Zdrada wśród sióstr

— Jak mogłaś?! — krzyczała Jadwiga, wymachując pomiętą kartką. — Jak mogłaś podpisać tę śmieciową umowę?!

Barbara drgnęła, odstawiła filiżankę z herbatą i powoli odwróciła się do siostry. Na jej twarzy nie było śladu żalu, tylko zmęczenie.

— Podpisałam i już. Co w tym złego? — wzruszyła ramionami. — Dom i tak trzeba sprzedać, sama mówiłaś…

— Mówiłam?! — głos Jadwigi drżał z oburzenia. — Mówiłam, że mamy decydować RAZEM! Razem, Basiu! A ty za moimi plecami, po cichu, dogadałaś się z agentem nieruchomości! I jeszcze cenę dwa razy niższą ustaliłaś!

— Nie dwa razy, tylko… — zaczęła Barbara, lecz siostra jej przerwała.

— Półtora raza! I co z tego? To aż taka różnica?! Ten dom mama nam zostawiła, rozumiesz? Nam OBU! A ty uznałaś, że tu tylko ty masz głos!

W kuchni zapanowała cisza. Tylko stare zegary na ścianie tykały, te same, które mama przywiozła kiedyś z Niemiec. Barbara milcząco stała przy oknie, wpatrując się w podwórko, gdzie ona i Jadwiga bawiły się dawniej w klasy.

— W ogóle rozumiesz, co robisz? — ciągnęła Jadwiga, lecz już ciszej. — Mój syn na studia się wybiera, kupy grosza trzeba. A twoja córka za mąż idzie, wesele szykuje. Obu nam te pieniądze są jak powietrze!

— Właśnie dlatego — odparła Barbara. — Są jak powietrze. Więc się pośpieszyłam. Dopóki są kupcy, dopóki nasza dzielnica w cenie. Później będziesz chciała sprzedać, a nikt nie tknie tego domu.

— Ale się umówiłyśmy! — w głosie Jadwigi brzmiały łzy. — Obiecałaś, że RAZEM zadecydujemy!

— Umówiłyśmy się, umówiłyśmy… — machnęła ręką Barbara. — A ty tydzień byłeś poza miastem, telefonu nie odbierałaś. Kupcy czekać nie będą, mają wybór.

Jadwiga osunęła się na krzesło, opuszczając głowę na dłonie. Umowa leżała na stole jak szyderstwo.

— Musiałam jechać do chorej cioci na wieś — szepnęła. — Sama jedna była. Mówiłam ci…

— Mówiłaś, nie mówiłaś… — Barbara wzruszyła ramionami. — Sprawa załatwiona. Pieniądze będą za miesiąc, podzielimy po połowie i po kłopocie.

— Po kłopocie?! — Jadwiga podniosła głowę. — Tak myślisz?

Barbara nalała sobie kolejną herbatę, usiadła naprzeciw siostry. Jej twarz była spokojna, niemal obojętna.

— No a co jeszcze? Dom sprzedany, kasa podzielona. Sprawiedliwie.

— Sprawiedliwie… — gorzko się uśmiechnęła Jadwiga. — A sprawiedliwie było nie zapytać mnie? Nie zaczekać, aż wrócę?

— Jadziu, nie rób dramatu! — skrzywiła się Barbara. — Pomyśl, sprzedajemy dom. I tak żadna z nas tu mieszkać nie planowała.

— Nie planowała?! — oczy Jadwigi błysnęły. — A kto co weekend tu przyjeżdżał? Kto w ogródku kopał, dach naprawiał? Kto sąsiadom pomagał pilnować posesji?

— No i co z tego? — Barbara wzruszyła ramionami. — Twoje hobby. A ja, przypadkiem, całe te lata opłaty za media regulowałam.

— Opłaty… — Jadwiga podeszła do okna. — Basiu, pamiętasz w ogóle, jak tu żyłyśmy? Jak mama nas wychowywała? Pamiętasz, jak w tej kuchni lekcje odrabiałyśmy?

— Pamiętam — krótko odparła Barbara. — No i?

— Jak to “no i”?! — Jadwiga odwróciła się gwałtownie. — To nasza pamięć! Nasze dzieciństwo! A ty to sprzedajesz jakiemuś Kowalskiemu za ochłapy!

— Nie za ochłapy, tylko za uczciwą sumę. I nie Kowalskiemu, tylko rodzinie z dziećmi. Im dom potrzebny, nam kasa. Wszystko fair.

Jadwiga wróciła do stołu, wzięła umowę. Przewracała kartki, czytała, a jej twarz stawała się coraz bledsza.

— Basiu, a co to za punkt? — wskazała na klauzulę w środku dokumentu. — Tu jest napisane, że sprzedający to tylko Barbara Nowak. A gdzie ja?

Barbara odwróciła wzrok.

— To… takie techniczne. Załatwiali na mnie, bo ja w mieście mieszkam, a ty na obrzeżach. Notariuszowi tak wygodniej.

— Notariuszowi wygodniej?! — głos Jadwigi załamał się. — Basiu, co ty odprawiasz?! Z papierów wychodzi, że dom mój! A ty mi później z łaski połowę dasz?!

— Nie krzycz! — skrzywiła się Barbara. — Sąsiedzi usłyszą, plotki pójdą. Mówię, to formalność.

— Formalność… — Jadwiga ciężko westchnęła. — Basiu, jesteśmy siostrami. Jedna matka nas urodziła. Jak mogłaś tak postąpić?

— Ależ nic nie postąpiłam! — wybuchnęła Barbara. — Dom sprzedany, pieniądze będą, z tobą się podzielę. O co cały raban?

— O to, że mi nie ufasz! — Jadwiga uderzyła pięścią w stół. — O to, że za mnie decydujesz! O to, że mnie za idiotkę masz!

— Nie mam cię za idiotkę! — machnęła ręką Barbara. — Po prostu jestem praktyczniejsza. Zawsze byłam.

— Praktyczniejsza… — Jadwiga gorzko się uśmiechnęła. — Pamiętasz, jak mama chorowała? Kto jeździł do lekarzy? Kto w szpitalu dyżurował? Kto leki kupował?

— No i co? — Barbara zacisnęła usta. — Ja wtedy na dwóch etatach harowałam! Na leczenie zbierałam! A ty wolna byłaś, więc w szpitalach siedziałaś.

— Wolna?! — Jadwiga zerwała się z miejsca. — Basiu, ja wtedy męża straciłam! On właśnie umarł! Zostałam sama z dzieckiem! A i tak do mamy codziennie jeździłam!

— A ja na jej leczenie zarabiałam! — podniosła głos Barbara. — Gdy ty po szpitalach się włóczyłaś, ja harowałam jak wół!

— Harowałaś… — szepnęła Jadwiga. — A gdy mama umierała, gdzie ty byłaś? Pamiętasz?

Barbara zamilkła, patrząc przez okno.

— W delegacji. Ważnej delegacji.

— W delegacji! — Jadwiga zaśmiała się, lecz śmiech ten był straszny. — A mama twoje imię wołała. Ostatnie dni powtarzała: “Gdzie Basieńka? Czemu Basieńka nie przychodzi?”

— Przestań — cicho powiedziała Barbara. — Nie mów o tym.

— Muszę! — Jadwiga uderzyła dłonią w stół. — Trzeba pamiętaćBarbara wybuchnęła płaczem i przytuliła się do Jadwigi, a przez otwarte okno wpłynął zapach bzu, który mama tak kochała.

Rate article
Fajna Tajna
Zdrada wśród sióstr