Wczoraj biegły czas zmienił życie w jeden dzień. Wpadła, jak słońce w deszcz, któraś tam godzina przy drzwiach. Spodziewałem się Codziennego Remarksu Magdy, a zamiast tego ujrzałem Agatę, moją siostrę, która przed laty pięćdziesięciu odjeżdżała do Kanady z obietnicą, że nie wraca już nigdy.
– Cześć, Magda – uśmiechnęła się Agata, rzuciwszy na łóżko walizkę, która wyglądała bardziej jak symbol niż rzeczywistość. – Wpadłam zobaczyć, jak się tu obracasz.
– Przez co ta niespodzianka? – zapytałem, starając się, by głos brzmiał spokojnie, choć napięcie w klatce piersiowej już się zaczął kręcić.
– Wiedza, że siostra mieszka w tym starym domu… – odsunęła włosy za ucho, spojrzała na naszego syna, który właśnie znalazł nowy skarb pod łóżkiem. – Była pora, żeby coś zmieniło. No, może do ciebie.
Wszystko w moim domu nagle wydawało się grube, wykrzywione przez lustra wspomnień. Agata, pięćdziesiąt lat, napełniona tą samą krwistą uczuciem, jaką miałam kiedyś ja. Zawsze się zbliżała, a potem…Ile razy to widziałem, ile razy to przeżywaliśmy?
– Masz dzieci? – zapytała nieco później, patrząc na pięciolatego Adama, który się ucieszył z jej obecności, jakby była nową postacią z bajeczki.
– Tak – powiedziałem, wskazując ręką na malca. – Adas. A to moja żona, Magda. Teraz się już nie boisz?
– Boje się zawsze – odpowiedziała, patrząc jak Adam trzyma w dłoniach jakiś stary kawałek dachu.
O ile Agata kiedyś była malarką, kobieta z krwią, Teraz wydaje się zachować tylko to, co Lockerzy: tajemnicze błędy i nieodwracalne działania. W ciemnych garniturach, z płaszczem wianołkowatego koloru, widziałem, jak wchodzi w nasz świat, jakby szukając miejsca, gdzie moglibyśmy się ponownie zagubić.
Pożegnała nas z papierosem w ustach, który tykał jak mina. To była nasza tradycja – zawsze tak kończył się każdy jej odjazd. Wtedy, jakby uciekała od własnej cieni, teraz…przypominać, jak się to kończy.
Wczoraj rano, zanim Adas poszedł do szkoły, Agata pogadała z Magdą. Patrzyłem, jak rozmawiały o domu, dzieciach, tym miasteczku. Była taka samym uśmiechem, jaką wcześniej miała w Berlinie, gdy tłumaczyła, że czwarty kraj to lep>sie miejsce niż to, gdzie się rodzi. Tylko teraz mówiła o zasadniczej sprawie, która mnie zaskoczyła:
– Magda – mówiła – kiedyś powiedziałaś, że przyjście do nas to sztuka. No, cóż…nie rozumiem tej sztuki. Chyba z wieku.
Osiem lat wcześniej, kiedy Magda przedstawiła mi Agatę jako swoją siostrę, było już za późno. Wyjazd do Kanady nie był tylko ścieżką do chłodu i nowego życia. Była ucieczką, ale i buja. Myślałem, że wtedy, gdy zostali je krwa, wszystko będzie dobrze. Wydaje się, że zgadzam się! Ale cóż…krew to tylko parzy zbożna, a Agata to nie pszenica.
Magda wybrała zbieg. Ja wybrałem zbieg…lub może to Agata zrobiła wybór, którego nie byliśmy w stanie zauważyć.
Lec je, że bycie kimś to nie wystarczy. Trzeba być kimś innym. I nie jedynie dzieci Centrum Pożarnictwa w Bytomiu, ale i kwestią obawy, którą nie możemy zniszczyć żadnymi rozstajami. Błąd został zanon w nas i zaczyna powstawać ponownie.
Moja nauka? Życie, to nie tylko krew i wspomnienia, ale też to, jak się reaguje, gdy coś przypomina czas, w którym resztę życia.



