OCHRONA PRZEZ MIŁOŚĆ

OCHRONIONI MIŁOŚCIĄ
Spotkanie Zosi i Krzysztofa było zapisane w gwiazdach.

…Krzysztof nigdy nie widział swojego ojca. Wychowywała go mama i babcia. Gdy mały Krzyś pytał o tatę, mama mruczała coś niewyraźnego, że ojciec jest geologiem, zawsze w podróży, szukając cennych minerałów. Pewnego dnia, zirytowana, krzyknęła: – Nigdy nie miałeś taty, Krzysiu!

Jako dziecko Krzysztof akceptował te wyjaśnienia, ufając mamie bezgranicznie. Gdy podrósł, postanowił jednak dociec prawdy. W końcu nie spadł z nieba! Okazało się, że jego mama w młodości wyjechała w delegację i wróciła z dzieckiem – z nim. To babcia zdradziła mu sekret.

Krzysztof był niesamowicie szczęśliwy, że zagadka została rozwiązana. Dzięki Bogu, nie znaleźli go w kapuście. Postanowił, że przy pierwszej okazji spotka się z ojcem, czy ten tego chciał, czy nie. „W końcu jestem jego synem, a nie przypadkowym przechodniem!”. Przy okazji Krzysztof obiecał sobie: „Będę miał prawdziwą rodzinę. Żonę i dzieci. Tylko jedną żonę i wiele dzieci.”

…Zosia również nie zaznała ojcowskiej miłości. Jej rodzice rozwiedli się, gdy miała niecałe dwa lata. Ojczym zastąpił tatę. Był dobrym człowiekiem, ale jednak… Zawsze stawiał Zosi za przykład swoje dzieci z pierwszego małżeństwa. To ją irytowało. W skrócie, jedyną miłość, na jaką mogła liczyć, była ta od matki.

Gdy dorosła, postanowiła: „Jeśli wyjdę za mąż, to tylko raz i na zawsze! Tylko gdzie znaleźć takiego faceta?”.

I znalazła.

…Był wigilijny wieczór. Styczeń, mróz, zmierzch. Księgarnia. Krzysztof i Zosia stoją w kolejce do kasy, oboje trzymają w rękach tomiki Adama Mickiewicza. Ich spojrzenia przypadkiem się spotykają. I Krzysztof rusza do ataku. Zasypuje Zosię komplementami, pytaniami (taktownymi i delikatnymi). Nie mógł po prostu pozwolić jej odejść. To ona miała być jego żoną! Właśnie ta dziewczyna.

A Zosia nawet nie kokietowała. Czuła się przy nim niesamowicie swobodnie, jakby znali się od zawsze.

Jednak Zosia pochodziła z dobrego domu, a nie wypadało dziewczynie zawierać znajomości byle gdzie i byle z kim. Krzysztof docenił jej skromność i zaproponował wymianę numerów telefonów. Zosia zapisała jego numer, ale swojego nie podała. – Zadzwonię po świętach – obiecała wymijająco.

Krzysztof nie mógł pozwolić, by taki dar niebios, jakim była Zosia, mu umknął. Pożegnali się, ale on potajemnie podążył za nią, by dowiedzieć się, gdzie mieszka.

Całe święta Krzysztof chodził jak w obłokach. W końcu znalazł swoją „złotą rybkę” i obiecał sobie kochać ją zawsze.

Lecz święta minęły, a „złota rybka” nie dzwoniła. Krzysztof zaczął się niepokoić i działać.

Tomik Mickiewicza, który kupił przed świętami, włożył do skrzynki pocztowej Zosi. Czyżby nie domyśliła się, od kogo? Dziewczyna zadzwoniła jeszcze tego samego wieczora z pretensjami:

– Cześć, Krzysztof! Dlaczego nie dzwoniłeś? Czekałam!
– Zosiu, nie miałem twojego numeru. Od razu bym zadzwonił. Chyba pamiętasz, że w księgarni nie chciałaś mi go dać? – Krzysztof promieniał z radości.
– Ale przecież jakoś mnie znalazłeś! – nie ustępowała Zosia.

„Typowo kobieca logika” – pomyślał Krzysztof. Był szczęśliwy, że wreszcie wszystko się wyjaśniło. Zosia okazała się dla niego ważna!

Nie czekając na lepsze czasy, Krzysztof i Zosia wzięli ślub. Jakżeby inaczej? Mieli ze sobą wiele wspólnego. Po pierwsze – czystą, niezachwianą miłość. Po drugie – pragnienie posiadania tylu dzieci, ile Bóg da. Po trzecie – zamiłowanie do twórczości Mickiewicza. Czyż to nie wystarczy?

Na tak solidnych fundamentach postanowili budować swoje życie.

Zosia wykładała studentom polonistykę na uniwersytecie, Krzysztof był świetnym programistą.

Po czasie w ich rodzinie przyszła na świat Ania. Dwa lata później urodził się Jasio. Wszystko szło jak z płatka.

Krzysztof wciąż myślał o znalezieniu ojca. Pomógł mu internet. Wśród dziesiątek osób o tym samym nazwisku w końcu znalazł pokrewnego ducha. Napisali do siebie. Ojciec mieszkał w Warszawie. Zaprosił Krzysztofa w odwiedziny.

Spotkanie było wzruszające. Ojciec miał swoją rodzinę, ale przez te wszystkie lata pamiętał o Krzysztofie.

– Świetnie, synu, że mnie znalazłeś. Teraz będziemy w kontakcie – mężczyzna objął Krzysztofa.

Krzysztof z dumą wymienił wszystkich członków swojej rodziny. „Patrz, tato, jesteś już dwukrotnym dziadkiem. I to nie koniec…”.

Ojciec Krzysztofa był profesorem medycyny.

Do domu Krzysztof wrócił uniesiony. Ojciec bardzo mu się spodobał – ciepły, szczery człowiek.

Oczywiście, obowiązki rodzinne nie pozwalały Krzysztofowi często spotykać się z tatą. W końcu kontakt się urwał.

Ania i Jasio podrośli. Zosia postanowiła obronić doktorat. W końcu jej babcia i mama miały tytuły naukowe. Nie chciała być gorsza.

Temat wybrała nieprzypadkowo – o Mickiewiczu. Mama dwójki dzieci sumiennie przygotowywała materiały.

Krzysztof wspierał żonę, pomagał w domu, jak mógł. Trzy lata poświęcili na przygotowania do obrony. W tym czasie Ania i Jasio doczekali się siostrzyczki – Marysi.

Z obroną trzeba było poczekać.

Gdy Marysia poszła do przedszkola, Zosia wróciła do pracy naukowej. Wydawało się, że doktorat jest już w zasięgu ręki…

Nagle Krzysztof zachorował. Lekarze nie znali diagnozy, ale coś zagrażało jego życiu. Medycy rozkładali ręce. Krzysztof gasł w oczach. Leczenie nie przynosiło efektów. Zosi delikatnie zasugerowano, że szanse na przeżycie są znikome. A Krzysztof miał zaledwie czterdzieści lat!

Nie da się opisać, co wtedy przeżywała Zosia. Krzysztof, zdając sobie sprawę z sytuacji, prosił ją o wybaczenie, że nie pomoże w wychowaniu trójki dzieci…

ZosZosia wzięła głęboki oddech, spojrzała mężowi w oczy i powiedziała cicho: “Będziemy walczyć razem, bo miłość to jedyna siła, która potrafi pokonać nawet najciemniejszą noc.”

Rate article
Fajna Tajna
OCHRONA PRZEZ MIŁOŚĆ