Magda przyglądała się krytycznie swojej sukience… Biała sukienka, kupiona za grosze w pośpiechu na wyprzedaży, wydawała się zbyt prosta. Koronki, które tak starannie wybierała, ale i tak nie przemyślała dobrze, teraz wyglądały trochę tanio.
„A, nieważne” – pomyślała – „Byle podobało się Krzysztofowi”. Westchnęła. W tej sukience wyjdzie za mąż. Krzysztof… Był jej marzeniem, miłością od pierwszego wejrzenia. Choć, prawdę mówiąc, nie przypominał księcia na białym koniu. Raczej takiego… dzielnego wikinga z niesforną czupryną jasnych włosów, szerokimi ramionami i figlarnym spojrzeniem błękitnych oczu.
Magda była pewna, że miłość przyjdzie właśnie tak. Niespodziewanie. Od pierwszego wejrzenia. Jak w romansach. Na mniej się nie godziła.
Zadzwonił telefon, wracając Magdę do rzeczywistości. Oczywiście, to mama, która znów będzie próbowała namówić ją, by wszystko odwołała.
– Magdusiu, złotko, posłuchaj mnie, posłuchaj tych, którzy żyją dłużej niż ty! – oczywiście mama płakała, pewnie już od tygodnia – Jaki ślub po miesiącu znajomości? Przecież w ogóle się nie znacie!
Ile można powtarzać to samo?
– Prawdziwej miłości więcej nie potrzeba – powiedziała Magda z rozmarzeniem – Już ci tysiąc razy tłumaczyłam. To miłość od pierwszego wejrzenia! Jak w filmie!
– W filmach, Magdusiu, pokazują bajki! – odparła mama – A w bajkach piszą, że po ślubie “żyli długo i szczęśliwie”. I kurtyna! I nic więcej. A w życiu po “długo i szczęśliwie” przychodzą codzienne obowiązki, praca, rachunki, dzieci… Czy w ogóle wiesz, gdzie on pracuje? Czemu się zajmuje? Jakie ma plany na przyszłość?
Magda nie wiedziała, co odpowiedzieć. Z Krzysztofem jakoś nie rozmawiali o tym. Ich rozmowy sprowadzały się do zachwytów i wyznań miłości.
– Pracuje… no, mówił coś o logistyce – odpowiedziała wymijająco, by nie podać nic konkretnego, bo mama potrafiła sprawdzić.
Gdzie pracuje, gdzie pracuje… Dobrze, że nie spytała o hobby. Bo o zainteresowaniach Krzysztofa wiedziała jeszcze mniej. Głównie były to spotkania z kumplami przy piwie i granie do nocy. Ale czy to ma znaczenie, gdy czujesz, że kochasz?
Telefon przejął tata.
– Magda, co może ci wyjść z człowiekiem, którego nie znasz? Nie potrafisz nawet powiedzieć, gdzie pracuje!
– Ale babcia z dziadkiem też się ledwo znali, a pobrali od razu. Jak się spotkali, tak do USC pobiegli.
– Raz na razie nie przypada. To, że komuś się udało, to jeden na milion – dodał ojciec – Zwykłe szczęście.
– I mnie się uda!
– Magda!
– Przepraszam, muszę kończyć. Krzysztof przyjechał – szybko powiedziała i rozłączyła się, nie czekając na dalsze namowy.
Krzysztof wrócił ze sklepu w tym, co zdążył kupić: granatowym garniturze, lekko pogniecionym i wyraźnie nie w jego rozmiarze. Marynarka odstawała na ramionach, a spodnie zbierały się w harmonijkę na butach. W rękach trzymał bukiet stokrotek, przewiązany zwykłą wstążką. Kwiaty były polne, pewnie zebrane po drodze. Dla Magdy były najpiękniejsze na świecie.
– Gotowa? – zapytał.
Magda skinęła głową, czując, jak drżą jej dłonie. Wzięła głęboki oddech i wyszła z mieszkania, zostawiając za sobą wątpliwości, namowy rodziny i zdrowy rozsądek. Szła ku swojemu przeznaczeniu, jak jej się wydawało.
W USC wszystko minęło szybko i nijako. Urzędniczka z wyczerpaną twarzą wyrecytowała wyuczoną formułkę o założeniu rodziny, miłości i wierności. Krzysztof niezdarnie wsunął Magdzie pierścionek na palec, a oni uśmiechali się pod błyskami aparatów nielicznych krewnych Krzysztofa. Ze strony Magdy nikogo nie było. Wiedziała, że rodzice obrażeni na jej upór, nie przyjechali w geście protestu.
Po USC pojechali do mieszkania Krzysztofa, które od dwóch dni było też domem Magdy. Na stole, nakrytym kraciastym obrusem, stały skromne kanapki z szynką, miska sałatki jarzynowej i pokrojone w plastry pomidory z ogórkami. Krewni Krzysztofa: ciocia Halina, która to wszystko przygotowała (choć wyraźnie niechętnie), wujek Zdzisław z wiecznym kacem i kuzynka Ewa z zazdrosnym spojrzeniem – życzyli młodym szczęścia i, posiedziawszy chwilę, rozeszli się. Mieli miny, jakby przyszli na stypę, a nie na wesele. Magdzie było nieswojo, ale starała się nie zwracać na to uwagi.
Gdy ostatni gość wyszedł, Krzysztof odetchnął z ulgą.
– No i po wszystkim – powiedział – Teraz jesteśmy mąż i żona! Na zawsze!
Zakręcił nią po pokoju, a Magda roześmiała się ze szczęścia.
A wieczorem tego samego dnia, zaledwie trzy godziny później, zaczęło się prawdziwe cyrkowe przedstawienie, jak celnie określiłaby to mama Magdy. Krzysztof, znudzony po pożegnaniu gości, oznajmił nagle, że świętowanie z rodziną to jedno, a z kolegami – zupełnie co innego. I bez zastanowienia zebrał się i wyjechał, zostawiając Magdę samą w ich świeżo upieczonym małżeńskim gniazdku.
– Zaraz wrócę! Nie mogę odmówić chłopakom, tak mnie proszą, żebym przyjechał, chcą pogratulować, no jak odmówić w taki dzień? – krzyknął, przemykając obok Magdy jak błyskawica.
„Zaraz” przeciągnęło się do rana.
Krzysztof wrócił kompletnie pijany, nie pamiętając nic. Bełkocząc, przeprosił Magdę za to, że ją zanudzał, a nie czekając na odpowiedź, zwalił się na łóżko i natychmiast zasnął. Magda w milczeniu nakryła go kołdrą.
Poranek przyniósł kaca Krzysztofowi i gorzkie rozczarowanie Magdy. Zrozumiała, że popełniła ogromny błąd, wychodząc za niego tak pochopnie. Ale przyznawać się do tego przed sobą, a już na pewno przed rodzicami, stanowczo nie chciała. Przecież to miłość! Postanowiła, że go zmieni. W końcu miłość czyni cuda, prawda? Ukształtuje z niego przykładnego męża i ojca.
Życie z Krzysztofem okazało się rollercoasterem pełnym ostrych zakrętów i niespodzianek. Był zupełMagda spojrzała przez okno na pierwszy śnieg tej zimy i zrozumiała, że najpiękniejsze opowieści czasem pisze życie – nie zawsze tak, jak sobie wymarzymy, ale tak, jak trzeba.



