NIE POTRZEBUJĘ TAKIEJ…

Szef wezwał przez domofon. Andrzej wiedział, co się święci. Stał pod drzwiami, gotowy na reprymend.
– Wejdź, Andrzej! Siadaj. Znowu zawaliłeś całą robotę. Dostajesz naganę. Kwartalnej premii nie zobaczysz, nie raz cię uprzedzałem! Co się z tobą dzieje? Obiecałem twojemu ojcu, a ty mnie oszukałeś, ech, Andrzeju Nowaku! – Grzegorz Wielisławski, kierownik produkcji, machnął ręką ze zniecierpliwieniem. – Zabieraj się stąd, przecież tobie powinno się już rozumem świecić! Pomyśl, co z siebie robisz? Żadnej rodziny, żadnych zainteresowań. Jak dalej żyć zamierzasz?

Wracał do domu zatłoczonym pociągiem SKM. Ludzie stali ściśnięci jak śledzie, o siedzeniu nie było mowy.
Koledzy z huty czekali na własne żony, na domowy obiad. U Andrzeja pusto, mieszkał sam. Ostatnio miał tylko jedno pragnienie: wypić małego wódczana i zwalić się na łóżko.
Dawniej po robocie imprezował z kumplami, dziewczyny zwalał z nóg.
A dziś wszyscy pożenieni. Nudziarze, ciągle te same tematy – dzieciaki i żony!
Na przystanku ledwo się przecisnął – babcia z siatami rozkraczyła się w przejściu, nie dało się jej obejść!
W podziemnym przejściu wciąż ktoś popychał, przepychał się. Wszyscy w biegu, w pośpiechu! Ale po co?
Gdy miał dwadzieścia pięć lat, Andrzej też gnał przez życie. Dziewczyny za nim szalały. Przecież miał własne M, porządny hajs z fabryki. Samochód kupił, nie nowy, ale własny!
Mówiła matka: “Ożeń się, synku! Czas szybko leci, ty go tylko na tych wymalowanych lalach marnujesz! A moja sąsiadka Brygidka, no taka dobra dziewczyna! Młoda, gospodarna! Pomaga mi we wszystkim, uczy się na pielęgniarkę, i na ciebie zerka, ja to widzę”.
A on na to: “Nie, mamo, nie potrzebuję takiej, tej twojej Brygidki. Nie w moim guście, nie podoba mi się!”.
I oto przehulał czas. Pewnie teraz ta Brygidka smaży kotlet schabowy z ziemniaczkami i tnie sałatkę z ogórków i pomidorów na stół dla męża. Czeka, nie może się doczekać, a dzieciątka pytają: “Mamo, tata wróci już?”.
Jego nikt nie oczekiwał. Wcześniej nawet to mu się podobało.
I nie zauważył, kiedy nastała ta chwila, kiedy już czas było przystopować, znudziły się chlanie i flirty, a on dalej jak po sznurku…
Andrzej wszedł na piętro, wyciągnął z kieszeni klucz, wtykał w zamek – nie wchodził. Co za draństwo? Spróbował jeszcze raz, pokręcił w dziurce… i nagle ktoś otworzył drzwi od środka. Stanęły otworem, a tam… matka Andrzeja w kwiecistym szlafroku, z wypiekami na twarzy.
– Synku, a ty co, z pracy prosto do nas? Czemu nie zadzwoniłeś? Zmęczony pewnie, masz taką znużoną minę. A my z ojcem akurat wieczerzać siadamy. Dawaj, Andrzeju, rozbieraj się, rączki umyj! Hej, Tato, gdzie tam jesteś? Czesławie, chodź syna przywitać, ciągle się z czymś grzebiesz!
Andrzej zamarł jak posąg.
Wyszedł i Czesław Michański. – Synku, a ja już myślałem, że swoją dziewczynę przywiodłeś poznawać. Chyba wnuków się nie doczekamy! Sam winien, bałwanie, ożeniłem się dopiero po czterdziestce. I matka już nie dziewczyna była. Ty nie zwlekaj, ucz się na moich błędach, wszystko w życiu trzeba robić jak należy! Ogarnąłeś?
– Ogarnąłem, Tato – zaschło mu w gardle. – Tato, dzięki wam z mamą za wszystko, ja zaraz wracam! Zapomniałem jednej sprawy! – Andrzej jak strzała pomknął na dół, wyleciał z klatki i pognał przed siebie bez oglądania się.
Odskoczył daleko, wreszcie przystanął, złapał oddech, i z ostrożnością, powoli, obejrzał się. Jak to się stało? Skąd on wysiadł z elektryczki w złą stronę? Zamyślił się, a nogi z przyzwyczajenia zaniosły go do rodzinnego domu, w którym sam dorastał, zanim się usamodzielnił. Automatycznie wszedł, drzwi próbował otworzyć… ale nie w tym rzecz, tylko że…
Andrzej rozejrzał się.
Ich starej pięciopiętrowki nie było.
Na jej miejscu stał teraz skwerek…
Oczywiście! Rozebrali ją trzy lata temu. Rodzice odeszli już pięć lat wcześniej. Sprzedał to mieszkanie, spłacił własną hipotekę, kupił auto, nagrobki postawił na cmentarzu.
Co to było? Gdzie się znalazł? Jak można było tak wyraźnie trafić do starego domu, do ojca z matką? Do nich żywych jak sprzed lat?
Czy to tylko przywidzenie?
Andrzej był oszołomiony tym,
I tak oto, Antoni każdego ranka budził się z myślą, że tamte niezwykłe zdarzenie dało mu nie tylko żonę i wkrótce syna, ale przede wszystkim najcenniejszą lekcję – że prawdziwe życie zaczyna się tam, gdzie kończy się egoizm.

Rate article
Fajna Tajna
NIE POTRZEBUJĘ TAKIEJ…