Kolacja, która zakończyła się rozwodem

Kolacja skończyła się rozwodem
— Czyś ty zupełnie zmysły postradał? — Tamara cisnęła serwetką o stół, aż kieliszek z winem zatrząsł się i omal nie runął. — Zaprosić ją tutaj, do naszego domu!
— Tomu, uspokój się — Krzysztof nerwowo poprawił krawat. — Nic strasznego się nie stało. Zwyczajne spotkanie służbowe.
— Służbowe? — Głos Tamary sięgnął o oktawę wyżej. — O dziesiątej wieczorem? Z butelką szampana i świecami?
— Omawialiśmy nowy projekt…
— Jaki projekt, Krzysiu? Jaki projekt z tą… z tą Kingą?
Krzysztof spuścił wzrok. Na stole wciąż stały talerze po kolacji — tak się starał przyrządzić bigos, pragnął sprawić żonie przyjemność. A teraz wszystko legło w gruzach przez jeden nierozważny telefon.
Tamara wstała od stołu i zaczęła nerwowo krążyć po kuchni. Czterdzieści trzy lata, a wyglądała młodziej. Szczupła, zadbana, zawsze o siebie dbała. Krzysztof mawiał przyjaciołom, że z żoną mu się poszczęściło.
— Słuchaj mnie uważnie — zatrzymała się naprzeciw męża, ręce w boki. — Idiotką nie jestem, choć pewnie tak o mnie myślisz. Ta dziewczyna dzwoni codziennie, spóźniasz się w pracy, wracasz z zapachem jej perfum.
— Tom, przesadzasz…
— Przesadzam? — Wyjęła z kieszeni telefon. — A to co? Piętnaście nieodebranych połączeń tylko dziś!
Krzysztof zbladł. Zapomniał, że Tamara widzi wszystkie powiadomienia z jego telefonu przez rodzinne konto.
— W sprawie pracy dzwoniła…
— Pracy! — Tamara gorzko się rozśmiała. — W sobotę, w niedzielę, o północy! Jaka praca jest aż tak pilna?
Krzysztof milczał, kręcąc w palcach widelec. Dwadzieścia dwa lata małżeństwa i nigdy nie widział żony w takim stanie. Nawet gdy mieli kłopoty z groszem, gdy chorowała jej matka, Tamara trzymała fason. Dziś była na krawędzi załamania.
— Krzysiu — głos jej zcichł, lecz czuć w nim było ból — widzę przecież, co się dzieje. Zakochałeś się w niej.
— Nie — zaprzeczył, lecz zabrzmiało to nieprzekonująco nawet dla niego.
— Nie kłam! Nie okłamuj siebie! Znam cię dwadzieścia dwa lata, myślisz, że nie widzę? Świecisz się, gdy dzwoni. Oczy ci płoną, gdy idziesz do pracy. A gdy wracasz do domu…
Tamara nie dokończyła, lecz Krzysztof pojął. W domu stawał się ponury, drażliwy. Dom wydawał mu się nudny w porównaniu z biurem, gdzie pracowała Kinga.
— Tom, porozmawiajmy spokojnie — poprosił.
— O czym? — usiadła naprzeciw. — O tym, jak się zmieniłeś? Że przestałeś mnie dostrzegać? Że od miesiąca nie prowadzimy prawdziwych rozmów?
Krzysztof spojrzał na żonę uważniej. Kiedy ostatnio pytał o jej sprawy? Kiedy dopytywał o dzień? Myśli zaprzątała Kinga.
— Młoda jest? — cicho spytała Tamara.
— Co to ma do rzeczy?
— Ile ma lat, Krzysiu?
— Dwadzieścia osiem.
Tamara skinęła głową, jakby potwierdziły się jej najgorsze obawy.
— Rozumiem. A ja mam czterdzieści trzy. Stara się stałam.
— Mówisz głupstwa.
— Głupstwa? — podeszła do lustra w przedpokoju. — Spójrz na mnie, Krzysiu. Te zmarszczki przy oczach, te siwe włosy, które co miesiąc farbuję. A ona młoda, ładna, bez dzieci, bez problemów.
— My dzieci nie mamy — przypomniał Krzysztof.
— Nie — zgodziła się Tamara. — I to moja wina. Nie dałam ci potomstwa.
— Tom, nie trzeba…
— Trzeba! Trzeba wreszcie wszystko powiedzieć! Czuję się winna od piętnastu lat. Za każdym razem, gdy widzę dzieci, myślę: a nuż Krzysiek mi to ma za złe? A nuż odejdzie do kobiety, co mu da dziecko?
Krzysztof powstał, by ją objąć, lecz ona się cofnęła.
— Nie dotykaj mnie. Odpowiedz szczerze: kochasz ją?
Zapadła cisza. Krzysztof patrzył w podłogę, Tamara czekała. Na kuchni tykał stary zegar, kupiony w trzecim roku po ślubie.
— Sam nie wiem — wyznał wreszcie.
— Nie wiesz, czy boisz się przyznać?
— Tom, to skomplikowane…
— Dla mnie nie ma skomplikowania. Albo kochasz mnie, albo ją. Trz.eciej możności nie ma.
Krzysztof osunął się na krzesło. W głowie miał zamęt. Z jednej strony żona, z którą przeżył najlepsze lata. Która go wspierała, wierzyła w niego, gdy zakładał firmę. Z drugiej Kinga, pojawiła się pół roku temu, wywracając wszystko do góry nogami.
— A co czujesz, gdy jest przy tobie? — kontynuowała Tamara przesłuchanie. — Co z tobą się dzieje?
— Czuję… czuję się młody — wyznał. — Jakbym znowu miał dwadzieścia pięć.
— A ze mną?
— Z tobą czuję się mężem.
— I to źle?
— Nie, nie źle. Ale… nudno.
Tamara skinęła głową, jakby dostała odpowiedź na najważniejsze pytanie.
— Więc stałam się dla ciebie kulą u nogi.
— Nie kulą. Jeste
Marek odjechał o zmierzchu, patrząc w lusterko na niknącą sylwetkę Zofii w oknie ich krakowskiej kamienicy, jego łzy mieszając się z pierwszymi kroplami deszczu spływającymi po szybie.

Rate article
Fajna Tajna
Kolacja, która zakończyła się rozwodem