— Mamo, daj już spokój! — Jakub gwałtownie odwrócił się od okna, gdzie śledził przejeżdżające auta. — Ile można powtarzać te same argumenty? Sto razy ci tłumaczyłem!
— Tłumaczyłeś?! — Helena Nowak załamała ręce. — Co mi tak naprawdę wyjaśniłeś? Że zostawiasz nas dla jakiejś obcej kobiety z dziećmi?!
— Ona nie jest obca! Ola jest moją żoną! — syn zacisnął pięści, głos mu drżał z gniewu. — A dzieci też teraz są moje! Rozumiesz? Moje!
Ewa milczała, siedząc przy kuchennym stole i kręcąc w palcach łyżeczkę do herbaty. Łzy spadały jej do ostudzonej herbaty. Nie płakała na zawołanie – ciekły same, jak deszcz za szybą.
— Twoje?! — Helena parsknęła ironicznym śmiechem, który brzmiał groźniej niż krzyk. — Oszalałeś?! Masz przecież rodzoną siostrę, która ledwo chodzi po tym wypadku! Masz matkę, która życie na tobie zawiesiła! A ty… ty uciekasz do obcych ludzi!
Jakub opadł na krawędź sofy, przecierając dłonią twarz. Te rozmowy go wykańczały, rozsadzały skronie.
— Mamo, postaraj się zrozumieć. Jestem dorosłym mężczyzną, trzydzieści dwa lata. Mam prawo do własnego życia.
— Własnego życia? — Helena usiadła naprzeciw syna, chwytając jego dłonie. — Kubusiu, złoty, co za życie można mieć z rozwódką i dwójką cudzych dzieci? Jesteś młody, przystojny, masz dobrą pracę. Znajdziesz sobie jakąś młodszą dziewczynę, urodzicie swoje…
— Nie chcę innych dzieci! — wyrwał ręce. — Maks i Daria — oni są już moimi dziećmi. Maks wczoraj nazwał mnie tatą. Rozumiesz? Pierwszy raz w życiu ktoś nazwał mnie tatą!
Ewa łkając wstała od stołu. Kulejąc, podeszła do brata.
— Kubie, a co ze mną? — jej głos był cichy, złamany. — Wiesz, że bez ciebie zginę. Po wypadku jedynie na ciebie liczę. Mama jest emerytką, pieniędzy nie ma. Kto mi pomoże, jak nie ty?
Brata uścisk. Jakub przytulił siostrę, pogłaskał po włosach.
— Ewciu, przecież nie umieram. Po prostu zamieszkam osobno. Będę pomagał, oczywiście. Ale mam teraz własną rodzinę.
— Własną rodzinę miałeś zawsze! — Helena nie wytrzymała. — My jesteśmy twoją rodziną! Rodzinną!
— Ola jest w ciąży — rzuczył cicho Jakub.
Zapadła cisza. Tylko tykał zegar na ścianie i za oknem pluskał deszcz.
— Co powiedziałeś? — matka zbladła, osuwając się w fotel.
— Ola spodziewa się dziecka. Naszego dziecka. Rozumiecie teraz, dlaczego nie mogę jej zostawić?
Ewa odsunęła się od brata, patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami.
— Ile czasu? — spytała.
— Dopiero pięć tygodni. Ale lekarze mówią, że wszystko w porządku.
— Jezu… — Helena zakryła twarz dłońmi. — Co ty narobiłeś, synku? Coś ty narobił?
Helena Nowak przepracowała ponad trzydzieści lat jako przedszkolanka. Dzieci kochała nad życie, ale wnuki od Jakuba wyobrażała sobie zupełnie inaczej. Nie od obcej rozwódki z dwójką bachorów, tylko od porządnej dziewczyny z dobrego domu.
— Mamo, co w tym złego? — Jakub usiadł koło matki, próbując objąć. — Doczekasz się w końcu wnuka. Albo wnuczki. Czy to źle?
— Od kogo się doczekam? — odsunęła się. — Od kobiety, co już raz wyskoczyła za mąż? Co już dwójkę urodziła? Kim ona jest? Skąd się wzięła?
— Ola pracuje jako pielęgniarka pediatryczna w naszym szpitalu na Woli. Dobra kobieta, ciepła. Dzieci cudowne, dobrze wychowane.
— A gdzie ich ojciec? — matka nie odpuszczała.
— Zginął w wojsku. Oli było ledwie dwadzieścia dwa lata, kiedy została sama z dwójką maluchów.
— Aha — Helena skinęła głową. — Więc szukała sobie frajera, żeby wszystkich utrzymywał. I znalazła.
— Mamo! — Jakub wybuchnął. — Dosyć! Nie jestem frajerem! Jestem dorosłym mężczyzną, który wybrał kobietę z miłości!
— Z miłości? — matka wstała, przechadzając się po pokoju. — Co ty wiesz o miłości? Przesiedziałeś lata w domu, jeździłeś do roboty, nam pomagałeś. Żadnego doświadczenia z babami. Pierwsza lepsza cię omotała.
Ewa znów usiadła przy stole, kładąc głowę na rękach. Po wypadku często bolała ją głowa, a od rodzinnych awantur stawało się to nie do zniesienia.
— Głowa mi pęka — poskarżyła się. — Możecie mówić ciszej?
— Ewciu, przepraszam — Jakub podszedł do siostry, dotknął jej czoła. — Gorączki nie ma. Brałaś tabletki?
— Brałam. Nie pomagają.
— Jutro pojedziemy do lekarza — obiecał brat.
— Jutro? — matka zaśmiała się szyderczo. — Jutro już nie będziesz miał czasu. Masz teraz inne zmartwianka. Obce dzieci do szkoły odp
Magda wyciągnęła telefon, by wysłać bratu ostatnią wiadomość: “Jutro wpadniemy z mamą i zapieczemy synowi piernik na powitanie”, gdy w oknie rozlało się nagle to oślepiające Wrocławskie słońce, zamiast zacinającego się deszczu.



