Kinga odkryła tajemnicę ojca zupełnie przypadkiem – akurat kiedy wagarowała, żeby towarzyszyć przyjaciółce u tatuażysty. Wskoczyła do domu przebrać się, bo nie wypadało iść do Galerii Mokotów w szkolnym mundurku. Gdy wpinała się w dżinsy, w drzwiach zgrzytnął klucz. Zastygła na jednej nodze, druga uwięzła w nogawce. Myślała już o włamywaczach, ale rozpoznała głos taty. Pewnie gadał przez telefon.
– Zaraz biorę garnitur i jadę, nie powiem chyba, że byłem na siłce, skoro torba leży pod łóżkiem – usłyszała.
Myliła się – to nie była rozmowa telefoniczna, tylko głosówka, bo chwilę później dobiegł ją kobiecy głosik:
– Skarbie, brakuje mi ciebie, nie mogę się doczekać… A tak w ogóle, upiekłam te pączuszki co lubisz. Śpiesz się, bo wystygną! Całusy!
Zrozumienie przyszło z opóźnieniem. Najpierw rozpoznała głos: ciocia Krysia, koleżanka taty z redakcji i przy okazji siostra przyjaciółki mamy, częsty gość w domu. Kinga ją lubiła – nie udawała wszechwiedzącej, lubiła zabawę i słuchała czegoś innego niż te żałosne szlagiery rodziców. Dopiero gdy pomyślała, czemu ciocia Krysia nagrywa tacie wiadomości, dotarło do niej znaczenie słów.
Klucz znów zgrzytnął, w mieszkaniu zapadła cisza. Kinga osunęła się na łóżko, odtwarzając w głowie słowa cioci Krzysi. Nie, nie przesłyszała się – tata miał romans. Co teraz? Powiedzieć mamie? Jak się zachowywać z tatą i z tą kobietą?
Nierozwiązana, pobiegła do przyjaciółki – Weronika zasypała ją pięcioma SMS-ami. Czekały na ten dzień miesiąc, wybierając wzór tatuażu, a Weronika perfekcyjnie podrabiała podpis mamy. Ale Kingę humor opuścił.
– Kinga, o co ci chodzi? – nie dawała jej spokoju przyjaciółka. – Skwaszona mina? Też chcesz tatuaż? To ci podrobię mamę, żaden problem!
Jakże ulżyloby się, zwierzyć komuś z szokujązej wiadomości, rozłożyć odpowiedzialność. Ale nawet najlepszej przyjaciółce nie wypadało. Udawała więc, że chodzi o tatuaż.
Przez dwa tygodnie nie mogła się uczyć, unikała koleżanek, robiła uniki mamie i opryskliwie odpowiadała tacie. Pewnego dnia prawie wszystko wyznała mamie, ale ta nawrzeszczała na nią za pałę z chemii. Posprzeczały się na zabój. Wieczorem mama weszła do jej pokoju z eklerkiem – ulubionym ciastkiem Kingi – i rzekła:
– Wybacz, kotku, że na ciebie nakrzyczałam. Wiem, nieskutecznie pedagogicznie. Ale strasznie się denerwuję twoimi egzaminami! Chcę, by miała wszystko najlepiej…
– Mamo, no znowu zaczynasz – zdasz je te egzaminy! Ten ekler – dla mnie?
– Oczywiście. Pogodzimy się? Nie znoszę, gdy się kłócimy!
Kinga wzięła eklera, cmoknęła mamę w policzek i postanowiła – nigdy nie zrobi jej takiej krzywdy. Jeśli tak przeżyła ich głupią sprzeczkę, to co będzie, gdy dowie się o tacie? Trzeba za wszelką cenę sprawić, by nigdy się nie dowiedziała.
Wbrew sobie stała się wspólniczką ojca: kryła jego spóźnienia, przypominała o świętach i prośbach mamy, odwracała jej uwagę, gdy ktoś do niego dzwonił. Jednocześnie ignorowała jego prośby, opryskliwie odpowiadała i ledwo powstrzymywała się, by nie wypomnieć mu, co myśli.
Aż nagle życie wróciło do normy: tata wracał punktualnie, Kinga zdała egzaminy i zaczęła liceum, cała historia rozwiała się jak koszmar. Poznała jeszcze Przemka – dwa lata starszego, studenta prawa z gitarą. Wieczorami kręcili się w grupie, ale coraz częściej odłączali się i chodzili we dwoje. Tak i tamtej nocy wyszli nad Multimedialny Park Fontann i nie zauważyli, jak czas leci. Była już spóźniona. Liczyła, że rodzice nie zorientują się która godzina i na palcach wsunęła się do siebie.
„Uf, chyba się udało” – pomyślała.
– Kinga?
Nie udało się…
Mama zajrzała do pokoju.
– Trochę dziś późno.
Kinga spodziewała się awantury, ale mama nawet nie czekała na odpowiedź.
– Przepraszam, zasiedzieliśmy się z dziewczynami. Mamo, wszystko ok?
Nawet w św
Ewa patrząc na swoje nowe tatuaże zrozumiała w końcu, że każdy sam sobie musi przebaczać, nawet jeśli świat cały czas będzie mylić się w sprawach serca.
Prawo do pomyłki.



