Karolina odkurzała gabinet męża, gdy jej dłonie natknęły się na stos papierów przy krawędzi biurka. Kartki rozsypały się po podłodze, a gdy schyliła się, by je zebrać, spod fotela mignął czarny przedmiot. Wyciągnęła wysłużony telefon w wytartej obudowie.
“Dziwne” – szepnęła, obracając go w dłoniach.
Nowy iPhone Andrzeja zawsze leżał przy łóżku lub w kieszeni marynarki. Ten był tańszy, prostszy… obcy. Wcisnęła przycisk – ekran pokazał datę bez zabezpieczenia. W gardle ścisnęło ją jak kleszcz.
Osunęła się na fotel. Dwadzieścia trzy lata małżeństwa – kłótnie, zarzuty, chwile zwątpienia. Ale drugi telefon? Nigdy nie była zazdrosna. Dumała, przeglądając menu. Brak zdjęć. Kilka kontaktów oznaczonych inicjałami. Wśród nich “A.W.”
“Czekam dziś o 19:00 jak zwykle?” – pisał Andrzej trzy dni temu.
“Tak” – krótka odpowiedź.
Później:
“Dzięki za wczoraj. Jak zawsze perfekcyjnie.”
“Miło mi. Jutro też?”
“Spróbuję. Karolina coś przeczuwa.”
Zrobiło jej się ciemno przed oczami. *Ona* coś przeczuwa? Dotąd nawet myśl jej nie przyszła!
W przedpokoju zatrzasnęły się drzwi. Andrzej wrócił wcześniej. W panice schowała telefon w kieszeń szlafroka.
“Kochanie, jesteś?” – jego głos rozległ się z holu.
“W gabinecie, sprzątam” – odparła, starając się, by głos nie drżał.
Wszedł – wysoki, w eleganckim garniturze. W pięćdziesięciu latach wciąż przykuwał spojrzenia. Zwykle ją to cieszyło. Teraz poczuła dreszcz.
“Jak dzień?” – spytała, przecierając półkę.
“Klient wyjątkowo uparty.”
*Który? A.W.?* – Nie zapytała.
“A ty czemu wcześniej?”
“Stęskniłem się” – objął ją, wtulając twarz w jej szyję. Pachniał zwykłym wodą kolonialną i… papierosami, choć rzucił pięć lat temu.
Wieczór mijał w napięciu. Gadali o córkach: starsza Kinga mieszkała w Poznaniu z mężem, młodsza Ola kończyła studia. Andrzej zachowywał się normalnie.
Gdy poszedł pod prysznic, przeszukała jego teczkę. W bocznej kieszeni marynarki znalazła wizytówkę: *Alicja Wojciechowska*.
Nazajutrz przy śniadaniu nie wytrzymała:
“Jesteś ze mną szczęśliwy?”
Andrzej uniósł brwi:
“Skąd te pytania?”
“Po prostu odpowiedz.”
“Oczywiście” – przykrył jej dłoń swoją.
Dotyk, który dawniej rozgrzewał, teraz parzył.
Wieczorem przyniósł jej ulubione goździki.
“Po co to?” – spytała, czując, jak żołądek podchodzi jej do gardła. *Kwiaty z poczucia winy?*
“Tak, bez powodu.”
Przy kolacji wybuchła:
“A gdybym miała drugi telefon? Do tajnych rozmów?”
Andrzej zachłysnął się winem:
“O co ci chodzi?”
Nie mówiąc słowa, przyniosła czarny telefon i położyła przed nim.
“Aha! Więc tu się podział!” – uderzył się w czoło.
“To wszystko?!” – głos jej się załamał. “Dwadzieścia trzy lata, Andrzeju! Jak mogłeś?”
Rozbawiło go to. Śmiał się do łez.
“Alicja Wojciechowska to… nauczycielka gry na gitarze” – wyjaśnił w końcu. “Chciałem zagrać ci twoją ulubioną piosenkę na rocznicę…”
Karolina nie wierzyła, dopóki nie przyniósł gitary i nie zagrał – nieudolnie, ale z zapałem – *Dni, których nie znamy*.
Płakała ze wstydu.
“Wiesz co?” – szepnęła, gdy kładli się spać. “Fascynujące, że po tylu latach wciąż potrafisz mnie zaskoczyć.”
Nazajutrz Andrzej znalazł na stole opakowanie: nowy kostium do gitary, bilety na koncert Myslovitz i rezerwację w pałacu w Kurozwękach.
“Marzymy razem” – powiedziała tylko.
Stał tak, trzymając ją, jakby po latach rozłąki. Teraz wiedziała – przed nimi wciąż było pełno rzeczy do odkrycia.



