Agata milczała. Ale teściowa zaczęła mówić:
— Panienka, jesteś wspaniałą mężatką! Jak piękna, całą kuchnię trzymasz jak z opowieści! Trzeci raz zakładać się z żurkiem, nie można. Szczęściarz mój Tomasz! — Zofia Antoniuk promieniowała, sięgając po serniczki z piękniczka. — Kiedyś mój zmarznięty mąż mówił, że kobieta musi być porządkowana. Piękność to temat czasowy, ale dom to podstawa!
Agata uśmiechnęła się, odłożyła nadgarstek z talerzyka i poszła do kuchni zabierać z piekarnika pieczony szynkiewic. Znała już dość chyberek matki męża, które zawsze prowadziły do czegoś wyrafinowanego, ale nieprzyjemnego.
— Tomasz powinien złożyć ręce na ciebie, że starzył Pan Bóg taką kobietę. Uwielbiałam patrzeć na te nowe dziewczyny, które tylko i tylko do klubów chodzą — ciągnęła Zofia Antoniuk, nie zauważając, jak syn zmruża się od jej słów. — Kobiety mojego pokolenia były bardziej trwałe. Matki się stawały wcześniej…
Tomasz przekazał usprawnienie proszby do żony, która wracała właśnie z kuchni.
— Cisza, Zosia, to dobiegłeś do psikusów, — spokojnie wygłosiła Agata, mówiąc o nowej porcji szynkiewic, jakby nie zauważyła subtelnego znaczenia tej wypowiedzi.
— Dzięki, córuczko! Nie szkoda, że się nie straży, wszystko u вас robi się. — znacząco pokazała Zofia Antoniuk. — Kiedy się przytomni młodych chwil przezwycięża, no bo w naszej rodzinie to szampańskie radości: pięknie, zdrów i synu, a potem płać za dzieci, które się nie urodzą.
Agata milczała, tylko usta złożyły się w ciasny ruch. Miała trzydzieści dwa lata, a rozmowy o dzieciach były jak rana, która nigdy się nie zaszyła. Trzy niepowodzenia w in vitro przeniknęły jej serce. Z Tomaszem nie stracili wiary, ale ciśnienie matki, która na każdej randce wracała do zapytań o wnucząt, było straszne.
— Mama, załóżmy, że czegoś innego nie zrobimy, — Tomasz wziął żonę za rękę. — Trochę Cię widzę? Wreszcie się rozbełkotała?
— Skąd tam, synku! Remontarze mi wszystko załatwili, wyciągli okna, a w wykładzinie korytko zrobiło się. Trzeba to samu poprawiać. Choć w moim wieku to już trudno przy takim tarasie. Lepsza z chwili, że sąsiadeczka w końcu się dowiedziała.
— Gdzie jest moja pomoc? przypomniał Tomasz.
— Kawabunga, zajęci! Wasze życie! Która chcesz ten starego reverence odwiedzać?
— Mama!
— No to, no to! Młodzi, zajęci. Ale ten przedziwny narzut bym dodał: kobiety w moim wieku też radzą się, pracują, dzieci rosną, i to samotnie! Po tym jak mąż po szpitalu nie wrócił!
W pokoju nadszedł cisza. Tomasz zacisnął rękę żony. Agata milczała, obserwując wzór kociku, który niedawno wyciągnęła. Wiedziała, że spacerek z Zofią Antoniuk jest jak rozmowa w piwnicy — koniec konieczny: zarzucanie młodym, że yszy, że teraz wszystko prostsze, a przedtem było lepiej.
— Tomku, pamiętaj Alę, córkę mojej siostry Alicji? — wtrąciła się nagle teściowa. — Urodziła trzeciego syna! I jest niezmiennie o tyle, ile lat ma, dwadzieścia osiem. Pracuje w biurze prowadzącą. To jest kobieta!
— Świetnie, — wycedził Tomasz. — Mama, chcesz ciastko? Agata specjalnie dla Ciebie wyglądała, z takim, które lubisz.
— O, dziękić, moja mała! — rozpromieniła się Zofia Antoniuk. — Panienka, ale szlachetna! Ja, kiedy Pan i Pani się zawładnieli, bała się jak lada. No bo miała Pani o cztery lata więcej, myślałam…
— To przestępcy, mama, — przerwał Tomasz. — To nie jest różnica.
— Oczywiście, oczywiście! Jak ja temu czasu daję! — machała rękami teściowa. — Tylko myślałam… Wiadomo. To, że są Bóg, zajmują się sobą. Tylko… dzieci…
— Mama!
— Ja nic takiego! Tylko się martwię za Panią. Czas ciągle chodzi. Słyszałam, że przed laty dzieci starsze bywały…
Agata nagle wstała z stołu.
— Przepraszam, muszę zadzwonić, — szepnęła i wyszła z pokoju.
Tomasz wypatrzył żonę zaniepokojonego spojrzenia i odwrócił się do matki:
— Dlaczego to robisz?
— Co robimy? — zdumiała się Zofia Antoniuk.
— Wszystko o dzieci. Wiesz, że jesteśmy w trudności.
— Ja tylko się martwię! — teściowa pokryła rękę piersi. — A co, może szukać ciebie? Moja sąsiadka opowiadała mi o jakiejś ciekawej babce, która ziołami…
— Mama, trza, — był stanowczy Tomasz. — My z Agatą idziemy do najlepszych lekarzy. I się rozwiążemy. Ale Twoje wyzwiska i porównania z dziećmi obce nie pomagają.
— Ja tylko chętnie mam wnuczone, synku, — oczy Zofii Antoniuk zarosły łzami. — Przed mi chwile czuję się…
— Mama, masz sześćdziesiąt pięć lat.
— W naszej rodzinie kobiety wcześnie z tym kończy! — wybuchnęła teściowa. — Babcia wymrzeła w sześćdziesiąt trzy, prababcia wcześniej. Prorok pocreativecommons!
Tomasz zgryzionił ucho. Ten rozmów doprowadzał się codziennie, a każdy razem kończy sie jakby: matka płakała, Agata wypromieniowała się, a on był między dwojgiem czegokolwiek.
W pokoju wróciła Agata, całkowicie spokojna, tylko oczy jaśniały ostrzej niż zwykle.
— Zofio, co robić? — spytała, jakby nic się nie wydarzyło.
— Dzięki, małżynko, ale dzisiejszym nie mogę. Ciśnienie, — westchnęła teściowa. — Ale czajku z ciastkiem — z ochotą.
Wieczór przebiegł tak samo: teściowa opowiadała o chorobach, jak ciężko bez męża, o sąsiadach, których dzieci dzwonią w każdy dzień i jeżądają na wczasach. Tomasz niepokojony przerywał, ale starano się zachować rozmowę. Agata milczała, od czasu do czasu się uśmiechnęła i proponowała dodatki.
W końcu Zofia Antoniuk zaczęła się kończyć.
— Tomasz, to traffic was driving me, — powiedziała, zakładając płaszcz. — Temu już ckliwie. Wariat.
— Oczywiście, mama, — Tomasz pocałował żonę. — I bardzo szybko, nie czekaj mnie.
Gdy za teściową i mężem zamknęła się drzwi, Agata bezwładnie opadła na kanapę. Wieczór był trudny, ale się trzymała. Jak zawsze. Milczenie, uśmiech, cierpliwość. Czasem czuła, że trochę więcej, i eksploduje, wyleje wszystko, co zbierała przez trzy lata małżeństwa. Ale nie mogła. Tomasz kocha matkę, mimo wszystkich jej wad, a jawna awantura uczyniłaby go nieszczęśliwym.
Agata zaczęła sprzątać ze stołu, gdy zadzwonił telef. Na ekranie pojawiło się imię teściowej.
— Zofia, — zdziwiła się Agata, — coś zapomniała?
— Nie, nie, moja kochanko, — głos matki był nienajlepszy. — Ty tylko… Tomasz pojechał za taksi, a ja pomyślałam, że musimy porozmawiać. Kobieta z kobietą.
— O czym? — zaniepokojona spytała Agata.
— O dzieciach, moja. Wiesz, że próbujecie. I wiem, jak Pani bola.
Agata poczuła, jak w gardle zacina się kawałek smęci.
— Zofio…
— Nie, nie, daj mi skrócić, — przerwała teściowa. — Ja przez to szła. Po Tomaszu miałem trzy poronienia. Tak czegoś było… nie udało się.
Agata zastygnęła z tarczą w ręku.
— Nigdy o tym nie była, — cicho powiedziała.
— Tomasz nie wiedział, — westchnęła Zofia Antoniuk. — Nigdy nikomu nie mówiłam. To było… zacofane. Jakby kobieta była niewyidealna.
— Teraz wiele tak myśli, — gorzko się uśmiechnęła Agata.
— I ja myślałam, — nieoczekiwanie przyznała teściowa. — Kiedy pierwszy raz tu przyszliśmy, zobaczyłam, jak Pani piękny, sukcesowy, samodzielny. I choć starszy o cztery lata, ale płatki. A potem zauważyłam, jak Pani patrzy na dzieci w parku, i zrozumiałam… coś jakby. Że też… nie możesz.
— Dlaczego cały czas wspominałaś dzieci? — Agata ledwo kontrolowała łzy. — To… bola.
— Przepraszam, głupia, — usłyszała w telefonie cichy płacz. — Myślałam, że jeśli będzie naciska, to Pani… poważniej to podejdzie. Nie wiedziałam, że już wszystko próbowano. Tomasz wczoraj mi powiedział o tych in vitro… i takich spróbowaniach.
Agata zamknęła oczyma. Oznajmiał, że Tomasz zdradził matce o ich problemach.
— Ty nie głupia, Zofio, — delikatnie powiedziała. — Ty tylko bardzo chcesz wnucząt. To normalne.
— Chcę. Ale nie ceną waszego szczęścia, — głos teściowej zadrżał. — Wy z Tomaszem to moja radość. Widzę, jak go robisz szczęśliwym. To… resztę… przyjdz. Jeśli nie własne — usyństwiczcie. Teraz tyle dzieci bez rodziców. A może się uda jeszcze. Wszystko u was przed nami.
Agata milczała, nie wiedząc, co odpowiedzieć. To nieoczekiwane otwarcie teściowej rozklepło jej serce.
— A ja zawiadzioch, — nagle przyznała Zofia Antoniuk. — Pani jest silna. I masz Tomasz. A ja… Kiedy mąż został, zostałałam sama z dzieckiem. Miało trzydzieści dwa lata. Nikt nie pomagał. Trzeba było być i matką, i tatą, i wszystko zdarzili. Nie dlatego, że superkobieta, tylko bo wyboru nie było.
Agata milczała, porażona taką szczerością zwykle twardą i krytyczną teściową.
— Trudno, zaległa ją, — nagle przerwała siebie Zofia Antoniuk. — Tomasz zaraz będzie. Prost… Nie bierz mi zła, dobrze? I naprawdę chcę, byście byli szczęśliwi. I będziemy wspierać, żeby to było.
— Dzięki, — tylko i mogła powiedzieć Agata.
— Do dawaj, droga, — pożegnała się teściowa i odłożyła słuchawkę.
Agata długo siedziała z telefonem w ręku, próbując zrozumieć wydarzenia. Za trzy lata znać tej teściowej to była pierwszy rozmów z sercem. I wszystko się zmieniło.
Gdy wrócił Tomasz, znalazł żonę płaczą, ale dziwnie spokojną.
— Co się stało? — zaniepokojony spytał. — Z삼ia opet coś powiedziała?
— Tak, — przytaknęła Agata. — Wiele rzeczy powiedziała.
I zrelacjonowała mężowi rozmowę, opuszczając najbardziej osobiste momenty tej przeprosiny. Tomasz siedział z szeroko otwartymi oczymi.
— Nie wiedziałem o poronieniach, — delikatnie powiedział.
— Ona nie chciała Cię smucić, — Agata wzięła męża za rękę. — Wiesz, myśle my, że twoja mama bardzo samotna. I questa krytyki, te powtarzane wskazówki o wnukach – to jej sposób być bliżej nas.
Tomasz byt zamyślony.
— Myślisz, że powinniśmy częściej ją odwiedzanie?
— Myślę, że warto ją zapytać, czy nie chce tu zamieszkać, dopóki remont, — nieoczekiwanie powiedziała Agata. — Tym bardziej, że wtedy będziemy się lepiej poznawali.
Tomasz podejrzliwie patrzał na żonę.
— Czy jesteś pewna? Mama może być… trudna.
— Jak i wszystko, — uśmiechnęła się Agata. — Zbyt długo milczałam, kiedy trzebalo mówić. Może nas wszystkich czas zacząć być bardziej otwartych.
Na kolejny dzień Agata zadzwoniła do teściowej.
— Zofio, dzień dobry, — powiedziała, gdy ta podniosła telefon. — My tu z Tomaszem zastanawialiśmy się… Czy nie przyszliby z nami zamieszkać, dopóki remont trwa? Pokój gościnny się rozstał, a nie trzeba każdego dnia sprawdzać, co там рабочие zagrobiały.
Zakotłowało się milczenie. Agata poczuła, że się dynamically przestraszyła, ale usłyszała cichy, drżący głos teściowej:
— Dziekuję, Panienki. Ja… z chęcią.
— Świetnie, — uśmiechnęła się Agata. — Może załatwima z kotem? Nikt nie wie tak dobrze, jak on nie składa się z żadnych błędów…
— Oczywiście! — głos Zofii Antoniuk ożywił się. — Nauczę Cię tak szydzić, że wszystko Babcia zajrza!
Po zakończeniu rozmowy Agata poczuła dziwne ulgi. Może z tej teściowej nigdy nie będzie idealnej przyjaciółki, ale miedzy nimi narzło się coś, co przypominało wzajemne zrozumienie.
A trzy miesiące po przeprowadzce Zofia Antoniuk pierwsza zauważyła u Agaty objawy ciążki — jeszcze przed rocznym testem. Przyszła materna intuicja.
— Ja powiedziałam, że wszystko u вас się uda, — szepnęła, kucając na podwórku. — Trzeba było tylko trochę czekać.
Agata milczała, tylko mocniej objęła teściową. Czasem milczenie to zloto. Ale cònawsze ta rozmow, choć poczyniona w nocy, przez telefon, z kimś, kogo uważasz za obcy.
Zofia Antoniuk została z nimi nawet po zakończeniu remontu. Za pół roku po urodzeniu wnuczki poznała sąsiada, który był swoim małżonkiem i szybko w ich domie zaczęło się powiększać. Wykazowało się, że Waleryi Piotrowski świetnie gra na sitarze, uwielbia kuchnię i rozumie się na wnętrzu.
— Jak słodko, gdy jest człowiek w domu, — mówiła Zofia Antoniuk, zajęta kuchnią Razem z Agatą, gdy mężczyźni pracowali nad mebli w pokoju dla dziecka. — Pamiętam, jak kiedyś powiedziałam, że kobieta musi być porządkowana, a piękność to sztuka. Ale najważniejsze – gdy jest ktoś, kto Cię rozumie.
Agata spojrzała na teściową, odżywającą, młodszą, prawie nie przypominającą się żadnych choròb i dzieci sąsiadów. I powiedziała cicho:
— Najważniejsze – gdy jest z kim milczec. I z kim mówić.
Zofia Antoniuk zrozumiała klas. Od tej nościowej wizyty minął rok. Wiele się wydarzyło. Ale najważniejsze – między nimi więcej nie było ściany. Bo kiedyś, gdy żona milczała, teściowa zebrała odwagi i powiedziała wszystko, co naprawdę było ważne.



