Jak Ninka planowała swoje wesele

Nikt we wsi nie pojmował, czemu Jadwidze tak w życiu osobistym nie sprzyja. Dziewczyna przecież porządna, ogarnięta, mądra i urodziwa. I pracę miała zacną, weterynarzem w dużym gospodarstwie. Pewnie rzecz w tym, że Jadzia nie tutejsza. I, nie ma co ukrywać, odbiegała od miejscowych bab.

— Gdyby Jadzia swą koronę troszkę przesunęła, oho, może chłopina w chacie by się znalazł. Jasne, porządnego i w dzień z latarnią nie uświadczysz, ale zawsze męski duch — rozpoczęła pani Ewa, siejąc ziarno dyskusji wśród staruszek, które wieczorem rady gromadziły się na przydziałach. Zawsze pierwsza zaczynała o dobrym i złym we wsi. We wsi wszelkie wieści znała, zanim się wydarzyły.

Lecz miała przeciwniczkę — panią Zofię. Przyjaźń ich trwała od młodości, a spory równie długo. Jeśli pani Zofia rzekła białe, pani Ewa pieniła się, dowodząc, że czarne.

Staruszki zaraz ku Zofii oblicza zwróciły, czekając na następny rozdział komedii. Nie kazała czekać.

— Ależ gadu-gadu! Miłoby w chałupie śmierdziało skarpetami, to trzeba było przez siebie przestąpić? Nie, baby, posłuchać jej! Nic po chłopie nie potrzeba, niech jeno smród po kątach sieje, a kobieta niech haruje. Fu! Już lepiej z koroną chodzić!

Pani Ewa aż się zaczerwieniła.

— Co ty pleciesz, co ty pleciesz, nie ogarniając? Babie powinno żyć się z chłopem! Żeby męska dusza w domu była!

— Nie, wytłumacz, po kiego? Sama mówisz: facety samyleśne zostały! Na co ci on? Chuchać i dmuchać?

Pani Ewa nie wytrzymała, skoczyła.

— Ależ głupia baba! A dzieci urodzić potrzeba?

— To ty głupia! Dziecko urodzić, a potem całe życie tego tak zwanego chłopa na grzbiecie dźwigać? Czy nie lepiej do miasta ruszyć, znaleźć statecznego, urodziwego, i tego dzieciaka zrobić! Nie utrzymywać pasożyta-opoja, a żyć w swoim prykole?

Baby jękły. Najzawziętsze wojny wybuchały między kumoszkami po wsze moralnej. Raz tak się poróżniły, że miesiąc minął bez słowa. Nawet na przydziały nie wychodziły. Starowi tajemnie nudno wtedy było. A rzecz w tym, że pani Ewa męża miała jednego, którego ćwierć wieku już pochowała, a pani Zofia trzech, i jeszcze teraz zaglądał do niej Grześ-piecek, gospodarstwa razem łączyć proponując. Pani Zofii dobrze za siedemdziesią
i wiedziała, że jej kochane zwierzęta nigdy nie będą wstydzić się chłopskiego życia ani uciekać przed błotem.

Rate article
Fajna Tajna
Jak Ninka planowała swoje wesele