Prawo do błędu.

Siedząc na łóżku, zapięłam dżinsy, gdy w zamku drzwi przekręcił się klucz. Zastygłam w bezruchu, ledwie utrzymując równowagę na jednej nodze, druga uwięzła w nogawce. Serce mi waliło. Myślałam o włamywaczach, aż usłyszałam głos Taty. Wydawało się, że z kimś rozmawia przez telefon.

“– Już biorę torbę i jadę,” – mówił. – “Nie mogę przecież powiedzieć, że byłem na treningu, skoro mój worek leży pod łóżkiem.”

Pomyliłam się. To nie był telefon – nagrywał głosówkę, bo po chwili usłyszałam kobiecy głos:

“– Kochanie, tak się stęskniłam, nie mogę się doczekać… A tak w ogóle, upiekłam twoje ulubione pierogi, więc się pośpiesz, bo wystygną. Ściskam, całuję!”

Znaczenie tego, co usłyszałam, dotarło do mnie później. Najpierw rozpoznałam ten głos: ciocia Kasia, koleżanka Taty z pracy, a przy okazji siostra przyjaciółki Mamy, która często u nas bywała. Lubiłam ciocię Kasię – nie udawała, że wie wszystko, lubiła się dobrze bawić, słuchała współczesnej muzyki, a nie tych ciągnących się szlagierów, które kochają rodzice. Dopiero gdy zaczęłam się zastanawiać, czemu nagrywa mu głosówki, zrozumiałam te słowa.

Klucz przekręcił się ponownie, w mieszkaniu zapadła cisza. Usiadłam na łóżku, odtwarzając w głowie słowa cioci Kasi. Tak, nie pomyliłam się – Tato miał romans. I co teraz? Powiedzieć Mamie? Jak się teraz zachowywać z Tatą i z tą kobietą?

Nie zdecydowawszy nic, pobiegłam na spotkanie z przyjaciółką Zosią – zasypała mnie już pięcioma wiadomościami. Cały miesiąc wybierałyśmy wzór tatuażu, a Zosia perfekcyjnie podrobiła podpis mamy. Ale teraz nie miałam na to najmniejszej ochoty.

“– Eliza, o co ci chodzi?” – nie odpuszczała Zosia. – “Czemu się dąsasz? Też chcesz tatuaż? Spokojnie, podrobię podpis twojej mamy, nie ma problemu!”

Jakże chciałabym się z kimś podzielić tą szokującą wiadomością, rozłożyć odpowiedzialność, ale nawet przed przyjaciółką nie mogłam o tym mówić. Udałam więc, że chodzi faktycznie o tatuaż.

Przez kolejne dwa tygodnie nie umiałam się uczyć, nie chodziłam na spacery, unikałam rozmów z Mamą, ostro odpowiadałam Tacie. Co robić dalej – nie wiedziałam. Pewnego dnia omal nie powiedziałam Mamie, ale ona zirytowała się moją dwóją z chemii i rozmowa się nie udała – pokłóciliśmy się okropnie. Wieczorem Mama weszła do mojego pokoju z ptysiami, które uwielbiam:

“– Przepraszam, kotku, że na ciebie nakrzyczałam. Wiem, że to niepedagogiczne. Po prostu tak się martwię o twoje egzaminy! Chcę, żebyś miała wszystko dobrze…”

“– Mamo, daj spokój – zdążę z tymi egzaminami! Ten ptys – dla mnie?”

“– Naturalnie. Pojednaliśmy się? Nie znoszę, gdy się kłócimy!”

Wzięłam ptysia, cmoknęłam Mamę w policzek i obiecałam sobie – nigdy jej tak nie zranię. Jeśli tak przeżywa naszą głupią sprzeczkę, co dopiero, gdy dowie się o Tacie? Muszę zrobić wszystko, by się nigdy nie dowiedziała.

I mimowolnie zostałam wspólniczką ojca: kryłam go, gdy spóźniał się z pracy, przypominałam o rodzinnych uroczystościach i prośbach Mamy, odwracałam jej uwagę, gdy do niego dzwonili. Przy tym ignorowałam jego prośby, byłam oschła i ledwie powstrzymywałam się, by nie wykrzyczeć, co o nim myślę.

Potem jakoś się ułożyło: Tato zaczął wracać punktualnie, zdałam egzaminy i przeszłam do 2 klasy liceum, a cała historia rozwiała się jak zły sen. Poznałam też Darka – był dwa lata starszy, studiował pierwszy rok prawa i grał na gitarze. Wieczorami chodziliśmy w grupie, ale coraz częściej odłączaliśmy się i błądziliśmy we dwoje. Tamtego wieczoru poszliśmy do fontanny i nie zauważyliśmy, jak zleciał czas – dawno powinnam być w domu. Modliłam się, że rodzice nie spojrzą na zegarek i na palcach wślizgnęłam się do pokoju.

*Uff, chyba się udało*, pomyślałam.

“– Eliza?”

Nie udało…

Mama zajrzała do pokoju. “– Jakoś późno dziś.”

Spodziewałam się awantury, ale nie – zdawała się nawet nie oczekiwać odpowiedzi.

“– Przepraszam, zasiedziałyśmy się z dziewczynami. Mamo, wszystko w porządku?”

Nawet w świetle lampy zauważyłam jej czerwone, jakby od płaczu, oczy.

“– Wszystko gra. Powiedz, ty z Tatą nie kupowaliście czegoś w jubilerze? Tak tylko pomyślałam…”

Jakieś przeczucie podpowiedziało mi, by się nie spieszyć.

“– W jubilerze?”

“– Przypadkiem znalazłam paragon na kolczyki i pomyślałam…”

“– Ach, no tak – przepraszam kompletnie zapomniałam ci powiedzieć! Poprosiłam Tatę o pieniądze na prezent dla Zosi, przecież ma niedługo urodziny, chciałam jej dać coś wyjątkowego. Niedawno przekłuła uszy, więc pomyślałam… Za drogo, co? Przepraszam, Mamo.”

Twarz Mamy natychmiast się rozjaśniła.

“– Co ty, skąd! Nie przejmuj się
Usiadłam na ławce w galerii, patrząc jak krople krwi sączą się spod plastra na przedramieniu, czując ten głupi napis “Miłość jest ślepa” wypalający się w moją skórę i duszę.

Rate article
Fajna Tajna
Prawo do błędu.