Tajemnicza sąsiadka z góry

Zawsze wiedziałem co się dzieje w naszym bloku. Kto przychodzi, kto się kłóci, komu brakuje na czynsz. Ale o sąsiadce z piątego piętra nie wiedziałem nic.

Pojawiła się jakoś niepostrzeżenie. Pamiętałem, że mieszkanie pięćdziesiąte trzecie długo stało puste po śmierci starego Stanisława Kowalskiego. Jego spadkobiercy, siostrzeńcy z Gdańska, przyjeżdżali sporadycznie, coś zabierali, potem sprzedali. A kto kupił – nikt nie wiedział.

– Pewnie deweloperzy odsprzedają – spekulowała sąsiadka Kinga Wiśniewska, spotkana przy skrzynkach pocztowych. – Teraz to modne, handlują mieszkaniami jak kapustą na targu.

Wkrótce stało się jasne, że mieszkania nie odsprzedano. Ktoś się wprowadził. Zrozumiałem to po cichej muzyce, czasem dochodzącej z góry, oraz po odgłosie obcasów na klatce. Właśnie obcasów – nie klapek, nie adidasów, tylko porządnych butów na obcasie. U nas mało kto pozwalał sobie na taki luksus.

Po raz pierwszy nową sąsiadkę zobaczyłem przypadkiem. Wyjrzałem przez wizjer, usłyszawszy głosy na podestu, i zastygłem ze zdumienia. Na progu mieszkania naprzeciwko stała wysoka kobieta w eleganckim beżowym płaszczu. Włosy miała upięte w kok, a w dłoniach trzymała bukit białych róż.

– Dziękuję bardzo – mówiła nieznajoma mężczyźnie w średnim wieku, w garniturze. – Na pewno przekażę.

Mężczyzna skinął głową, coś odpowiedział cicho i ruszył w stronę windy. Kobieta postała jeszcze chwilę, patrząc na kwiaty, wzdychnęła cicho i zniknęła w swoim mieszkaniu.

– Kiniu, widziałaś nową lokatorkę? – spytałem koleżankę następnego dnia, gdy siedzieliśmy na ławce w podwórku.

– Jaką nową?

– Z piątego piętra. W pięćdziesiątce trzeciej teraz mieszka.

Kinga pokręciła głową:
– Nie widziałam. A co, młoda?
– Nie za bardzo. Ze czterdzieści pięć, może pięćdziesiąt. Piękna, zadbana. I ubiera się porządnie, nie jak my wszyscy tutaj.
– Pewnie bogata – stwierdziła Kinga. – Skoro kupiła mieszkanie w centrum.

Przyznałem jej rację, lecz dziwne przeczucie mnie nie opuszczało.ło. Bogaci zwykle nie wynajmują w naszym starym bloku z przestarzałą windą i odrapanymi ścianami. Wolą nowe apartamentowce lub kamienice z portierem.

Stopniowo zacząłem zauważać, że do sąsiadki z piętra często przychodzą goście. Zawsze mężczyźni, zawsze z kwiatami. Podchodzili o różnych porach – kto rano, kto wieczorem, kto w południe. Jedni zostawali na dwadzieścia minut, inni na godzinę, półtorej. Ale wszyscy bez wyjątku byli dobrze ubrani i trzymali się pewnie.

– Może artystka? – zasugerowała Kinga, gdy podzieliłem się spostrzeżeniami. – Albo muzyczka? Oni zawsze mają dużo znajomych.
– Artystka z takimi pieniędzmi? – prychnąłem sceptycznie. – Widziałeś kiedyś bogatego artystę?

Kinga wzruszyła ramionami, lecz przyznała, że to mało prawdopodobne.

Moja ciekawość rosła z dnia na dzień. Zacząłem specjalnie nasłuchiwać dźwięków z góry, wychodzić do śmietnika akurat, gdy słyszałem kroki na schodach. Ale sąsiadka jakby rozpływała się w powietrzu. Albo chodziła bardzo cicho, albo wyczuwała obserwację i unikała spotkań.

Wyjaśnienie przyszło niespodziewanie. Wracałem z przychodni po długim czekaniu w kolejce do internisty. Nastrój miałem podły – lekarz nic konkretnego nie powiedział, tylko wypisała skierowania na badania. W windzie spotkałem Zenka, hydraulika z administracji.

– Czołem, Jadwiżku – przywitał się Zene, trzymając skrzynkę z narzędziami.
– Cześć, Zenek. Dokąd to?
– Na piąty, kurek naprawić. Zgłoszenie było.

Ożywiłem się:
– Do pięćdziesiątki trzeciej?
– No. Tam jakaś baba mieszka, taka… interesująca. Zawsze herbatą częstuje, ciasteczkiem. I płaci ponad stawkę, swoją drogą.
– Serio? A co to za jedna?
Zene podrapał się po głowie:
– Dobra baba. Grzeczna, kulturalna. Tylko ciągle taka smutna. I sama mieszka, nikogo przy niej nie ma.
– Jak to sama? A mężczyźni do niej ciągle chodzą!
Hydraulik spojrzał na mnie zdziwiony:
– Jacy mężczyźni? Już z pięć razy tam byłem – żadnego nie widziałem. Zawsze sama.

Zadumałem się. Albo Zene kłamie, albo ja czegoś nie rozumiem. Może sąsiadka po prostu ostrożna i nie przyjmuje gości przy obcych.

Rozwiązanie zagadki przyszło po tygodniu, z całkiem nieoczekiwanej strony. Wpadłem na sąsiadkę twarzą w twarz w sklepie. Kobieta stała przy dziale nabiałowym i skrupulatnie studiowała etykietę na kartoniku
Tej nocy, leżąc w łóźku, uświadomiłem sobie, że każdy mieszkaniec naszego bloku, mijany codziennie na klatce schodowej, skrywa w sobie równie nieoczywistą i złożoną historię jak pani Ewa z piątego piętra, a my, pochłonięci własnymi sprawami, często jesteśmy jak ci listonosze, którzy wkładają przesyłki do skrzynek nawet nie zauważywszy, że za drzwiami ktoś walczy o oddech.

Rate article
Fajna Tajna
Tajemnicza sąsiadka z góry