Dzisiaj było trudno. Znów okazałam się tylko zapasową opcją. Wszystko przez ten telefon od Marii.
„Kasia! Co ty robisz?!“ – krzyczała w słuchawkę kobieta, a jej głos drżał z oburzenia. „Przecież to mój ślub! Mój! Czekałam na ten dzień półtora roku!”
„Słoneczko, kochanie, no zrozum!“ – odpowiadał spokojny głos przyjaciółki. „Robert sam do mnie zadzwonił wczoraj wieczorem. Sam! Co miałam mu powiedzieć? Spotykaliśmy się jeszcze na studiach, wiesz przecież!”
Kasia opadła na kanapę, telefon drżał jej w dłoni.
„Ale ślub jest w sobotę! Suknia kupiona, goście zaproszeni, restauracja wynajęta! Maria, jak można było tak postąpić?”
„A co miałam zrobić? Powiedział, że zrozumiał swój błąd. Że kocha mnie, a nie ciebie. Kasieńka, wybacz, ale serce nie sługa…”
Kasia cisnęła telefon na sofę i wybuchnęła płaczem. Za oknem mżył październikowy deszcz, na stole leżała teczka z dokumentami do USC, a w szafie wisiała biała suknia, którą kupiła ze łzami szczęścia w oczach.
Mama weszła do pokoju, usłyszawszy płacz, usiadła obok i objęła córkę.
„Co się stało, córeczko?”
„Robert… Robert żeni się z Marią“ – wykrztusiła Kasia przez łzy. „Jutro składają papiery w urzędzie. A nasz ślub miał być za tydzień!”
Halina pokiwała smutno głową i mocniej przytuliła Kasię.
„Widzisz, Kasiu, to nie był twój człowiek. Lepiej teraz, niż cierpieć całe życie.”
„Ale dlaczego, mamo? Dlaczego zawsze jestem tylko drugim wyborem?“ – szlochała Kasia. „W liceolu Krzysiek spotykał się ze mną, dopóki nie pojawiła się ta nowa. Na studiach Arek przez trzy miesiące się umizgiwał, a potem uciekł do koleżanki z roku. A teraz Robert…”
Mama w milczeniu gładziła córkę po włosach. Pamiętała, jak Kasia przygotowywała się do ślubu, jak promieniała, przymierzając suknię. Roberta nigdy specjalnie nie lubiła – coś w nim było niepokojącego. Zbyt gładki, zbyt przystojny, zbyt pewny swoich słów. A oczy… miał puste oczy.
„Mamo, co ja teraz zrobię? Jak ludziom w oczy spojrzę? Wszyscy wiedzą o ślubie! Ciocia Basia już kupiła bilety z Poznania, wujek Zbyszek wziął urlop…”
„Co zrobisz? Będziesz żyć dalej. Jesteś młoda, piękna, mądra. Znajdzie się ktoś, kto cię doceni.”
Kasia podniosła zapłakane oczy.
„A jeśli nie? Mam już dwadzieścia siedem lat, mamo. Wszystkie koleżanki zamężne, mają dzieci. A ja jak głupia chodzę na randki i wciąż wierzę…”
„Znajdzie się“ – powiedziała stanowczo mama.
Nie powiedziała tylko, że sama przeszła podobną historię. Że też była czyimś zapasowym wyborem, zanim poznała ojca Kasi. Zwykłego robotnika, nie przystojniaka, nie bogacza – ale kochał ją naprawdę, do ostatniego dnia.
Dzwonek do drzwi przerwał jej rozmyślania. Kasia drgnęła – a może to Robert? Może się rozmyślił?
W drzwiach stała sąsiadka, ciocia Irena, z słoikiem konfitur.
„Kasieńko, córeczko! Słyszałam… Nie przejmuj się tak! To nie mężczyzna, ten twój Robert. Od razu wiedziałam, jak go pierwszy raz zobaczyłam. Oczy niespokojne, dłonie spocone. Facet z niego żaden.”
„Ciociu, nie teraz“ – odparła zmęczona Kasia.
„Właśnie teraz! Prawdę trzeba mówić! Jesteś piękną dziewczyną, pracowitą, dobrą. Tych dziś mało. A on głupi, że tego nie widzi. Słuchaj, mam siostrzeńca, Jacka. Po rozwodzie, ale porządny chłop. Pracuje w fabryce, nie pije, dzieci kocha. Mam was poznać?”
Kasia pokręciła głową.
„Nie, ciociu. Nie teraz.”
„No to trudno, ale i tak mu o tobie opowiem. Może sam się odezwie.”
Po wyjściu sąsiadki Kasia długo siedziała przy oknie, patrząc na deszcz. W głowie wirowały myśli – dlaczego zawsze tak jest? Dlaczego jest tylko przystankiem dla mężczyzn, zanim znajdą coś lepszego?
W liceole naprawdę kochała Krzyśka. Był kapitanem szkolnej drużyny piłkarskiej, wszystkie dziewczyny za nim szalały. A wybrał ją – cichą, skromną Kasię z równoległej klasy. Spotykali się pół roku, Kasia myślała, że to miłość. Krzysiek dawał jej własnoręcznie robione kartki, odprowadzał po lekcjach, przedstawił rodzicom.
A potem do szkoły przyszła Ola z Warszawy – modna, pewna siebie, w drogich ciuchach. Krzysiek stracił dla niej głowę i po tygodniu zerwał z Kasią.
„Nie gniewaj się“ – mówił, patrząc w bok. „Jesteśmy jeszcze młodzi, to nie jest poważne. Znajdziesz sobie kogoś lepszego.”
Kasia płakała dwa tygodnie i przysięgła sobie nigdy więcej nie kochać. Ale przysięgi łatwo się łamie.
Na studiach pojawił się Arek – przystojny, zdolny, z dobrego domu. Uczył się świetnie, planował medycynę. Kasia pracowała w bibliotece i często widywała, jak przesiaduje do nocy. Pewnego dnia poprosił o pomoc w znalezieniu książki, zaczęli rozmawiać.
Arek okazał się ciekawym rozmówcą, dużo czytał, marzył o karierze lekarza. Kasia słuchała i myślała, że może i dla niej znajdzie się miejsce w tych planach. Spotykali się trzy miesiące, Arek mówił o miłości, ale gdy zaszła mowa o przyszłości, okazało się, że od roku pisze z dziewczyną z innego miasta.
„Rozumiesz, Kasiu“ – tłumaczył, unikając jej wzroku – „z Anią znamy się od podstawówki. Rodzice nas praktycznie swatali. A ty… no, byłaś miłą znajomością.”
„Miłą znajomością.” Te słowa wbiły się w pamięć jak nóż.
Robert pojawił się w jej życiu półtora roku temu, na urodzinach wspólnej znajomej. Wysoki, przystojny, menedżer w korporacji. Zalecał się pięknie – kwiaty, restauracje, prezenty. Po pół roku mówił już o ślubie.
„Kasia, ty jesteś tą jedyną“ – mówił. „Jesteś dobra, ciepła, opiekuńcza. Będzie nam dobrze, obiecuję.”
I Kasia uwierzyła. Wybierali mieszkanie, planowali miesiąc miodowy, marzyli o dzieciach. Robert przedstawił jąI wtedy po raz pierwszy poczuła, że naprawdę ktoś ją widzi – nie jako wygodny wybór, ale jako jedyną, prawdziwą miłość.



