No… przypadkiem znalazłam paragon na kolczyki i pomyślałam…
– A, tak! Przepraszam, zapomniałam powiedzieć! Poprosiłam tatę o pieniądze na prezent dla Magdy. Ma niedługo urodziny… Przecież przekłuła niedawno uszy. Za drogo? Sorry, mamo.
Twarz mamy rozjaśniła się nagle.
– Ależ skąd! Nie bierz do głowy. To ja tak… Jesteś taka dojrzała, pamiętasz o ważnych datach. Cała w ojca!
Kłamstwo paliło ją żywym ogniem. Następnego dnia zdecydowała – koniec! Rozmowa z ojcem? Myśl o niej przyprawiała o mdłości. Ale spotkanie z ciocią Kasią… To może udźwignąć. Nie wiedziała, co
Wieczorem, gdy świeża tatuaż “Miłość jest ślepa” krwawiła na przedramieniu, a zapach środka dezynfekującego zdradzał dopiero co opuszczone studio, Alicja i Magdalena w milczeniu patrzyły na Warszawę oświetloną neonami, a zimny wiatr znad Wisły zdawał się wdzierać głęboko w kość, wlewając bolesną pewność, że już nigdy nie zaufa tak bezgranicznie żadnej osobie.
Prawo do pomyłki.



